Przejdź do treści
Mioduski dla PN: Legia nie jest na sprzedaż

Polska Ekstraklasa

Mioduski dla PN: Legia nie jest na sprzedaż

Z głównym udziałowcem Legii Warszawa rozmawialiśmy nie tylko o planach mistrza Polski na pucharowe kwalifikacje i transferowa okienko. Przed wszystkim – o przyszłości europejskiego futbolu klubowego, o której wie więcej niż ktokolwiek inny w kraju.

Dariusz Mioduski jasno deklaruje: Legia nie jest na sprzedaż

Jakub Błaszczykowski dołączył do watahy. Polak nowym piłkarzem Wolfsburga! – KLIKNIJ!

Rozmawiał Adam GODLEWSKI

– Nieczęsto podnoszona jest kwestia pańskiej działalności w zarządzie Europejskiego Stowarzyszenia Klubów. Na czym aktualnie koncentrują się władze tej organizacji?
– Mam świadomość, że wielu kibiców kojarzy przede wszystkim FIFA i UEFA jako organizacje piłkarskie, natomiast European Club Association, choć zdecydowanie mniej rozpoznawalne, jest stowarzyszeniem absolutnie fundamentalnym w kwestiach funkcjonowania futbolu klubowego na naszym kontynencie – wyjaśnia Mioduski (na zdjęciu). – To młody twór, liczy niewiele ponad osiem lat, ale jego znaczenie rośnie lawinowo. Reprezentujemy interesy klubów w rozmowach ze światową i europejską federacją, a także ze związkiem zawodników. To ECA negocjuje, zawsze twardo, stawki dla uczestników Ligi Mistrzów czy Ligi Europy z UEFA, a także wysokość rekompensat z FIFA dla klubów za udział ich zawodników w mistrzostwach świata. Za start w mistrzostwach Europy zostały także wyznaczone stawki należne pracodawcom piłkarzy. Właściwie żadne kluczowe decyzje nie zapadają teraz bez naszego udziału

– Szefem ECA jest Karl-Heinz Rummenigge z Bayernu Monachium, a pan pierwszym Polakiem w zarządzie tej organizacji. Jak pracuje się ze słynnym Niemcem?
– Rummenigge stara się być liderem tego projektu i w sposób zdecydowany wywiązuje się z tej roli. Bardzo aktywny jest również Andrea Agnelli reprezentujący Juventus Turyn, a także inni przedstawiciele największych klubów. Ja w pewnym sensie wciąż uczę się dużej piłkarskiej dyplomacji, ale wraz z przedstawicielami Celtiku Glasgow, Anderlechtu i Ajaksu Amsterdam staram się, żeby głos mniejszych klubów był słyszalny. Każdy oczywiście stara się przede wszystkim bronić interesów swojej grupy, ale na koniec dążymy do wypracowywania konsensusu….

– … o który zapewne trudno w najbardziej ostatnio głośnej sprawie ewentualnego powstania Superligi.

– Ten temat bardzo często pojawia się w rozmowach kuluarowych, przedstawiciele najbogatszych nieangielskich klubów mają uzasadnione obawy, iż za dwa, trzy lata pieniądze z ogromnego kontraktu telewizyjnego w Premier League mogą sprawić, że kluby z tej ligi zdecydowanie je wyprzedzą. Zresztą już dziś konkurentami na rynku transferowym dla Bayernu, Juventusu czy wielkiej hiszpańskiej trójki stały się zespoły z Premier League, których nazwy jeszcze niedawno nie były nawet powszechnie znane. Takie mają budżety. Trudno się więc dziwić, że dyskutowany jest pomysł stworzenia konkurencyjnego produktu, który przyciągnąłby zainteresowanie, a co za tym idzie także pieniądze z praw telewizyjnych porównywalne do tych, jakie pojawiły się w angielskim futbolu. Rzecz w tym, że Anglicy specjalnie nie kwapią się do udziału w Superlidze, bo – zresztą co oczywiste – dobrze im w kraju. A wszyscy inni muszą się zastanowić, czy rzeczywiście pod uwagę powinny być brane wyłącznie pieniądze. Stworzenie elitarnych rozgrywek tylko dla kilkunastu najbogatszych klubów z pewnością pomogłoby wygenerować przychody wyższe powiedzmy o 30 procent, ale czy warto dla takiej podwyżki rozbijać obecny system i tracić inne wartości? Siłą futbolu jest to, że jest masowy i niezwykle popularny. Nawet podczas ostatniego Euro we Francji kolorowo było przede wszystkim dzięki tym, którzy na piłkarskiej mapie świata są niewielcy – Islandii, Walii, Polsce, Węgrom, Słowakom czy nawet Albanii. Klubowa reforma Michela Platiniego sprzed kilku lat też szła w kierunku powiększania rynku, a nie rozwiązań korzystnych jedynie dla wąskiej elity. Futbol to nie tylko biznes, to także pasja, emocje, czynnik integrujący lokalne środowiska. I w tym kierunku nadal powinien się rozwijać.

– Tyle że zagrożenia płyną nie tylko z Premier League. Również z Chin, znad Zatoki Perskiej, a także zza oceanu, gdzie ma powstać panamerykańska liga mistrzów z klubami z Brazylii, Argentyny, Meksyku oraz USA w rolach głównych. Macie pomysł na to, żeby centrum światowej piłki pozostało w Europie?
– Na te tematy także dyskutujemy, ale dziś nie widzę zagrożenia, żeby ktokolwiek mógł odebrać wiodącą rolę w piłce naszemu kontynentowi. To w Europie grają najlepsi piłkarze i tak będzie również za kilka lat. To my jesteśmy liderem także w wypracowywaniu rozwiązań biznesowych, ale też sportowych, dotyczących na przykład szkolenia, a wschodzące rynki piłki stąd starają się czerpać know-how. Chińczycy, a tamtejszy kapitał, który ostatnio przejął na przykład za 45 milionów funtów udziały w Wolverhampton, do którego sprzedaliśmy z Legii Michała Żyrę, chcą wiedzieć, jak tu robimy futbol, od podszewki poznać mechanizmy. Bo jeśli na trwałe zamierzają stać się ważnym graczem w światowej piłce, to nie mogą jedynie kupować zawodników z innych kontynentów. Muszą stworzyć swój narodowy model. Ich podejście bardzo szybko zresztą ewoluuje. Już nie sprowadzają z Europy za kosmiczne pieniądze zawodników zbliżających się do sportowej emerytury, tylko – choć pewnie za jeszcze wyższe kwoty – autentyczne gwiazdy w sile wieku. Już nauczyli się, że płacić warto jedynie za jakość. Są jednak wciąż na początku drogi, więc dziś nie stanowią zagrożenia dla popularności europejskiego futbolu. Kibice w Azji nadal mają swoje ulubione kluby z Anglii, Niemiec, Hiszpanii czy Włoch, co zresztą także stoi za pomysłem utworzenia Superligi.

– A gdyby dziś, dysponując zakulisową wiedzą i znając nastroje przedstawicieli dawnej grupy G-16, miał pan postawić diagnozę: czy w najbliższej trzylatce powstanie Superliga, to jak by brzmiała?

– Uważam, że taka Superliga nie powstanie. Jestem za to zdania, że nastąpią daleko idące zmiany w rozgrywkach. Jestem w stanie wyobrazić sobie na przykład powstanie ligi paneuropejskiej, choć zastrzegam, że to tylko moje przemyślenia, a nie projekt, na którym pracowaliśmy w ECA. A w zasadzie to kilku jej poziomów, czyli ligi pierwszej, drugiej, trzeciej i kolejnych, do których będzie można awansować i oczywiście z nich spaść. Czyli nawet najwyższa klasa, do której weszłyby zapewne początkowo kluby aspirujące do utworzenia Superligi, nie byłaby wyłączona z całego systemu rozgrywek. To o wiele bardziej realne rozwiązanie niż pozostawienie obecnego schematu, z wyjęciem jedynie kilkunastu najsilniejszych zespołów. Bo to tak naprawdę nie da nic, albo da bardzo niewiele.

– A co może przynieść autentyczny przełom?
– Zmiana kalendarza, to znaczy przesunięcie rozgrywek w ligach paneuropejskich na weekendy. To oczywiście musiałoby oznaczać, że ekstraklasy krajowe z terminami w środku tygodnia miałyby mniejsze znaczenie niż obecnie, ale oczywiście nadal dawałyby przepustkę do rywalizacji międzynarodowej. Zdecydowanie szybciej jestem w stanie wyobrazić sobie taką rewolucję niż dopuszczenie przez UEFA, która w dalszym ciągu ma wiele do powiedzenia w procesie decyzyjnym, do secesji najlepszych klubów do Superligi.

– Z tego powodu przed obecnym sezonem większe podwyżki premii nastąpiły w Lidze Mistrzów niż w zdecydowanie uboższej Lidze Europy? To znaczy, żeby zrobić ukłon w kierunku najbogatszych?
– Nie, to akurat był efekt działania zaplanowanego od dawna. Ustalenia ECA są takie, że Liga Mistrzów i Liga Europy mają jeden wspólny budżet z jasno określonymi parytetami. To znaczy, że około jedna trzecia wpływów dzielona jest między zespoły uczestniczące w LE, a reszta idzie do Champions League. Logiczne więc, że podwyżki premii także musiały być podzielone zgodnie z tą zasadą.

– Sugerowane przez pana zmiany mogą nastąpić przed mistrzostwami świata w Katarze w 2022 roku, kiedy europejskie terminarze ligowe siłą rzeczy trzeba będzie gruntownie pozmieniać?
– Mistrzostwa w Katarze nie odegrają w tej kwestii istotnej roli. Najważniejsze będą cykle telewizyjne, które zwykle są trzyletnie. Obecny kończy się co prawda w 2018 roku, ale już trwają prace nad przygotowaniem kolejnego, którego kształt musi być znany na koniec bieżącego roku. Czyli zostało zaledwie kilka miesięcy, a to bardzo mało czasu na przygotowanie gruntownych zmian. Dlatego jest o wiele bardziej prawdopodobne, że dopiero rok 2021 może przynieść rewolucję w kształcie europejskich rozgrywek klubowych. To byłby rozsądny termin, zapewniałby bowiem perspektywę, w której propozycje reform można dokładnie przeanalizować. I zbadać, czy zmiany na pewno poprowadzą w dobrym kierunku.

– Dużo czasu zajmuje omawianie strategii negocjacyjnych z FIFA i UEFA? To chleb powszedni w zarządzie ECA, którego członkowie zdają sobie sprawę, że kluby prezentują dziś wyższy poziom od drużyn narodowych?
– Piłka reprezentacyjna wzbudza emocje na poziomie całego kraju, inspiruje zachowania patriotyczne, ale zawodnicy spędzają większość czasu w klubach, w których budują formę i ćwiczą schematy, dlatego wyższą jakość prezentują zespoły docierające się na co dzień. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że oba produkty są ważne i potrzebne. Inna sprawa, że UEFA, która już powiększyła stawkę finalistów Euro i FIFA zamierzająca rozszerzyć mundial do 40 drużyn, wprowadzają modyfikacje w oparciu o nie swój majątek. Zawodnicy spędzają obecnie na zgrupowaniach kadr, w różnych kategoriach wiekowych, za dużo czasu. Często wracają kontuzjowani, zmęczeni, zupełnie bez formy. Zasadne jest więc pytanie, kto weźmie za to odpowiedzialność i kto poniesie koszty. Terminarze są tak napięte, że najlepsi zawodnicy nie są już w stanie utrzymywać wysokiej dyspozycji przez cały sezon. Najlepiej było to widać podczas mistrzostw Europy we Francji, na które największe gwiazdy przyjechały wyczerpane. Dlatego potrzebne jest znalezienie rozsądnego kompromisu w kwestiach relacji klubów z reprezentacjami.

– Ma pan ambicje awansu w strukturze ECA – na przykład na funkcję wiceprezydenta?
– Nie. Piłka mnie pasjonuje, a Legia to moja miłość. I na tym chcę się koncentrować. Mam ważne miejsce w konkretnej dywizji ECA, a praca w europejskim stowarzyszeniu jest obliczona na to, aby dodać wartości całej polskiej piłce, w tym oczywiście Legii. Percepcja ludzi z zagranicy zmienia się, gdy widzą osobę z Polski, która chce i potrafi działać merytorycznie. Wcześniej z różnych powodów byliśmy uznawani za czarną owcę, zwłaszcza Legia, dziś natomiast patrzy się już na nas z szacunkiem. Wiele osób, szczególnie z klubów naszego regionu, interesuje się naszymi rozwiązaniami. Nie tylko w aspekcie sportowym, ale również biznesowym i marketingowym. Praca, którą wykonaliśmy, jest dostrzegana na forum międzynarodowym. Widzimy, że nasz wysiłek ma sens. Na forum ECA uczestniczę w procesach, które są transparentne, jawne negocjacje zrozumiałe dla wszystkich, a decyzje opierają się – przy naprawdę rozbieżnych interesach – na kompromisach. Czasami oczywiście ktoś może być bardziej niezadowolony, ale to nieuniknione. Dlatego od dłuższego czasu apeluję o wypracowanie podobnych zasad w polskim futbolu.

– A nie łatwiej byłoby kluczowe, krajowe kwestie rozegrać panu – głównemu właścicielowi najsilniejszego klubu – podczas rozmowy w cztery oczy ze Zbigniewem Bońkiem?
– Ze Zbyszkiem Bońkiem mamy dobry kontakt i dosyć często dyskutujemy. Rzecz w tym, że tu nie chodzi o ustalenia dwóch osób, ale o podniesienie świadomości całego środowiska. Wszyscy musimy wiedzieć, co robić w dwóch kluczowych obszarach, aby w sposób mierzalny w perspektywie pięciu, siedmiu czy nawet dziesięciu lat znacząco poprawić jakość polskiej piłki nożnej. Po pierwsze – w kwestiach sportowych. Dziś w krajowym rankingu klubowym zajmujemy osiemnaste miejsce w Europie, trzeba więc wypracować koncepcję, jak wspólnie podnieść poziom, jak dojść do miejsca w pierwszej dziesiątce. To znaczy poprzez jakie konkretnie szkolenie, użycie technologii, inwestycje w infrastrukturę. Po drugie – jak podnieść w analogicznym okresie budżet Ekstraklasy ze stu milionów euro do co najmniej pół miliarda. Bo dziś, nie licząc Legii, Lecha i ostatnio Lechii, reklamy na stadionach sprzedajemy za grosze. A tylko działając wspólnie możemy zmienić wizerunek ligi i sprawić, że sponsorzy będą płacić rzetelnie za to, co naprawdę daje im polski futbol. To wszystko wymaga współpracy całego środowiska piłkarskiego w Polsce dlatego pod patronem ECA i we współpracy z PZPN, Ekstraklasą oraz Ministerstwem Sportu i Turystyki organizuję we wrześniu Forum Polskiego Futbolu. Będzie to konferencja otwierająca długoterminowy program budowy strategicznych rozwiązań dla polskiej piłki nożnej. Mam nadzieję, że wszyscy kluczowi ludzie związani z naszym futbolem zaangażują się w ten projekt.

– Umiałby pan określić w jakim procencie pańskie podejście do futbolu determinuje biznes, a w jakim bodźcem do działania jest pasja?

– Ludzie z reguły nie wierzą, gdy powtarzam, że do Legii nie podchodzę jak do zwykłego biznesu. Prawda jest taka, że w tym momencie to przede wszystkim pasja, choć wymagająca ciężkiej, cięższej niż się spodziewałem, pracy. Owszem, wierzę, że systematycznie podnosimy wartość klubu, nie ma jednak koncepcji, żeby spieniężyć akcje. Oczywiście jest możliwe, że jeśli dojdziemy do finansowej ściany, a nadal będziemy chcieli się rozwijać, to znajdziemy kogoś, kto będzie w stanie nam pomóc w tym zakresie, ale Legia nie jest na sprzedaż.

– Składa pan taką deklarację w sytuacji, kiedy zagraniczny kapitał – chiński, ale przede wszystkim arabski – jest zainteresowany wyławianiem łakomych piłkarskich kąsków w Europie?

– Arabowie, którzy obecnie mocniej angażują się w ten proces od Chińczyków, patrzą na piłkę wyłącznie biznesowo. Dla nich ważny jest prestiż, są zauroczeni markami, uwielbiają dobra luksusowe. Dlatego szukają uznanych brandów. Legia jako klub z Europy Centralnej nie jest przez nich w ten sposób postrzegana. Dlatego nie wierzę w ekspansję szejków na naszym rynku piłkarskim.

– Zapytałem o pańskie futbolowe motywacje, ponieważ wydaje mi się, że szybciej mógłby pan zbudować w Legii budżet na poziomie 50 milionów euro – co uczyniłoby, zresztą według pana, warszawski klub naprawdę konkurencyjnym w Europie – niż całej lidze uda się osiągnąć wpływy pół miliarda euro.

– To możliwe, ale pod warunkiem, że udałoby się znaleźć inwestora, który każdego roku z własnej kieszeni dorzuciłby różnicę między przychodami a kosztami, a mówimy o naprawdę poważnych pieniądzach. Obecnie w polskich realiach trudno byłoby wypracować przychody wyższe niż w tej chwili ma Legia. Wspomniałem o 50 milionach euro jako minimum, żeby klub corocznie miał realne szanse na występy w Lidze Mistrzów, ale nie wolno zapominać, że nawet przy wpływach tego rzędu nikt nie dałby gwarancji, że będziemy grać regularnie w grupie Champions League. To tak nie działa. Dlatego wolę model niemiecki, w którym jest zdecydowany lider, który ciągnie całą stawkę, a korzystając z jego rozpędu wszyscy dokładają się do budowy siły i marki ligi.

– Pewnie punkt odniesienia jest bardzo dobry, tyle tylko że w Niemczech nikt nie brzydzi się pieniędzy Bayernu Monachium, natomiast w Polsce nie ma chętnych na sprzedawanie piłkarzy do Legii.
– No to wróciliśmy do dyskusji o wzroście poziomu sportowego. Odkąd jestem w klubie, Legia w każdym przypadku miała alternatywę zagraniczną – porównywalną jakościowo albo lepszą – tańszą od kupna utalentowanego polskiego zawodnika. Nasze mniejsze kluby często sprzedają na zachód nieprzygotowanych piłkarzy. Nie chodzi o to, że nieutalentowanych, tylko niewłaściwie ukształtowanych do rywalizacji w tamtejszych realiach. Po pobycie w Legii, i promocji w europejskich pucharach, mieliby łatwiejszy start za granicą. Wierzę, że szybciej niż później ten problem uda się przezwyciężyć. Pod warunkiem jednak, że nie będziemy musieli płacić rekordowych sum za transfer do Warszawy. Wystarczy zmienić sposób i horyzont myślenia, bo w kwestii podziału zysków ze sprzedaży od nas za granicę zawsze możemy się dogadać.

– Nie miał pan ochoty na ponowne zaszalenie – po zimowym kredycie na 10 milionów złotych – na rynku transferowym przed kwalifikacjami Ligi Mistrzów?
– Chłodna głowa i rozsądek są potrzebne przy prowadzeniu klubu. W tym roku mamy plany związane z budową ośrodka treningowego i dodatkowych boisk, są kwestie prowadzenia innych sekcji sportowych, ważnych dla warszawiaków, w które inwestujemy, podobnie jak w rozwój zaplecza medycznego. Zresztą kiedy patrzę na kluby, które szalały bez opamiętania, to niestety nie ma im czego zazdrościć.


– Legia też szalała. Z drogimi trenerami. Patrząc z perspektywy czasu – warto było angażować Henninga Berga i Stanisława Czerczesowa?

– Zdecydowanie tak! Berga krytykuje się zupełnie niezasłużenie, bo pomógł zespołowi wejść na niedostępny wcześniej poziom. Mam na myśli grę strefami, taktyczne podejście do ustawienia poszczególnych zawodników, a zwłaszcza przejście z fazy obrony do ataku i odwrotnie. Natomiast Czerczesow nauczył zespół pressingu i intensywności wysiłku na treningach. Besnik Hasi rozwija ten drugi wątek, a dodatkowo rozumie, że rozwój pierwszego zespołu – co przerabiał w Anderlechcie – chcemy w Legii opierać również na wychowankach. W znacznie większym stopniu niż dotychczas.

– Celem Legii w tym sezonie jest udział w fazie grupowej Ligi Europy? Stawiam taki wniosek, ponieważ na Champions League – jak pokazuje zachowanie na rynku transferowym – mistrz Polski się nie napinał.

– Jako mistrz Polski oczywiście aspirujemy do Ligi Mistrzów, ale budżet na obecny sezon był tworzony bez uwzględnienia wpływów z tego tytułu. Gdyby jednak przebrnięcie przez kwalifikacje się nie powiodło, celem minimum nie byłby tylko awans do grupy w Lidze Europy – to z naszej perspektywy byłoby już za mało – ale zakwalifikowanie się w tych rozgrywkach do fazy pucharowej.

– Rozumiem zatem, że wpływy z fazy grupowej Ligi Europy zostały uwzględnione przy sporządzaniu planu finansowego?
– Tak, to istotny punkt w naszym budżecie, więc gdyby nie udało się go zrealizować, mielibyśmy problem.

– A jaka jest prawda na temat transferu Nemanji Nikolicia? Wolelibyście, żeby został czy odszedł? A może najlepszy wariant byłby taki, że strzela hat tricka Trenczynowi i idzie do Chin za pięć milionów euro, czyli za kwotę identyczną jak Ondrej Duda do Herthy Berlin?
– Taki scenariusz byłby prawdopodobnie najlepszy dla Legii i dla Nemanji, bo gdyby odszedł za wspomnianą kwotę, miałby z miejsca silną pozycję w nowym klubie. Nie jesteśmy jednak w przymusie, na pewno nie sprzedamy Nikolicia za dwa miliony euro. Większą wartość dla klubu będzie stanowił zostając i strzelając gole z dotychczasową regularnością. Cały świat szuka bramkostrzelnych napastników i zainteresowanie naszym atakującym jest naprawdę duże. Dlatego spokojnie czekamy, zresztą poważne kluby aktywność na rynku transferowym wykazują przede wszystkim w sierpniu.

– Gdyby odszedł tylko Duda, to na ile transferów będzie mogła latem pozwolić sobie Legia?
– Bez szaleństw, między innymi dlatego, że płatność Herthy została rozłożona w ratach…
 
– … czyli ile z pięciu milionów dostaniecie już teraz? Jedną trzecią?

– Mniej więcej. Niezależnie jednak od formy płatności uzgodnionej z Niemcami, zawsze szukamy okazji na rynku. I wolimy, zamiast dużej kwoty odstępnego, więcej zapłacić zawodnikowi. A jesteśmy w stanie zaoferować pensje najlepsze w Polsce i konkurencyjne – oczywiście na pułapie, na którym się znajdujemy – w Europie. Szukamy środkowego pomocnika, stopera, a przede wszystkim wzmocnienia na skrzydła.

– Nie bałby się pan grać w Lidze Mistrzów obecnym składem?

– Realistycznie patrząc – w obecnym zestawieniu trudno byłoby spodziewać się poziomu zbliżonego do europejskiej czołówki. Na pewno jednak staralibyśmy się walczyć. Nie wykluczałbym też transferów last minute. Tyle że też w ramach rozsądku. Bo gdyby nawet udało się awansować do Ligi Mistrzów i sięgnąć po bonus wynoszący prawie 13 milionów euro, to mamy sporo wydatków strategicznych, ważniejszych niż wygranie jednego meczu w fazie grupowej tych rozgrywek.

– Włącza się pan w proces transferowy?
– Michał Żewłakow, który odpowiada za transfery, ma bardzo silną pozycję w klubie. Przy wsparciu Dominika Ebebenge i Radka Kucharskiego, oraz oczywiście profesjonalnych skautów, w dwóch ostatnich latach udowodnił, że zasługuje na zaufanie, ponieważ ściąga naprawdę dobrych zawodników. W szczególnie trudnych negocjacjach mogą liczyć na udział prezesa Bogusława Leśnodorskiego, ale generalnie angaż lub sprzedaż zawodnika, są rekomendowane przez dział sportowy. Moja akceptacja na końcu oczywiście jest niezbędna, ale weto postawiłbym tylko wówczas, gdyby było zbyt duże ryzyko pod względem finansowym. W klubie jednak wszyscy wiedzą, jakie są nasze możliwości, więc tak naprawdę wszystkie decyzje transferowe zapadają jednomyślnie.

– Rozumiem, że przykra wpadka w starciu z Celtikiem nie zniechęciła nikogo w Legii. A na ile spowolniła rozwój klubu?

– Może trochę paradoksalnie to zabrzmi, ale patrząc z perspektywy czasu mocno nam… pomogła! Zrozumiałem wtedy, że musimy być bliżej decyzyjnych gremiów. Nie po to, aby zmieniać decyzje, bo to jest niemożliwe, tylko po to, by mieć większą wiedzę i dzięki temu minimalizować ryzyko wystąpienia podobnych błędów. Gdyby wtedy udało się Legii przejść jeszcze Maribor i awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów, mielibyśmy oczywiście więcej pieniędzy i szybciej zrobiliśmy te rzeczy, które dziś stanowią priorytet klubu. Jest jednak druga strona medalu. Życie mnie nauczyło, że jeśli ma się same sukcesy, to chęć, żeby się zmieniać i ulepszać – maleje. Skokowy progres zapewniają tylko porażki. Celtic, porażka z Lechem w walce o tytuł w poprzednim sezonie czy nawet potknięcie w kwestiach bezpieczeństwa w meczu z Jagiellonią – te wszystkie kwestie spowodowały, że dziś Legia jest na dużo wyższym poziomie. I to jest największa wartość dla naszego rozwoju.



Wywiad został przeprowadzony 22.07.2016 r. i ukazał się w 31. numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
(ukazał się 2 sierpnia 2016 r.)



 

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej