Choć teoretycznie sytuacja ŁKS delikatnie się poprawiła (tak przynajmniej wygląda to z zewnątrz po starcie ligi), w praktyce nie zmieniło się nic. – Nie dostałem pensji od pięciu miesięcy – mówi Marcin Mięciel.
– Dziś jest źle, nie ma co ukrywać. Władze niedawno ogłaszały bankructwo, nie jest miło tego słuchać. Przyszedł nowy prezes, zapowiedział zmiany, ale zmian nie ma. Mają być – dodaje Mięciel, który nie boi się mówić publicznie o katastrofalnej sytuacji klubu i chorej atmosferze w nim panującej.
– Nie dostałem pensji od pięciu miesięcy. Plus premie za pierwszą ligę, ekstraklasę… Każdy miał jakieś plany związane z tymi pieniędzmi. Były święta, niektórzy nie dostali nawet w tym okresie wypłaty – relacjonuje napastnik.
– Dziś, patrząc realistycznie, nie mamy prawa się utrzymać. A czy się utrzymamy, zależy tylko od naszego doświadczenia. Fizycznie jesteśmy fatalnie przygotowani. Ale jak mamy być, skoro trenujemy w błocie czy na lodzie. Albo w hali. Pozostaje nadzieja, że z meczu na mecz będzie coraz lepiej. Jeżeli się utrzymamy, trzeba będzie mieć do nas duży szacunek. A w Cracovii i Zagłębiu gasić światło, bo to powinien być dla nich wstyd, że wyprzedził ich biedny ŁKS – ocenia były piłkarz Legii Warszawa.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.