Jednym z najbardziej popularnych polskich piłkarzy przełomu lat 60-tych i 70-tych był Jan Banaś. Czołowy napastnik Górnika Zabrze i reprezentacji Polski u schyłku kariery wyemigrował do Meksyku, podpisując kontrakt z Atletico Espanol.
– Wyjechałem tam dzięki Jankowi Gomoli, naszemu rezerwowemu bramkarzowi w Górniku, który w najlepszym okresie klubu regularnie otrzymywał powoływania również do reprezentacji – wspomina legendarny skrzydłowy Górnika.
– To był piękny okres w mojej karierze. Przyjazny, ciepły klimat, na każdym meczu na trybunach stadionu Azteca pojawiało się 50-60 tysięcy kibiców. Meksykańskie zespoły prezentowały dobry poziom, za który dobrze płacono. Dziś trudno w to uwierzyć, ale zarabiałem do stu tysięcy dolarów rocznie! W Polsce po czarnorynkowym kursie to było około dziesięciu milionów. Za piękną willę położoną w urokliwej dzielnicy zapłaciłem milion. Ale i w Meksyku dopadł mnie mój pech. Meksykańskie peso, które było stabilną walutą nagle zdewaluowało się o 300 procent, w następnym roku o 800!!! Do Europy wracałem praktycznie goły… – wspomina Banaś, który spore kłopoty miał również z przedstawicielami meksykańskiej stróżami prawa.
– Jeździłem autem na amerykańskich numerach, więc meksykańska policja zatrzymywała mnie na każdym kroku, tym bardziej, że lubiłem przycisnąć pedał gazu. Za pierwszym razem nie chciałem płacić mandatu, to przetrzymali mnie trochę na komendzie i musiałem… przekupić aż czterech policjantów. Później miejscowi poradzili mi, żebym zawsze miał przy sobie banknot. – Płacisz jednemu i jesteś bezpieczny – argumentowali, więc od tamtej pory zawsze miałem w kieszeni przygotowane 100 pesos. Dawałem gościowi, który mnie zatrzymał, a on chowając kasę mówił: – Ja już cię więcej nie zatrzymam, od dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi. Ale wiesz, za innych ręczyć nie mogę. W stolicy Meksyku pracowała wielu policjantów, w sumie zapłaciłem w Mexico City pewnie ze 100 mandatów.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.