Przedwczesne Mikołajki we Wrocławiu. Śląsk zremisował 1:1 z Rakowem Częstochowa w hicie 17. kolejki Ekstraklasy. Obydwa gola padły po dwóch rażących błędach indywidualnych.
Pierwsza połowa upłynęła pod dyktando Rakowa. Podopieczni Dawida Szwargi zdominowali Śląska na jego własnym terenie i w pełni zasłużenie objęli prowadzenie.
W 24. minucie Fran Tudor dośrodkował w kierunku pola karnego, gdzie wydawało się, że Alex Petkov nie powinien mieć problemów z wybiciem futbolówki. Stało się jednak inaczej. Bułgar fatalnie skiksował, nie trafiając w piłkę, do której dopadł stojący za jego plecami Sonny Kittel i z bliskiej odległości trafił do bramki.
Po przerwie częstochowianie zaczęli oddawać boiskową inicjatywę na rzecz gospodarzy. Wcześniej małomówny Śląsk powoli dochodził do głosu. W 67. minucie wrocławianie wykorzystali swoją szansę. Piotr Samiec-Talar dostrzegł źle ustawionego Vladana Kovacevicia i z dystansu umieścił piłkę w pustej siatce.
Bośniacki golkiper przyzwyczaił nas do tego, że to on często ratuje Raków przed stratę goli, lecz tym razem wina leżała całkowicie po jego stronie.
W efekcie końcowym mistrz z liderem podzielili się punktami. Medaliki na własne życzenie zmarnowały szansę na odrobienie punktowych strat do wrocławian w tabeli – różnica niezmiennie wynosi osiem oczek.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.