– Przed nami ostatnia prosta sezonu. Rozegramy trzy mecze w ciągu tygodnia, które usadowią nas ostatecznie na którymś z miejsc. Wiemy, że ligowy byt mamy już zapewniony – mamy wystarczającą do utrzymania liczbę punktów oraz licencję, ale starcie z Cracovią jest dla nas bardzo ważne – podkreślił trener Widzewa Łódź, Czesław Michniewicz przed najbliższym spotkaniem z drużyną z Krakowa.
– Każda zdobycz punktowa przybliża nas do czołówki – zaznaczył szkoleniowiec łódzkiego zespołu. – Będziemy mogli wtedy kolejne mecze zagrać o jeszcze wyższe cele. W związku z tym chcemy wystąpić w optymalnym składzie. Bez względu na zestawienie nasz cel jest taki sam – chcemy wygrywać spotkania. Okazja ku temu jest doskonała. Cracovia ma piękny stadion, świetną murawę i bardzo dobry zespół. Wygrywa u siebie wiosną mecz za meczem i niewielu drużynom udało się z Krakowa wywieźć punkty. Mam nadzieję, że Widzew będzie tym zespołem, który po meczu może być zadowolony.
– Po zapewnieniu sobie utrzymania widać, że nowy duch wstąpił w drużynę – zauważył Michniewicz. – Chcemy podkreślić naszą dobrą grę wiosną. Były też słabsze momenty, ale ten tydzień może być udokumentowaniem naszej postawy w ostatnim czasie, a dobre miejsce w lidze to też dzięki gratyfikacjom finansowym lepszy start dla nas w nowy sezon.
Trener Widzewa nie szczędził pochwał swojemu najbliższemu rywalowi. – Jurij Szatałow miał trochę więcej czasu zimą na budowę drużyny. Ci zawodnicy, którzy byli jesienią, jak Radomski, Suart, Klich, Ntibazonkiza, grają teraz zdecydowanie lepiej. To czołowe dziś postaci w lidze. Dobrze funkcjonują jako zespół, ale mają też indywidualności. Grają zespołowo i dobrze wykorzystują stałe fragmenty gry. Widzimy inną drużynę niż ta, która przegrywała mecz za meczem. Czeka nas bardzo trudne spotkanie, zobaczymy więc jak prezentujemy się na tle takiego rywala. Sami nie jesteśmy natomiast zespołem, który może grać na zbyt wielkim luzie – kontynuował Michniewicz.
41-leni szkoleniowiec w najbliższym czasie zamierza na dłużej związać się z łódzkim klubem. – Spotkaliśmy się z prezesem Animuckim i właścicielem w poprzednim tygodniu – dodał były trener Arki Gdynia i Lecha Poznań. – Obie strony wyraziły chęć dalszej współpracy. Ustaliliśmy pewne zasady na jakich chcielibyśmy współpracować. Dokumenty nie są jeszcze podpisane, ale wszystko ma zostać przygotowane już niedługo. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu, a najpóźniej zaraz po sezonie dojdzie do podpisania umowy.
– Podoba mi się praca w Widzewie – nie ukrywa Michniewicz. – Uważam, że pasuję do tego klubu. Podoba mi się zainteresowanie nim ze strony mediów i kibiców, a moim zdaniem to zespół, który może grać lepiej. Dzisiejsze miejsce nie oddaje możliwości tej drużyny. W przyszłym roku będziemy już bardziej doświadczeni i mam nadzieję, że uda nam się wygrywać mecze stykowe, takie jak z Lechem i Legią. Konieczna jest do tego spokojna praca i ciągłość myśli szkoleniowej, ale też ciągłość pracy z określoną grupą zawodników. Ci, którzy nie stanowią o sile Widzewa, raczej nie będą w klubie w przyszłym sezonie. Nie ma potrzeby płacić zawodnikom, którzy nie grają. Szanuję kontrakty, ale myślę, że dojdą do porozumienia z klubem i jako dobrzy piłkarze będą mogli kontynuować karierę w innym miejscu.
– Chcemy unikać wpadek transferowych, choć mam świadomość, że nie zawsze jest to możliwe. Większe kluby też popełniają błędy, ale Widzewa nie stać na to, by płacić duże pieniądze za zawodników. Zawsze będę optował za tym, by najpierw szukać kandydatów do gry w najbliższym otoczeniu. Warto czasem poczekać aż ktoś się rozwinie – zakończył Michniewicz.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.