Mihajlović w Milanie, czyli czas na rządy żelaznej ręki
Na tę chwilę zdecydowana większość kibiców Milanu czekała długo. Kiedy klub postanowił ostatecznie pożegnać się z Filippo Inzaghim, a na jego miejsce sprowadzić Sinisę Mihajlovicia, znalazło się też sporo niezadowolonych. Jednak był to raczej mały gniew połączony z lekko wyczuwalną ulgą.
Jak Mihajlović spisze się na ławce trenerskiej Milanu?
Inzaghi miał cały sezon na ułożenie drużyny, w której co prawda zabrakło wielkich indywidualności, ale jednak stać ją było na osiągnięcie nieco wyższego miejsca niż 10. Kibice rossonerich pewnie nie mieliby pretensji do władz, gdyby podopiecznym Inzaghiego udało się awansować chociaż do europejskich pucharów. A wbrew pozorom, zabrakło naprawdę niewiele, bo czterech punktów. W Lidze Europy miała grać Genoa, ale UEFA odebrała jej licencję. Prawo do występów w tych rozgrywkach zostało jednak na Stadio Luigi Ferraris / Marassi. Trudno jednak, by fani rossoblu byli z tego powodu zadowoleni. W LE grać będzie bowiem osierocona przez Mihajlovicia Sampdoria, która zgromadziła na koncie 56 oczek. Przy 52 Milanu nie jest to wynik oszałamiający, ale gdy spojrzymy na pierwszy Juventus z 87 oczkami… No cóż, trzeba porównywać się do najlepszych.
I to właśnie Stara Dama ma być wzorem dla rossonerich. Klub z Mediolanu – na wzór bianconerich – będzie budować własny stadion. Nowoczesny, zadaszony, o odpowiedniej pojemności – słowem: taki, jak trzeba. Tifosi z włoskiej stolicy mody z pewnością nie obraziliby się również, gdyby władze ACM zapatrzyły się nieco na styl budowy drużyny z podnóża Alp.
Jakieś podobieństwa na horyzoncie się pojawiają. Juventus przed czterema laty też zatrudniał nieopierzonego jeszcze Antonio Conte, uważanego za trenerski talent. Mihajlović jest nieco bardziej dojrzały, ale wielu widzi w nim właśnie uosobienie konsekwencji i solidności. Zadowolony ze współpracy z Serbem pewnie nie był Paweł Wszołek, ale czy to aby na pewno wina szkoleniowca, że polski pomocnik grał tak mało?
W Milanie urodzony w Vukovarze trener będzie miał do dyspozycji – jeśli wypalą zapowiadane przez władze transfery – materiał, z którego można będzie wyrzeźbić coś więcej niż środek tabeli. Problem w tym, że szefostwu ACM na rynku transferowym na razie brakuje nieco sprytu. Dogadane mieli już szczegóły kontraktu z królem strzelców portugalskiej ekstraklasy – Jacksonem Martinezem, ale ten ostatecznie ma trafić do Atletico Madryt. Rozbiło się o badania medyczne, których w Hiszpanii Kolumbijczyk nawet nie będzie musiał przechodzić.
Teraz nadzieja milanistów nazywa się Geoffrey Kondogbia. Tylko że do wyścigu włączył się lokalny rywal, czyli Inter. Jeżeli władze rossonerich po raz kolejny dadzą sobie sprzątnąć sprzed nosa wymarzone wzmocnienie, Mihajlović będzie miał powody do rozczarowania. Swoją drogą, 35 mln euro (tyle ACM chce zapłacić za Francuza) piechotą nie chodzi, zwłaszcza w ostatnich kilku latach.
Wróćmy jednak do serbskiego szkoleniowca. Na początku tifosi z San Siro z pewnością będą podchodzić do niego z rezerwą. Nie można zresztą oczekiwać innego przyjęcia, biorąc pod uwagę, że ten doskonały wykonawca rzutów wolnych spędził kilka owocnych lat w klubach mocno konkurujących z Milanem. Najlepiej dał się poznać w Lazio, a kolejnym przystankiem w jego karierze było San Siro, a właściwie… Giuseppe Meazza. Serb zaliczył dwa sezony w Interze, gdzie zresztą zakończył czynną przygodę z piłką.
Potem wziął się za trenerkę. Początkowo był asystentem Roberto Manciniego, ale z czasem przestało mu to wystarczać. Na własną rękę prowadził Bolognę, Catanię i wreszcie Fiorentinę. Chyba właśnie ponad rok spędzony na ławce Violi można uznać za jego pierwszy mały sukces. W sezonie 2010/2011 piłkarze pod jego wodzą zajęli dziewiątą lokatę. Biorąc pod uwagę, że Juventus miał wówczas na koncie jedynie siedem oczek więcej – nie było tak źle. Do pucharów jednak i jednym, i drugim sporo zabrakło. Do zwolnionego w listopadzie Mihajlovicia mimo wszystko zadzwoniono z Belgradu. Decyzja była szybka – Mihajlović przejmuję kadrę.
Pojawiły się jednak liczne problemy. Serbowie, którzy w kadrze mieli bardzo dobrych piłkarzy, nie spisywali się na miarę oczekiwań. Najlepszym tego podsumowaniem był brak awansu na mistrzostwa świata w Brazylii. Głośno było również o wyrzuceniu z kadry Adema Ljajicia. Mihajloviciowi nie spodobało się, że piłkarz Fiorentiny nie śpiewał serbskiego hymnu. Nie najlepiej odbierane przez obserwatorów było również publiczne krytykowanie Branislava Ivanovicia czy Aleksandara Kolarova. Dwie rzeczy były pewne. Pierwsza: Mihajlović wylatuje z kadry; druga: ujawniają się w nim cechy apodyktyczne.
Poważnym sukcesem dzisiejszego 46-latka było utrzymanie Sampdorii w Serie A w sezonie 2013/2014. Drużyna pod wodzą Serba nagle odżyła i na koniec znalazła się aż trzynaście oczek nad kreską. Nic dziwnego, że w kolejnych rozgrywkach apetyty genueńczyków wzrosły. Zaczęło się znakomicie. Po zaledwie sześciu kolejkach Sampdoria miała na koncie 14 punktów. I choć potem graczom z północy Włoch szło już nieco gorzej, to zajęcie siódmego miejsca można uznać za osiągnięcie celu. Tym bardziej, że Sampdorii tylnymi drzwiami udało się wejść do eliminacji Ligi Europy.
W Milanie wymagania będą wyższe. I to nie tylko dlatego, że Serb prowadzić będzie 18-krotnego mistrza Włoch. Kibice będą oczekiwali, że zespół obejmie ktoś, kto o trenerce ma jednak pojęcie dużo większe niż Inzaghi. Początkowo miał to być Carlo Ancelotti, ale 56-latek nie dał się przekonać Adriano Gallianiemu. W Milanie czas więc na rządy żelaznej ręki. Czy Serb będzie potrafił obudzić Stephana El Shaarawy’ego, wykrzesać to, co najlepsze z Jeremy’ego Meneza? I przede wszystkim: czy będzie miał z czego rzeźbić. A to jednak nie zależy od niego. Przez najbliższe tygodnie Serb będzie więc mówił w myślach: „Forza Galliani”, prosząc o piłkarzy, którzy pociągną drużynę.