Mistrzowie Anglii bardzo szybko pozbierali się po stracie ClaudioRanieriego. Piłkarze Leicester City pokonali dzisiaj przed własną publicznością Liverpool 3:1.
Mecz Leicester z Liverpoolem był zapowiadany jako jedno z najciekawszych spotkań 26. kolejki Premier League. Lisy po raz pierwszy musiały sobie radzić bez Claudio Ranieriego, który po meczu Ligi Mistrzów z Sevillą, pożegnał się z posadą. Z kolei The Reds mieli okazję, aby po tym starciu wskoczyć na trzecie miejsce w tabeli i nie tracić kontaktu z liderem i wiceliderem.
Początek spotkania miał zaskakujący przebieg. Przecież to Liverpool jest zespołem, który lubi dominować i konstruować ataki pozycyjne, a pierwsze minuty należały do Leicester. Lisy stworzyły groźną sytuację już w 7. minucie, kiedy bardzo groźnie uderzał Okazaki, ale Mignolet zdołał odbić piłkę na rzut rożny. Chwilę później odpowiedzieli goście za sprawą Matipa, piłka jednak przeszła nad poprzeczką, a poza tym piłkarz The Reds sfaulował wcześniej Hutha.
W 15. minucie to właśnie Huth miał dobrą okazję na zdobycie pierwszego gola. Z rzutu rożnego dośrodkował Mahrez, a obrońca najwyżej wyskoczył do piłki w polu karnym, futbolówka przeszła jednak metr nad bramką. Pięć minut później przed świetną szansą stanął JamieVardy, który ograł Matipa, ale jego uderzenie odbił Mignolet, a chwilę później Clyne wybił piłkę na rzut rożny.
Gospodarze dopięli swego w końcu w 28. minucie. Idealnym podaniem popisał się Albrighton, który dograł do Vardy’ego, ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Mignoletem i nie dał Belgowi szans na skuteczną interwencję! To była taka akcja, do jakiej przyzwyczaiły nas Lisy z poprzedniego sezonu.
Minęło ledwo dziesięć minut, a mistrzowie Anglii zadali drugi cios. Głównym bohaterem został tym razem Drinkwater, który huknął z okolicy 25. metrów, a bramkarz gości tylko odprowadził wzrokiem piłkę do siatki.
Asystent przy pierwszym golu próbował dobić gości w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Albrighton zauważył, że w bramce nie ma Mignoleta, zdecydował się na strzał z połowy boiska, ale uderzenie było niecelne.
W drugiej połowie obraz gry nieco się odmienił. Od pierwszych minut to przyjezdni ruszyli do huraganowych ataków, ale brakowało efektów. Lisy nastawiły się na kontry i groźną wyprowadziły w 52. minucie. Okazaki zagrał długie podanie do Vardy’ego, który utrzymał się przy piłce i dograł z lewego skrzydła w pole karne, ale tam czujni byli obrońcy The Reds, którzy oddalili zagrożenie.
W 60. minucie na tablicy wyniku widniało już 3:0. Fuchs kapitalnie na lewym skrzydle ograł Lallanę i dośrodkował w pole karne, gdzie najwyżej do piłki wyskoczył Vardy i zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu.
Lallana próbował odkupić swoje winy pięć minut później. Znalazł się 15. metrów od bramki Lisów i zdecydował się na strzał, ale bardzo czujnie w bramce spisywał się Schmeichel, który odbił futbolówkę na rzut rożny. Piłkarzom The Reds udało się dopiąć swego w 68. minucie. EmreCan dograł przed pole karne do Coutinho, ten wpadł w szesnastkę gospodarzy i oddał bardzo sprytny strzał przy słupku bramki Leicester, dając Liverpoolowi pierwsze trafienie.
Drużyna Kloppa dominowała, atakowała, ale w jej grze brakowało dokładności. W 79. minucie jednak to gospodarze mogli zamknąć na dobre to spotkanie. Mahrez wpadł w pole karne, wycofał piłkę na 15. metr do Drinkwatera, ale ten uderzył tuż nad poprzeczką. Z drugiej strony dobrą okazję miał Lucas, jednak pomylił się o dwa metry.
Ostatecznie trzy punkty zostały w Leicester. Gospodarze byli przede wszystkim konkretniejsi i zasłużenie wygrali to spotkanie. Zwycięstwo z Liverpoolem może dać im pozytywnego kopa i znacznie pomóc w walce o utrzymanie.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.