Mistrz Anglii – Leicester City. Rozważni i romantyczni
Zespół Leicester City został mistrzem Premier League, a takie rzeczy zdarzają się ponoć tylko na konsoli. Fani z King Power Stadium jeszcze są pijani ze szczęścia. Nieliczni, którzy już doszli do siebie zastanawiają się ile zostanie z ich drużyny po letnim oknie transferowym i czy okaleczona poradzi sobie w Lidze Mistrzów. Nowy sezon zapowiada się zatem frapująco nie tylko dlatego, że pierwszy program telewizyjny „Match of the Day” Gary Lineker poprowadzi na golasa.
Rok temu Lisy Boxing Day świętowały zamykając tabelę. W tym roku na jej szczycie. W poprzednim sezonie 140 dni spędziły w sumie na dnie, w tym niemal tyle samo na szczycie. – Dla mnie to niezwykłe, bo chodzi o klub, któremu kibicuję od dziecka. Takie rzeczy nie zdarzają się drużynom takim jak Leicester. Jej gra wymyka się logice, to magia – mówi Lineker, autor słynnego bon motu o 22 facetach biegających za piłką, by w końcu i tak wygrali Niemcy. Dziś, w obliczu największej piłkarskiej sensacji XXI wieku, porównywalnej tylko ze złotem Greków na Euro 2004, na pewno nie powiedziałby niczego podobnego. Wciąż jeszcze, wraz ze słynnymi bramkarzami Peterem Shiltonem i Gordonem Banksem, należy do największych klubowych ikon, lecz wygląda na to, że właśnie przyszedł czas na zmianę latami umacnianej hierarchii.
Faktem jest, że koronacja, która nastąpiła w poprzedni poniedziałek bez fatygowania głównych bohaterów do wyjścia z domu, mogła być możliwa dzięki abdykującemu mistrzowi ze Stamford Bridge odbierającemu punkty Tottenhamowi. Dzięki Chelsea, gdzie pracę stracił w tym sezonie Mourinho, ten sam, który 11 lat temu zastąpił Claudio Ranieriego na menedżerskim stołku The Blues. Jeśli Mou oglądał mecz ze Spurs, musiał widzieć transparenty trzymane przez swoich do niedawna wiernych fanów: „Claudio, kocham cię”, „Moja żona kocha cię jeszcze bardziej”, „Zróbmy to dla Claudio” – tak Stamford Bridge okazał szacunek pierwszemu menago ery Romana Abramowicza. Kiedy Rosjanin nastał w Londynie, zespół prowadził właśnie Włoch. Oligarcha wręczył mu ponad 100 milionów euro, ale mistrzostwa się nie doczekał. Zapragnął Mourinho i reszta jest już znana. – Wróciłem. Tęskniłem – obwieścił Ranieri, gdy otrzymał robotę w Leicester.
Wielki fan hollywoodzkiego „Ducha” nie ukrywa, że wierzy w życie po życiu. Ale jak ma nie wierzyć, skoro właśnie je otrzymał. Tego gościa miało już nie być w trenerskim mondzie. Przed Leicester pracował w 14 klubach z sukcesami dość mizernymi. Puchar Hiszpanii z Valencią, Puchar Włoch z Fiorentiną, wicemistrzostwo Francji z Monaco – praktycznie wszystko. W Monte Carlo dostał fortunę. Miał zbudować zespół stanowiący przeciwwagę dla PSG. Nie potrafił tego uczynić, choć walczył długo i w końcu jako beniaminek wszedł do Ligi Mistrzów. Pomyślał więc, że może byłby niezłym selekcjonerem. To była jednak głupia myśl, albo po prostu trafił na niewłaściwą grupę ludzi, jakby nie do końca wyznających etos ciężkiej pracy. Zwolniono go z posady trenera Greków błyskawicznie, zaraz po tym jak przegrał z Wyspami Owczymi. Zrobił sobie urlop, choć wielu było przekonanych, że już emeryturę. Spędzał czas w Toskanii, w dużym domu goszcząc się z przyjaciółmi i pielęgnując blisko stuletnią matkę. I wtedy zadzwonili z Leicester.
(…)
Zbigniew MUCHA
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.