Sinisa Mihajlović, szkoleniowiec włoskiej Bolonii, nie poddaje się w walce z białaczką. Serb pomyślnie przeszedł drugi etap chemioterapii i powrócił jak gdyby nigdy nic do pracy – wczoraj samodzielnie poprowadził trening, a dzisiaj niewykluczone, że pojawi się na ławce trenerskiej w meczu przeciwko Juventusowi w Turynie.
W lipcu Mihajlović poinformował opinię publiczną o swojej chorobie. „Od początku okresu przygotowawczego nieustannie miałem gorączkę. Udałem się więc na badania, które wykazały, że mam białaczkę” – powiedział ze łzami w oczach na konferencji prasowej. „To, że teraz zanoszę się łzami nie oznacza, że się boję. Szanuję chorobę i zmierzę się z nią z klatką wypiętą ku górze, patrząc jej prosto w oczy, czyli tak, jak zawsze robię” – zapowiedział.
Trener rodem z Serbii natychmiastowo poddał się leczeniu. Zaledwie czterdzieści trzy dni po ogłoszeniu choroby i trzydziestu jeden dniach od rozpoczęcia chemioterapii, ku zaskoczeniu wszystkich pojawił się na ławce trenerskiej podczas pierwszego meczu nowego sezonu Serie A przeciwko Hellasowi Werona. Tym samym dotrzymał obietnicy złożonej zawodnikom, którym zagwarantował, że będzie obecny na spotkaniu inaugurującym rozgrywki.
Po raz ostatni trenował zespół 29 sierpnia. Od tamtej pory odpoczywał między pierwszym a drugim cyklem chemioterapii, której poddał się w minionych dniach. W ostatnich dniach opuścił szpital im. św. Urszuli w Bolonii i samodzielnie poprowadził trening. Według informacji włoskiego dziennika „La Gazzetta dello Sport” Mihajlović pragnie być obecny na ławce w trakcie meczu przeciwko Juventusowi w Turynie. Plany pokrzyżować może jednak zapowiadany na godziny wieczorne deszcz. W obliczu cierpienia na białaczkę organizm posiada zaniżoną odporność, przez co w bardzo łatwy sposób złapać infekcję, która może być – zważywszy na ciężką chorobę – śmiertelnie niebezpieczna. Do ostatnich godzin zatem będą ważyć się losy tego, czy Serb pojawi się w charakterze trenera na meczu.