W praktyce oznaczałoby to, że Mioduski byłby zmuszony do odejścia z Legii i sprzedaży 100% akcji klubu. Przypomnijmy, w podobnej sytuacji był Cezary Kulesza, który po wyborze na prezesa PZPN w 2021 roku przepisał swoje akcje w Jagiellonii na bratanka – Bogusława Kuleszę.
Wymaga tego wprost ustawa o sporcie. Jak czytamy w art 9., członek zarządu polskiego związku sportowego nie może „posiadać w spółkach prawa handlowego prowadzących działalność gospodarczą związaną z realizacją przez ten związek jego zadań statutowych akcji lub udziałów” – zabrania ustawa.
I to właśnie przez ten zapis Mioduski może stracić fotel wiceprezesa federacji. Sąd, który odpowiada za rejestrację członków zarządu w KRS, żąda bowiem wyjaśnień w tej sprawie od PZPN.
Jak ujawnił Jadczak, 8 sierpnia do PZPN wysłano pismo z wydziału gospodarczego Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy, który przed wpisaniem nowych władz związku do Krajowego Rejestru Sądowego zażądał od piłkarskiej centrali wyjaśnień.
Z pisma wynika, że brak odpowiedzi może oznaczać niewpisanie nowych władz do KRS. Do pisma dołączone były listy trzech zaniepokojonych obywateli, którzy wskazywali, że Dariusz Mioduski nie spełnia wymogów ustawy o sporcie, więc nie powinien być zarejestrowany jako członek władz PZPN.
A co na to wszystko Legia? Jakub Laskowski, który w Legii Warszawa jest dyrektorem ds. prawnych i administracji sportowej, w rozmowie ze wspomnianym Jadczakiem wyraził przekonanie, że Dariusz Mioduski nie łamie żadnych przepisów. (JB)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.