W kioskach, salonach prasowych, a także za pośrednictwem naszej aplikacji na Androida i IOS czeka już na Was nowy numer tygodnika „Piłka Nożna”. Poniżej prezentujemy fragmenty tekstów i wywiadów, które możecie znaleźć w środku. To jednak nie wszystko, gdyż nr 37 jest po brzegi wypchany dobrą treścią. Sprawdźcie koniecznie!
REPREZENTACJA PO WRZEŚNIOWYCH MECZACH. GASZENIE POŻARU BENZYNĄ
Do finałów ME czasu jest coraz mniej. Selekcjoner nie rozwiązuje jednak problemów reprezentacji Polski, przeciwnie – wrześniowe mecze mnożą wątpliwości. Także co do sensu pracy Jerzego Brzęczka z kadrą. – Gdybym miał rozterki, to byśmy się rozeszli. Ale rozterek nie mam – nadal obstaje przy swoim prezes PZPN, Zbigniew Boniek.
PRZEMYSŁAW PAWLAK
W lipcu upłynęły dwa lata odkąd Brzęczek został trenerem naszej najważniejszej drużyny. Czy w tym czasie selekcjoner rozwinął grę reprezentacji? Czy sam ewoluował? Mecze z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną wykluczają udzielenie twierdzącej odpowiedzi. Wciąż najlepszym meczem reprezentacji Polski z silnym europejskim rywalem jest pierwsze spotkanie Brzęczka w roli trenera – zremisowane z Włochami 1:1 we wrześniu 2018 roku. Wtedy gra drużyny narodowej się podobała, teraz futbol zaproponowany w meczu z Holandią budził grozę.
Rzadka twarz
– Postawiliśmy przed trenerem cel – awans do finałów mistrzostw Europy. Wywiązał się spokojnie. Postawiliśmy kolejny cel – odmłodzenie zespołu. Robi to dobrze – mówi Boniek. – Natomiast nikt w PZPN nie jest chory na głowę, chory nie jest też Brzęczek. Selekcjoner jest pierwszą osobą, która chciałaby, żeby drużyna grała lepiej. Inna sprawa, że odbiór reprezentacji się zmienił. Weszliśmy na kilka dużych turniejów z rzędu i już wszystko nam się należy. Już nasze mecze nie mogą mieć dramaturgii, już nie mogą zdarzyć się słabsze momenty – chcielibyśmy szybko zdobywać trzy bramki i pójść do cateringu. Przed trenerem kolejny cel – utrzymanie miejsca w Dywizji A. Pozostanie w niej to dodatkowe pieniądze dla federacji, a dla drużyny – rozegranie towarzyskich meczów klasy premium, sprawdzenia się z renomowanymi rywalami.
Przed wrześniowym dwumeczem Brzęczek nie miał do dyspozycji zawodników przez dziewięć miesięcy. To fakt, który nie ułatwiał trenerowi zadania. Tyle że w podobnej sytuacji byli także inni selekcjonerzy, tymczasem w naszej grupie pozostałe zespoły nie zaprezentowały antyfutbolu, jak biało-czerwoni w Amsterdamie. Brzęczek zagrał na wynik, słusznie zresztą, bo od selekcjonera należy wymagać – w tym wypadku utrzymania miejsca w Dywizji A Ligi Narodów. Rzecz w tym, że pomysł na jego realizację w spotkaniu z Holandią nie był przesadnie wysublimowany. W poczynaniach biało-czerwonych trudno było doszukać się głębszej myśli, strategii. Chcieliśmy tylko przetrwać.
– Muszę się z tym zgodzić, reprezentacja Polski pokazała twarz, którą w ostatnich latach rzadko oglądaliśmy – nie ukrywa Boniek. – Zawodnikom brakowało pewności siebie, za bardzo ułożyliśmy się pod przeciwnika, zostawiliśmy mu wszystko, czekaliśmy co zrobi. Krótko mówiąc – nie podobało mi się to, co zobaczyłem na boisku w Amsterdamie. Chcielibyśmy grać inaczej, zobaczyć kilka sprintów, pojedynków, stworzyć zagrożenie pod bramką. Sporo do zrobienia jest w temacie przygotowania mentalnego do meczu, nie możemy tylko bać się stracenia bramki. Tyle że w piłce jest reżyser, ale są też aktorzy. Widziałem w Holandii kilku aktorów, którzy nie byli w pełni gotowi do nowego sezonu, gdyż byli w trakcie okresów przygotowawczych. W naszym kraju jednak piłkarzy nie zwykło się krytykować.
(…)
***
DOGRYWKA Z BOGDANEM ZAJĄCEM. NA LEKCJACH U ANCELOTTIEGO
Przez lata był najbliższym współpracownikiem Adama Nawałki, ale w końcu uznał, że trzeba rozpocząć pracę na własny rachunek. Bogdan Zając nie narzekał na brak zainteresowania, ostatecznie zdecydował się na Jagiellonię.
PAWEŁ GOŁASZEWSKI
(…)
Podoba się panu bycie w świetle reflektorów? Do tej pory był pan człowiekiem z cienia, a blask świateł skupiał się na pierwszym trenerze. Nie mam z tym problemów. Ludzie chcą wiedzieć, jak trener widzi mecz i jakie ma przemyślenia po ostatnim gwizdku. Mam nadzieję, że niedługo wrócimy do normalnych konferencji, kiedy będziemy mogli porozmawiać z dziennikarzami merytorycznie.
Różowych okularów i doniczek nie należy się jednak spodziewać na pana konferencjach? Może będzie taka potrzeba, aby niektórym obrazowo odpowiedzieć na pewne pytania, które są dla mnie niekiedy szokujące. Ja też już spotkałem się z kilkoma niecodziennymi pytaniami po meczu mojego zespołu. Nie będę cytował z głowy, bo nie chcę nic przekręcić, ale bez problemu można to sprawdzić i samemu ocenić.
Jak pan ocenia jakość kadry Jagiellonii? Jestem zadowolony z tych piłkarzy, których mam. Skupiam się na codziennej pracy. Pracujemy z tymi, którzy są w zespole, jest grupa młodych zawodników, kilku odeszło w ostatnich dniach, ale ruch cały czas jest i szukamy wzmocnień.
Letnie transfery Jagiellonii były z panem konsultowane? Kiedy podpisałem kontrakt z klubem, transfery były już dopięte, ale żaden z tych zawodników nie jest dla mnie anonimowy. Współpracowałem z Pavelsem Steinborsem, Błażejem Augustynem i Szymonem Sobczakiem, wszyscy mają odpowiednią jakość, aby stanowić dla nas wzmocnienie. Znamy się bardzo dobrze, więc wszyscy mieliśmy łatwiejsze wejście do szatni.
Zastał pan spaloną ziemię po poprzedniku? Absolutnie nie, taka opinia byłaby mocno krzywdząca. Mój poprzednik wykonał kawał dobrej roboty, ale wszystko weryfikuje wynik końcowy. To, co się wydarzyło w Jagiellonii nie zadowalało nikogo w klubie, trenera z pewnością też. Władze podjęły taką decyzję, aby zakończyć współpracę i trzeba to uszanować. Rozmowy ze mną były bardzo szybkie. Po 3 dniach podpisałem kontrakt i na następny dzień wyjechaliśmy na zgrupowanie.
(…)
***
PRACA CZY KASA? SEZON DLA WYTRWAŁYCH
Premier League potrafi pięknie sobie zaprzeczać. Od początku pandemii słyszymy o nieuchronnym kryzysie finansowym, który miał dotknąć kluby ligi angielskiej, a latem w najlepsze trwa wyścig zbrojeń, któremu przewodzi Chelsea. Czy to jednak grupie pościgowej wystarczy?
MICHAŁ ZACHODNY
Trudno nie być podekscytowanym, gdy spojrzy się na to, jak mają się sprawy w zachodnim Londynie. Nie w Fulham, nie na remontowanym Craven Cottage, ale kilka mil dalej, czyli w siedzibie Chelsea. Na Stamford Bridge drzwi się niemal nie zamykały, po jednej sesji zdjęciowej następowała kolejna. Królowie polowania? A może bardziej destabilizowania tego, co zdawało się iść w konkretnym kierunku w pierwszym sezonie Franka Lamparda.
Chodzi przede wszystkim o młodzież, z wszystkimi jej wadami oraz zaletami. Wadami, czyli błędami boiskowej naiwności, niecierpliwości, które objawiały się zwłaszcza w defensywie lub po stracie piłki. Dojrzałych występów Chelsea zaliczyła niewiele, choć akurat w kluczowym momencie – na sam koniec z Wolverhampton, gwarantując sobie grę w Lidze Mistrzów – to się udało. Jednak bilans mówi wszystko: w niemal połowie spotkań zespół Lamparda przegrywał lub remisował, stracił więcej goli od Crystal Palace i Burnley. Myśląc o tym, co do przodu, ktoś w Chelsea powinien jednak spojrzeć na to, co działo się z tyłu.
Częściowo tak się stało. O ile transfer Bena Chilwella – kontuzjowanego lewego obrońcy sprowadzonego z Leicester City – jest zdecydowanie do pierwszej jedenastki, o tyle 36-letni stoper Thiago Silva zaprzecza temu, jak dotychczas budowano drużynę. Owszem, zakontraktowanie Brazylijczyka może świadczyć o rozpoznanej potrzebie dodania doświadczenia, lecz czy jest to wciąż taka jakość, która zagwarantuje, że czystych kont będzie więcej? Tu można mieć wątpliwości.
Oczywiście o te trudniej, gdy spojrzy się na zbrojenia w ofensywie. Wobec Masona Mounta, Tammy’ego Abrahama i innych trudno czynić zarzut, że w poprzednim sezonie spisywali się słabo lub niewystarczająco dobrze. Jednak na obecny sezon Lampard może wystawić całkowicie nową ofensywę – również ze względu na odejście dwóch doświadczonych skrzydłowych, Williana oraz Pedro – i w teorii prezentuje się ona mocniej. Timo Werner ma większe doświadczenie w strzelaniu goli na najwyższym europejskim poziomie od Abrahama, Hakim Ziyech zdaje się być szybszym i bardziej zdecydowanym dryblerem niż wymienieni wcześniej skrzydłowi z Hiszpanii i Brazylii, a Kai Havertz to piłkarz o większym potencjale od Mounta.
Co więc czeka Lamparda? – Niech inni mówią o nas jako kandydatach do mistrzostwa. Prawdą jest, że w poprzednich dwóch sezonach kończyliśmy ligę wiele punktów za Liverpoolem i Manchesterem City, więc pierwszą rzeczą jaką musimy zrobić jest zasypanie tej różnicy. Możemy to zrobić poprzez zbudowanie pewności siebie, współpracując dobrze jako zespół. Nie mam zamiaru wychodzić przed szereg i prognozować nasze sukcesy – mówił Anglik.
(…)
***
PLAN SIĘ CHWIEJE. ZA CHINY LUDOWE?
W 2020 – potęga regionalna, w 2030 – organizacja mistrzostw świata, w 2050 – dołączenie do światowych potęg i szanse na wygranie mundialu. Tak miało być. Chiński plan podboju futbolowego świata zachwiał się już na pierwszym kroku.
RAFAŁ KOBYLARCZYK
Chiny co prawda wyszły z grupy w Pucharze Azji w 2019 roku, ale potem Iran pokonał je 3:0 i pokazał przepaść, która wciąż nie została przeskoczona. Jeszcze gorzej jest w kategoriach młodzieżowych, gdzie reprezentacje Chin często kończą udział w turniejach na ostatnim miejscu w grupie z kompletem porażek – tłumaczy Maciej Łoś, sinolog i jeden z autorów „Futbolu za Wielkim Murem. Przewodnika po chińskiej piłce”.
W rozgrywkach Pucharu Azji, które mogą być pewnym wyznacznikiem osiągnięcia progu potęgi regionalnej, od 2004 roku Chińczycy nie dotarli do strefy medalowej. Według Łosia, w porównaniu do tamtego momentu, reprezentacja cofnęła się co najmniej o krok. – W tamtych latach było kilku Chińczyków, grających w Europie, w tym w Premier League, teraz był tylko Wu Lei. Co więcej, kiepsko wygląda sytuacja jeśli chodzi o eliminacje mundialu 2022. To miał być przełomowy moment dla chińskiej reprezentacji, która do tej pory na mistrzostwach świata grała tylko raz, w 2002 roku, i zakwalifikowała się tylko dlatego, że turniej organizowały Japonia i Korea, więc dwa miejsca się zwolniły dla Azji – przypomina sinolog i fan tamtejszej piłki.
Próbując przeanalizować, co poszło nie tak w ostatnich latach w chińskiej piłce, nie sposób uciec od kwestii kulturowych. Na pierwszy plan wysuwa się brak cierpliwości, co objawiało się próbą zasypania wszystkich braków górą pieniędzy, inwestowanych w piłkę. Miliony wydawane na gwiazdy światowej piłki, zarówno trenerów, jak i piłkarzy, czy też na piłkarzy rodzimych i ruchy wewnątrz ligi, nie przyniosły oczekiwanego efektu. Co prawda na 10 najbogatszych klubów z Azji, aż 7 jest z Chin (dane za: transfermarkt.pl), ale za rozwojem finansowym nie idzie rozwój sportowy.
– Chińska liga wystrzeliła tak naprawdę około 10 lat temu, wraz z przejęciem klubu Guangzhou FC przez największą firmę deweloperską Evergrande Real Estate. Drużyna zaczęła sprowadzać wielkie nazwiska. Najpierw Dario Conca dostał pensję na poziomie najlepszych graczy na świecie, potem byli kolejni. Wszystko działo się za przyzwoleniem i aprobatą Xi Jinpinga, który był najpierw ministrem, a następnie sekretarzem generalnym KPCh. Rząd chiński pomagał firmom właścicieli klubów finansowo, m.in. za pomocą różnych ulg podatkowych, aby te mogły sprowadzać zawodników – tłumaczy Łoś i przyznaje, że nikogo tam takie działania rządu nie dziwią, ponieważ z racji ustroju partia wciąż ma pewien wpływ na mechanizmy gospodarcze, funkcjonujące w kraju.
(…)
WSZYSTKIE TEKSTY I WYWIADY MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (37/2020)
NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Co jeszcze można znaleźć w nowej „Piłce Nożnej”?
4. TEMAT TYGODNIA: REPREZENTACJA POLSKI PO RESTARCIE
7. PRETEKSTY RYSZARDA NIEMCA
8. 90 MINUT Z SASĄ BALICIEM
11. 20-LECIE POLSATU SPORT
12. ANALIZA: OBCOKRAJOWCY KONTRA POLACY W PKO BANK POLSKI EKSTRAKLASIE
14. MŁODZIEŻÓWKA NA OSTATNIEJ PROSTEJ
15. ROMAN KOŁTOŃ W „PN”
16. DOGRYWKA Z BOGDANEM ZAJĄCEM
18. ARKA GDYNIA I PIERWSZOLIGOWE FINANSE
20. MEMPHIS DEPAY – NADCHODZI JEGO CZAS
22. TRANSFEROWE SZALEŃSTWO W PREMIER LEAGUE
24. PRZED STARTEM BUNDESLIGI
26. TWO ANGRY MEN, CZYLI FILIP KAPICA I MATEUSZ ŚWIĘCICKI
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.