W kioskach, salonach prasowych, a także za pośrednictwem naszej aplikacji na Androida i IOS czeka już na Was nowy numer tygodnika „Piłka Nożna”. Poniżej prezentujemy fragmenty tekstów i wywiadów, które możecie znaleźć w środku. To jednak nie wszystko, gdyż nr 38 jest po brzegi wypchany dobrą treścią. Sprawdźcie koniecznie!
90 MINUT Z JESUSEM JIMENEZEM. MARZĘ O PRIMERA
Dwudziestosześcioletni Hiszpan rodem z Leganes jest gwiazdą Górnika Zabrze, przodownika PKO Bank Polski Ekstraklasy. Odejście dotychczasowego lidera zespołu, Igora Angulo, wydobyło z niego dodatkowe umiejętności.
LESZEK ORŁOWSKI
Z napastnikiem Górnika rozmawialiśmy przed hitem 4. serii rozgrywek, czyli starciem w Warszawie z Legią.
Kto będzie najgroźniejszym rywalem Górnika w walce o mistrzostwo Polski? Słucham? – pyta zawodnik ekipy z Zabrza. – Po trzech zwycięstwach takie pytanie?
To było pytanie-pułapka, w którą pan nie wpadł. Ale załóżmy, że Górnik nie spuści z tonu… Jest kilka naprawdę dobrych drużyn. Na pierwszym miejscu wymieniłbym Lecha, a potem Śląsk i Legię. Wszystkie one wieszają rywalom poprzeczkę bardzo wysoko. Jednak w lidze polskiej mówienie o faworytach jest ryzykowne. Dwa lata temu tytuł zdobył Piast, więc nikogo nie wolno wykluczać. Ja mam tylko nadzieję, że zawodnicy innych drużyn odpowiadając na podobne pytanie będą wymieniać Górnika.
To do czego, na chwilę obecną, aspiruje Górnik w tym sezonie? Górnik to tak wielki klub, z tak wspaniałą historią i licznymi oraz wiernymi kibicami, że zawsze musi mierzyć wysoko, grać o wszystko, być jak najwyżej w tabeli. Ale choć zaczęliśmy udanie, to pamiętamy, że sezon jest długi i nie można stracić koncentracji. Jest za wcześnie by mówić o konkretnych celach.
Jak należy zarządzać euforią, która pojawiła się po trzech wygranych meczach? Musimy nadal pracować tak, jak dotychczas. Ludzie niech sobie mówią, co chcą, my wiemy, że w futbolu wszystko zmienia się bardzo szybko. Wygrałeś trzy mecze, za chwilę możesz trzy przegrać i wszyscy będą mówić, że jesteś bardzo słaby.
Gdy z Górnika odchodził Igor Angulo było jasne, że bez niego nie będzie to już ten sam zespół. I nie jest. Tylko że niespodziewanie jest to zespół lepszy. Czemu? Na pewno nie wynika to z braku Igora. Kluczem do wyjaśnienia naszych zwycięstw na początku sezonu jest słowo: drużyna. Wszyscy atakujemy, wszyscy bronimy. Zespół jako całość funkcjonuje dobrze, dobrze pracuje i dlatego zdobywamy punkty.
(…)
***
„KOR” ZNOWU W NATARCIU. ZDROWIE WASZE, W GARDŁO NASZE
Sezon 2020-21 rozkwita w najlepsze na wszystkich frontach – grają profesjonaliści, półprofesjonaliści, amatorzy, kobiety i dzieci. Kibice wrócili na trybuny, a wraz z publicznością wrócił doping, żarty i hektolitry hejtu wylewane na zawodników, sędziów czy trenerów. W sumie przelewane są nie tylko litry krytyki.
PAWEŁ GOŁASZEWSKI
O „komitecie oszalałych rodziców” słyszy się od kilku lat. Tatusiowie i mamusie krzyczą na synków, sterują nimi niczym na konsoli, oczywiście podważają decyzje arbitrów czy trenerów swoich drużyn. Są to zachowania nieodpowiednie, często skandaliczne, ale mieszczące się jeszcze w pewnych kanonach. W środowisku „oszalałych rodziców” jest jednak jeszcze jeden problem, o którym mało kto mówi publicznie – spożywanie alkoholu na meczach dzieci i młodzieży.
ZAKRAPIANA INTEGRACJA
Na niektórych turniejach dziecięcych picie alkoholu jest nawet dozwolone. Są specjalne stanowiska i wyznaczone strefy, w których mogą przebywać tylko dorosłe osoby.
– Jest to rozwiązanie z zachodnich krajów, gdzie jest trochę inna kultura picia alkoholu – mówi Mateusz Zieliński, organizator międzynarodowych turniejów w Polsce i za granicą. – W Austrii, Niemczech czy Francji to normalne, że ludzie wypiją jedno czy dwa piwa do meczu, ale nie ma to w zasadzie większego wpływu na ich zachowanie. Oczywiście, w Polsce też jest mnóstwo normalnych rodziców, którzy znają umiar, ale trafiają się jednostki, którym puszczają hamulce i w kilka godzin potrafią wypić kilkanaście sztuk. Wiadomo, jak się może kończyć takie zachowanie…
Polskie kluby i akademie w okresie pomiędzy sezonami czy rundami coraz chętniej korzystają z ofert turniejów. Rozgrywki są podzielone na kilka kategorii: krótki turniej z małą liczbą zespołów, całodniowa rywalizacja na kilkanaście drużyn, a czasami nawet kilkudniowe zmagania z udziałem kilkuset zawodników. Rodzice, szczególnie w tych najmłodszych kategoriach, zazwyczaj chcą zobaczyć swoje pociechy, jak sobie radzą, jadą kilkadziesiąt kilometrów, aby z wysokości trybun wspierać syna czy córkę.
W każdej drużynie potrzebna jest integracja, zarówno zawodników jak i ich opiekunów. Dlatego co sprytniejsi rodzice często potrafią zorganizować wyjazd autobusem, tak aby nie ciągnąć kilku samochodów, ale pojechać wspólnym środkiem transportu, a przy okazji w trakcie drogi można się zintegrować. A jak integracja wśród dorosłych, to wiadomo, że pojawiają się napoje wyskokowe. Często te z dwucyfrową liczbą procentów.
(…)
***
CZY ROZBŁYŚNIE W SERIE A? PIORUN
Umarł król, niech żyje król – chciałoby się banalnie napisać na jego odchodne z Napoli, ale Arkadiusz Milik nigdy królem Neapolu nie był, co najwyżej zdarzały się momenty i mecze, że bywał. Na przygotowania do koronacji jego następcy już poszło 70 milionów euro. Teraz wszystko w nogach Victora Osimhena, żeby rekordowa kwota w historii klubu nie przyniosła rekordowego rozczarowania.
TOMASZ LIPIŃSKI
(…)
Czwarty, a nawet drugi
O Miliku w 2016 roku przeciętny kibic z Neapolu wiedział równie mało, co do niedawna o Osimhenie. Z Polaków znany był Robert Lewandowski, który notabene przeszedł Napoli koło nosa, rozpoznawany Kamil Glik, powoli odkrywany Piotr Zieliński. Polska fala na Półwysep Apeniński dopiero napływała. Ta afrykańska niestety z futbolem nie miała nic wspólnego.
By skoncentrować się na Nigerii, skąd pochodzi Osimhen, to w ostatnim sezonie najwyraźniej reprezentował ją Victor Moses, pupilek Antonio Conte. Każdy sympatyk Serie A potrafiłby sklecić parę zdań na temat Joela Obiego, też znanego z Interu i aktualnie odcinającego kupony w Chievo Werona. W ogóle Inter stał się ulubioną przystanią Nigeryjczyków w Italii, czego dowodów dostarczyli także Nwankwo Kanu i najlepszy z wymienionych Obafemi Martins (teraz obiecująco dorasta jego 15-letni syn Kevin). Neapol jakoś omijali. W ogóle gdyby chcieć rozwinąć afrykański wątek w tym klubie, to dopiero ostatnie sezony dostarczyły trochę więcej ciekawej treści. W latach dwudziestych XX wieku szlaki przetarli dwaj Libijczycy. W 2010 roku Algierczyk Hassan Yebda nie zapracował na wykupienie z Benfiki Lizbonba, Marokańczyk Omar El Kaddouri przynajmniej pozostawił jakieś wspomnienia, ale dopiero Algierczyk Faouzi Gholuam, Gwinejczyk Amadou Diawara i zwłaszcza Senegalczyk Kalidou Koulibaly wnieśli prawdziwą jakość.
I nagle jak grom z jasnego nieba spadł Osimhen. Huk tego pioruna musiał ogłuszyć cały piłkarski świat. Oto piłkarz, który na europejskiej scenie nie rozegrał jeszcze setki meczów, w Lidze Mistrzów zapisał się 5 występami i 2 bramkami, niczego znaczącego i nieznaczącego nie wygrał został drugim najdroższym piłkarzem z Czarnego Lądu w historii. Przed nim był tylko Nicolas Pepe, wyżej wyceniony przez Arsenal. Za nim Riyad Mahrez, Pierre-Emerick Aubameyang, Mohamed Salah i Sadio Mane. Nie dość na tym, transfer do Napoli wciągnął go na czwarte miejsce w klasyfikacji najdroższych w lidze włoskiej. Uplasował się za juventusowym tercetem: Cristiano Ronaldo, Gonzalo Higuainem i Mathijsem de Ligtem.
(…)
***
NIEBIESKA CZĘŚĆ LIVERPOOLU TEŻ MA ASPIRACJE. PRECZ Z PRZECIĘTNOŚCIĄ
Przecież strzelili gola ze stałego fragmentu, przecież to dopiero pierwsza kolejka, przecież grali z wyjątkowo leniwym Tottenhamem. A jednak wystarczyło kilka dotknięć piłki przez Jamesa Rodrigueza i ambitna postawa reszty drużyny, by projekt firmowany przez Carlo Ancelottiego znów nabrał rumieńców.
MICHAŁ ZACHODNY
Szybkie i trafne decyzje. Przyspieszające, dokładne podania. Głowa w górze, pewność w prowadzeniu piłki, przydatność w pressingu, poruszanie się między liniami… James Rodriguez debiut w Premier League i w Evertonie rozegrał tak, jakby liderem ofensywy był już kolejny sezon. Przede wszystkim też tak, jakby był w rytmie meczowym, bez niepowodzeń z ostatnich lat. Może to jednak ta chęć udowodnienia własnej jakości, gdy z kręgu klubów najwyższej klasy europejskiej wypadł na poziom środka tabeli ligi angielskiej. Trafił jednak do klubu, którego ambicje są podobne: udowodnić, że przeciętność ostatnich lat w kontekście wartości i osiągnięć wraz z obecnym sezonem dobiegła końca.
Nie był on jedynym debiutantem w Evertonie. Jeszcze bardziej imponujące statystyki na nowym White Hart Lane wyrobił Allan, który zabezpieczał ataki swojego zespołu w pierwszym występie. Większość kontaktów z piłką zaliczył na własnej połowie, lecz nawet nie to było najważniejsze. Wygrał też ponad dwie trzecie z 22 pojedynków i miał dziewięć prób odbiorów – to wciąż początek, ale 29-letni Brazylijczyk zaoferował stabilizację w środku pola, której tak często Evertonowi brakowało.
– Potrzebowaliśmy takiego występu, by podnieść pewność siebie przed tym sezonem, na przyszłość. Piłkarze też tego potrzebowali: pokazać co potrafią. Nie było łatwo przygotować się na start nowego sezonu, zakontraktowani zawodnicy trenowali z nami tylko tydzień. To dopiero pierwszy mecz, ale pokazaliśmy, że możemy rywalizować z najlepszymi z tym składem. To zresztą nasz cel – mówił Carlo Ancelotti po zwycięstwie w Londynie.
Dwa miesiące potrafią zrobić sporą różnice. Na początku lipca Everton też grał na wyjeździe z Tottenhamem. Nie było to wielkie widowisko, raczej zostanie zapamiętane przez to, że w przerwie meczu Hugo Lloris i Hueng-Min Son pokłócili się i niemal pobili schodząc do szatni. Michael Keane strzelił gola samobójczego, a ustawienie 1-4-4-2 nie pozwalało rozwinąć skrzydeł ani indywidualnościom, ani zespołowi. Wkrótce z tego rozwiązania Ancelotti zrezygnował, choć z ostatnich sześciu meczów poprzedniego sezonu Everton wygrał tylko jeden. Nawet utrzymywana seria spotkań bez porażki na Goodison Park została przerwana na samym finiszu sezonu, gdy spadające z ligi Bournemouth pokonało zespół prowadzony przez Włocha 3:1.
(…)
WSZYSTKIE TEKSTY I WYWIADY MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (NR 38/2020)
Co jeszcze można znaleźć w nowej „Piłce Nożnej”?
4. TEMAT TYGODNIA: JERZY BRZĘCZEK W OGNIU KRYTYKI – PRZESADZONEJ CZY ZASŁUŻONEJ?
8. NOWE POKOLENIE MŁODYCH POLSKICH BRAMKARZY
9. PRETEKSTY RYSZARDA NIEMCA
10. 90 MINUT Z JESUSEM JIMENEZEM
13. 20-LECIE POLSATU SPORT
15. ROMAN KOŁTOŃ W „PN”
16. ANALIZA: POKAŻ MI SWOICH DŻOKERÓW
18. DOGRYWKA Z DARIUSZEM PASIEKĄ
22. PIAST I LECH GRAJĄ DALEJ W EUROPEJSKICH PUCHARACH
24. INTER MIAMI – KORESPONDENCJA Z USA
26. TWO ANGRY MEN, CZYLI FILIP KAPICA I MATEUSZ ŚWIĘCICKI
28. ŚWIATŁA NA EVERTON – NIEBIESKA CZĘŚĆ LIVERPOOLU TEŻ MA AMBICJE
30. POLACY W CZTERECH DEKADACH ANGIELSKIEJ EKSTRAKLASY
32. WYSTARTOWAŁA LA LIGA
34. ARMINIA ZNÓW W BUNDESLIDZE
36. STEFAN DE VRIJ OD A DO Z
38. ZACHWYCONY NEAPOL FETUJE NASTĘPCĘ MILIKA
48. WP W „PN”, CZYLI CO SŁYCHAĆ U TOMASZA KUSZCZAKA
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.