Młodzi Polacy oglądają Serie A z ławki rezerwowych
29
minut – tyle łącznie spędzili na włoskich
boiskach Filip Jagiełło, Szymon Żurkowski i Sebastian Walukiewicz.
Młodzi polscy piłkarze wyjeżdżali do Italii ze sporym
entuzjazmem, ale przywitanie mają chłodne.
Filip Jagiełło wystąpił do tej pory w zaledwie jednym oficjalnym meczu Genoi (foto: Piotr Kucza/400mm.pl)
Każdy
z nich podpisał kontrakt z nowym pracodawcą już w zimie, by od razu zostać na pół roku wypożyczonym do polskiego klubu. To miał być
klucz do sukcesu: pewna przyszłość, spokojna głowa, kilka
miesięcy na odpowiednie przygotowanie się do transferu i
szlifowanie języka, a jednocześnie stały kontakt ze sztabem
szkoleniowym przyszłego klubu. Takie rozwiązanie wydawało się
bardzo racjonalne i w teorii zapewniało mniej bolesną przeprowadzkę
do nowego otoczenia.
Rzeczywistość
dokonała jednak negatywnej weryfikacji powyższego planu. Podpisanie
kontraktu pół roku przed faktycznym transferem nie przygotowało
polskich zawodników do zetknięcia z Serie A. A może nawet przygotowało,
lecz nie na tyle, by którykolwiek z nich z miejsca zaczął grać w
silniejszej lidze. W trakcie 11 kolejek, na 990 minut możliwych do
rozegrania przez jednego piłkarza, Jagiełło, Żurkowski oraz
Walukiewicz w sumie zaliczyli niespełna pół godziny. Może to
jeszcze nie jest ten moment, gdy należy bić na alarm, jednak
zapalić małą, ostrzegawczą lampkę jak najbardziej trzeba.
Najwięcej
– choć w tym przypadku brzmi to groteskowo – pograł dotychczas
Jagiełło. 22-latek spędził na murawie 19 minut, wchodząc na
boisko w wyjazdowym spotkaniu Genoi z Parmą. Polak po prostu dostał
szansę debiutu w Serie A, bo trudno inaczej nazwać wpuszczenia
piłkarza na boisko, kiedy przegrywa się 1:4 (ostateczny wynik to
1:5 na niekorzyść Genoi). Od tamtej pory, a rzecz miała miejsce 20
października, Jagiełło nie odkleił się od ławki. Po dotkliwej porażce zwolniony został Aurelio Andreazzoli, którego
zastąpił Thiago Motta. Dla byłego zawodnika Zagłębia Lubin nie
była to najlepsza informacja. Andreazzoli wystawiał do gry aż
trzech środkowych pomocników (w ustawieniu 1-3-5-2), podczas gdy
Motta preferuje duet w środkowej strefie (taktyka 1-4-2-3-1).
Wygląda więc na to, że Jagiełło trochę poczeka na kolejną
szansę. Tym bardziej, że Genoa od początku sezonu pałęta się w
okolicach strefy spadkowej, a w takich warunkach każdy trener stawia
w pierwszej kolejności na piłkarzy doświadczonych.
Większą
konkurencją na swojej pozycji może tłumaczyć się Żurkowski. W
drużynie Fiorentiny żelazny tercet środkowych pomocników tworzą
doświadczony Chorwat Milan Badelj, rówieśnik Żurkowskiego Gaetano
Castrovilli oraz Chilijczyk Erick Pulgar. Trener Vincenzo Montella
bardzo rzadko zmienia któregoś z nich w trakcie spotkań, a jeśli
już się na to decyduje, to pierwszym wchodzącym jest Marco
Benassi. Polak dostał jak na razie dwie szanse, chociaż bardziej
pasuje tu słowo epizody: kilkadziesiąt sekund z Juventusem i
dziewięć minut przeciwko Udinese Calcio. W obu przypadkach były
gracz Górnika Zabrze zastępował Castrovilliego, ale to wcale nie
oznacza, że w niedalekiej przyszłości mógłby zająć miejsce
Włocha w jedenastce.
Trudno
było przypuszczać, że po kilku tygodniach spędzonych w
Italii Żurkowski zostanie gwiazdą Fiorentiny, jednak martwią aż tak rzadkie
występy 22-latka. Przecież całkiem niedawno ocierał
się o pierwszą reprezentację, selekcjonerzy wiązali z nim
nadzieje, tymczasem w obecnej sytuacji nie ma najmniejszych szans na
załapanie się do kadry na Euro 2020.
Nieco
inny jest przypadek najmłodszego z tego grona Walukiewicza. W Cagliari Calcio od początku nie ukrywano, że
pozyskanie obrońcy z Pogoni Szczecin to inwestycja na przyszłość.
19-latek miał uczyć się włoskiej piłki, podglądać bardziej
doświadczonych kolegów, by za jakiś (raczej dłuższy) czas zostać
podstawowym środkowym obrońcą zespołu. Na tę chwilę Polak musi
zadowolić się rolą czwartego w hierarchii stopera Cagliari, za
kapitanem Luką Ceppitellim, a także bardzo doświadczonymi Fabio
Pisacane i Ragnarem Klavanem.
Walukiewicz
ma tę przewagę nad Jagiełłą oraz Żurkowskim, że wiek nadal
upoważnia go do występów w reprezentacji Polski U-21. A w drużynie
prowadzonej przez Czesława Michniewicza ma pewne miejsce w składzie.
Dwa
i pół miesiąca od startu sezonu to zdecydowanie zbyt wcześnie,
aby krytykować Jagiełłę, Żurkowskiego i Walukiewicza za wybór
klubów. Brak nawet nie regularnych, ale jakichkolwiek występów w
Serie A uzasadnia jednak wątpliwości. Może lepiej było pójść
teoretycznie łatwiejszą drogą jak Sebastian Szymański, wybrać
słabszą ligę, najpierw poznać smak gry w zagranicznym klubie, a
dopiero potem rzucać się na głębszą wodę?