Wtorek 30 marca to data ukazania się najnowszego wydania tygodnika „Piłka Nożna”. Co znajdziecie w tym numerze?
ANGLIA PRZED MECZEM Z POLSKĄ. Kadra ludzi uśmiechniętych
Kiedy twoim największym problemem jest wybranie pomiędzy prawymi obrońcami Atletico Madryt, Manchesteru City i Liverpoolu, to znak, że dysponujesz utalentowaną kadrą. Zatem jeśli z czymś Gareth Southgate musi walczyć, to z oczekiwaniami, które wobec reprezentacji Anglii bardzo wzrosły.
MICHAŁ ZACHODNY
Anglicy wygrali 5:0 ze słabym San Marino, ale i tak było czuć pewną ekscytację. Do gry wrócił Jessie Lingard, który pół roku temu wydawał się stracony nie tylko dla kadry, ale też dla Premier League. Fascynujący zdaje się być epizod Olliego Watkinsa z Aston Villi – Southgate wybrał go przed choćby Patrickiem Bamfordem z Leeds United. On jeszcze cztery lata temu grał w czwartej lidze, sezon 2014-15 spędził na wypożyczeniu na szóstym poziomie rozgrywkowym i w obecnych rozgrywkach dopiero debiutuje w Premier League – z niezłym skutkiem, bo trafił już dziesięciokrotnie do bramki rywali.
Element procesu
To jednak tylko margines ogólnej dyskusji o reprezentacji Anglii, przecież wygrana z San Marino jest formalnością, której najbardziej interesującym aspektem jest liczba strzelonych goli. – Dochodzimy do momentu, w którym drużyny z najniższego poziomu międzynarodowego powinny grać wyłącznie między sobą o to, by później włączyć się do rywalizacji z mocniejszymi. Teraz wygląda to absurdalnie – mówił Gary Lineker i była to najbardziej radykalna opinia związana z tym spotkaniem. Trudno się mu dziwić – Nick Pope, bramkarz Anglików, miał w tym meczu trzy podania i cztery kontakty z piłką, gospodarze oddali 31 strzałów, ich posiadanie piłki urosło do 84 procent, zabrakło im 52 podań do tysiąca zagrań. Trudno to nazwać nawet sparingiem.
Przerwa na mecze reprezentacji jest zresztą dla zespołu Southgate’a tylko elementem procesu, który ma doprowadzić go do mistrzostwa Europy, nieuchronnego celu wielce utalentowanej drużyny. Nie ma jeszcze mowy o „złotym pokoleniu”, jak to już zdarzało się przed laty, ale kłopoty bogactwa selekcjonera najlepiej pokazuje sytuacja na prawej obronie.
W meczu z San Marino zagrał od pierwszej minuty Reece James, a już w przerwie zastąpił go Kieran Trippier. Na trybunach znalazł się lekko kontuzjowany Kyle Walker, pewnie też szykowany do występu w jednym z kolejnych starć. Przed telewizorem spotkanie oglądał z kolei Trent Alexander-Arnold, największy nieobecny w kadrze na marcowe zgrupowanie. To ten wybór – a raczej pominięcie defensora Liverpoolu – spotkało się z krytyką, choć może to zbyt mocne określenie. Najbardziej zastanawiała ekspertów argumentacja Southgate’a, który wskazywał, że 22-latek nie jest po prostu sobą w tym ciężkim dla jego klubu sezonie. – Pozostali dobrze spisują się w swoich drużynach, a Trent będzie musiał pokazać w dalszej części rozgrywek wyższą formę, by nawiązać rywalizację – podkreślał selekcjoner.
Jego trudne decyzje dopiero czekają. W kadrze na marcowe zgrupowanie zabrakło przecież Jacka Grealisha, Harry’ego Winksa, Jordana Hendersona, Jadona Sancho, Tammy’ego Abrahama, a także niedawnych debiutantów, którzy coraz lepiej radzą sobie w klubach: Harveya Barnesa i Masona Greenwooda. Także w bramce rywalizacja zapowiada się interesująco, ponieważ uraz leczy Jordan Pickford. Wątpliwe jednak, by spotkania z San Marino oraz Albanią pomogły Southgate’owi w odpowiedzi na pytanie, czy do rotacji w bramce powinno dojść, tak naprawdę treningi mogą dać bardziej wartościowe wnioski.
Uniwersalność taktyczna
Na pewno celem Anglików jest wygrywanie, ale Southgate zwraca uwagę również na to, co udawało się jego drużynie w 2020 roku: dostarczać rozrywki – dwa bardzo dobre mecze z Belgią (2:1 i 0:2), wygrane z Walią, Islandią i Irlandią przynajmniej trzema bramkami. Nawet brak zwycięstwa w dwumeczu z Danią nie powinien boleć. – Naszą odpowiedzialnością jest także grać w atrakcyjny sposób. Chcieliśmy przecież odejść od czasu, gdy kibice na meczach reprezentacji nudzili się i puszczali papierowe samolociki na boisko. Może nie zawsze nam się to udawało, ale intencją zawsze było pobudzenie większych emocji. Nie każdy kibic piłkarski jest przecież kibicem jednego z wielkich klubów. Anglia pozostaje ważna dla ludzi, co czasem przykrywane jest przez machinę zwaną Premier League, z którą jednak nie rywalizujemy, a mamy współpracować – podkreślał Southgate.
Już jest pierwszym w historii selekcjonerem Anglików, który zarówno w tej roli, jak i będąc piłkarzem, zgromadził 50 meczów. Najważniejsze z perspektywy czwartej drużyny na świecie jest jednak to, jak stara się pokazać inną tożsamość. – Dostępność różnego rodzaju zawodników daje nam możliwość sprawdzenia wielu ustawień taktycznych. Jesteśmy drużyną, która może korzystać z tego, że uniwersalne umiejętności piłkarzy pozwolą nam dostosować się do warunków meczowych – tłumaczył Southgate. (…)
90 MINUT Z ADAMEM BUKSĄ. Pojadę na Euro!
Zimą był krok od przejścia do jednej z czołowych lig europejskich, ale transfer nie doszedł do skutku. Dlatego będzie kontynuować „American Dream”, który jednak – ze względu na opóźnienie startu rozgrywek Major League Soccer – kosztował go brak powołania na pierwsze zgrupowanie reprezentacji Polski pod wodzą Paulo Sousy. Napastnik New England Revolution nie traci jednak nadziei, że pojedzie na finały mistrzostw Europy. Aby jednak tak się stało, szybko musi zabrać się do zdobywania bramek po drugiej stronie oceanu.
MARCIN HARASIMOWICZ
STANY ZJEDNOCZONE
Twój pierwszy sezon w Major League Soccer był bardzo skomplikowany, a drugi zacznie się z opóźnieniem…
Przesunięcie startu rozgrywek na pewno nie jest dobrą informacją, chociaż dzięki temu miałem trochę więcej czasu, aby pobyć w domu po dłuższym rozbracie z Polską – mówi AdamBuksa. – W związku z wybuchem pandemii do kraju mogłem przylecieć dopiero na święta, więc ten rok spędzony w Stanach Zjednoczonych na pewno był pod kilkoma względami wymagający. Mimo że liga rusza w kwietniu, do jej inauguracji zacząłem przygotowywać się w styczniu. Jestem gotowy do gry.
W lokalnych mediach ukazały się twoje wypowiedzi, że spodziewasz się lepszego, drugiego sezonu?
Patrzę z optymizmem, mam zupełnie inną wiedzę na temat ligi, zawodników w niej grających, a także naszego sztabu szkoleniowego i pomysłu na futbol. Chcę zrobić postęp względem poprzedniego sezonu, który był niezły w moim wykonaniu.
Druga połowa była w twoim wykonaniu lepsza od pierwszej.
Sezon miał kilka faz. Oczywiście pandemia wpłynęła mocno na ligę i z tego powodu przeszliśmy praktycznie przez aż trzy okresy przygotowawcze w ciągu sześciu miesięcy, czyli jednym słowem – było bardzo niestandardowo. Początek do czasu pandemii mieliśmy obiecujący, później po dłuższej przerwie pojechaliśmy na turniej w Orlando, gdzie graliśmy nierówno i odpadliśmy w 1/8 finału. Ostatnie cztery miesiące występowaliśmy praktycznie co trzy dni. Mieliśmy swoje problemy i początek maratonu meczowego nie był dobry. Systematycznie jednak prezentowaliśmy się coraz lepiej, co przekładało się na swobodę w kreowaniu sytuacji bramkowych i to był moment, w którym czułem się najlepiej. Ostatecznie doszliśmy do finału Konferencji Wschodniej, co wielu uznało za niespodziankę, a my za dobre osiągnięcie. Jestem z poprzedniego roku zadowolony, nadchodzący może być lepszy.
Jak oceniasz zmiany w zespole w przerwie zimowej?
Drużyna bardzo się zmieniła. Odeszło jedenastu zawodników, a na ich miejsce przyszło kilku innych, mających duże umiejętności. Myślę, że teraz kadra jest mocniejsza. Mamy w zespole więcej jakości.
Będziecie walczyć o mistrzostwo?
W poprzednim sezonie uplasowaliśmy się w najlepszej czwórce, więc kolejnym, naturalnym krokiem będzie walka o tytuł.
W klubie pytano cię o kolejnych zawodników z Polski?
Nie.
A czy sam brałeś pod uwagę wypożyczenie do klubu Ekstraklasy?
Też nie. Temat wypożyczenia faktycznie się pojawiał i był intensywnie dyskutowany przez mojego agenta wraz z działaczami New England Revolution. W grę wchodziło kilka klubów z zachodniej Europy. Ostatecznie decyzją trenera Bruce’a Areny zostałem w New England.
Co sądzisz o zmianie na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski? Czy Paulo Sousa kontaktował się z tobą?
Nie jestem odpowiednią osobą, aby oceniać takie decyzje. One należą do kierownictwa PZPN. Sztab nowego selekcjonera – owszem – kontaktował się ze mną. Przede mną intensywny i długi sezon, więc skupiam się jedynie na optymalnym przygotowaniu do niego. Przesunięty start rozgrywek na pewno jednak nie pomógł…
Żaden z polskich zawodników występujących w Stanach Zjednoczonych nie mógł być brany pod uwagę, jeśli chodzi o powołania na pierwsze mecze eliminacyjne, co również nie ułatwia ci drogi do kadry na finały mistrzostw Europy.
Zgadza się. Wszystkie te zawirowania z datą rozpoczęcia sezonu są następstwem pandemii. Nie jest to optymalna sytuacja, ale trzeba się do niej dostosować i być gotowym na rozpoczęcie sezonu. Powołanie do kadry narodowej niezmiennie jest moim podstawowym celem, droga do tego wiedzie przez dobre występy w klubie. (…)
AVE CEZAR. Cień trenera
Gdyby to było zwykłe podanie się do dymisji, nie byłoby o czym pisać. Ale było niezwykłe. Cesare Prandelli zdobył się na coś, na co niewielu miałoby odwagę. Dlatego odchodzi jako zwycięzca, a nie przegrany.
TOMASZ LIPIŃSKI
Z analizy suchych wyników wynika, że w skali makro niczego wielkiego w tym sezonie nie dokonał. Nawet rozczarował. Objął Fiorentinę w listopadzie, kiedy po 7 kolejkach zajmowała 15 miejsce z 8 punktami. Zamiast ścigać czołówkę, utknął na mieliźnie.
Karnawał i post
Przed sezonem ambicje sięgały europejskich pucharów, a tymczasem znów trzeba było martwić się o utrzymanie. W mieście iskrzyło od nastrojów wściekłych kibiców, co groziło trudnym do opanowania pożarem. Zatrudnienie Cesare Prandellego było próbą opanowania groźnego żywiołu. Słowo strażak w jego przypadku nabierało głębszego sensu. Jak każdy miał w krótkim czasie wpłynąć na poprawę sytuacji, jak nikt zasłużył we Florencji na specjalne względy i prawa. Z nim kojarzyło się to, co w XXI wieku najpiękniejsze: z Fiorentiną rozpychającą się między wielkimi w Serie A, skutecznie walczącą o pierwszą czwórkę, godnie występującą w Lidze Mistrzów. Po pięciu sezonach z żalem oddawano go do reprezentacji, w której na stanowisku selekcjonera zastąpił Marcello Lippiego. W przeszłości jeszcze pogrzebiemy, ale najpierw dokończmy malować teraźniejszość.
Ta od początku była dość ponura. Na pierwsze ligowe zwycięstwo czekał 7 meczów. Ale jak już się o nie postarał, to urządził Florencji parodniowy karnawał. Długo i hucznie świętowano trzy bramki i trzy punkty w Turynie z Juventusem. Z honorami witano powracającą drużynę, na jej cześć wszystkie najważniejsze budynki miejskie oświetlono na fioletowo. Piłkarze jednak nie popłynęli na tej fali. Ciągle szorowali blisko dna. Zwycięstwa zdarzały się z rzadka, a jeśli już to z rywalami pokroju słabiutkiego Cagliari i trzech beniaminków: Spezii, Crotone i Benevento, co w entuzjazm nikogo wprawić nie mogło.
Po wyjazdowym 4:1 z Benevento Prandelli wysłał pierwszy niepokojący sygnał. Na konferencji prasowej wyznał, że czuje zmęczenie i pustkę w środku. Nie ulgę z powodu długo oczekiwanej i ważnej wygranej dla układu na dole tabeli, nie radość, ale pustkę. – Przejdzie mu – komentowano, w końcu nic tak nie dodaje energii trenerowi jak kolejne wygrane, jak widok rozwijającej się i dobijającej do bezpiecznej przystani drużyny.
Tydzień po Benevento na Fiorentinę czekał Milan. To był wyrównany mecz, z błędami sędziego, które wpłynęły na niekorzystny wynik dla Violi. Na pewno ostatni występ wstydu przegranym nie przyniósł. Bardziej chciało się ich pocieszać niż rozliczać. Trener niezmiennie cieszył się pełnym zaufaniem przełożonych i kibiców. Nie szkodzi, że w 21 meczach zdobył 21 punktów, mając tym samym niższą średnią punktów od poprzednika Giuseppe Iachiniego. Że nie podniósł Fiorentiny z nizin, balansując na granicy depresji. Przed nim było jeszcze 10 meczów i tyle samo szans na poprawę wizerunku. Fiorentina mogła, a nawet chciała pójść z nim dalej niż tylko do końca sezonu. Nikt nie zakładał czarnego scenariusza. Z Cesare musiało się udać.
To już koniec?
Dlatego tak dużym zaskoczeniem był list z 23 marca. Jego opublikowanie na klubowej stronie internetowej poprzedziła zwyczajowa formułka o zdawkowej treści, że klub przyjął dymisję trenera. W suchym komunikacie nie było nic odbiegającego od przyjętych norm. Przyzwyczailiśmy się, że w futbolu brak miejsca na sentymenty, nikt nie ogląda się na dawne zasługi, zwalnia się, nie informując o głębszych przyczynach, i życzy powodzenia na dalszej drodze. Matematyka wystarcza za tysiąc słów: jeśli trener nie przynosi wystarczającej liczby punktów do domu, to go się z tego domu wyprasza. W kulturalnym i urzędowym stylu. Normalna praktyka. Jednak w tym przypadku tak to wyglądało tylko na pierwszy rzut oka. Nagle pojawiło się coś jeszcze. List podpisany jego imieniem i nazwiskiem.
A pisał tak: – W tym momencie mojego życia czuję jakiś absurdalny dyskomfort, który nie pozwala mi być tym, kim jestem. Podjąłem się pracy w Fiorentinie z radością i miłością, wzmocniony dodatkowo entuzjazmem nowego właściciela. Prawdopodobnie zaślepiony miłością do miasta, wspomnieniami pięknych momentów, które dał mi sport i nie dostrzegłem symptomów, że coś jest nie tak, że coś we mnie było nie na swoim miejscu. W ostatnich miesiącach urósł we mnie cień, który zmienił sposób patrzenia na pewne sprawy. Przyszedłem, żeby dać z siebie maksimum, ale kiedy zrozumiałem, że nie jest to możliwe, dla dobra wszystkich zdecydowałem się zrobić krok w tył. Jestem świadomy tego, że moja kariera w tym momencie może się zakończyć i nie mam z tego powodu żalu i nie chcę go mieć. Prawdopodobnie ten świat, którego przez tyle lat byłem częścią, już nie jest mój, już do niego nie pasuję. Z pewnością zmieniłem się, a i świat mknie szybciej niż myślałem. Dlatego uznałem, że lepiej zatrzymać się niż dać się tej prędkości zniszczyć, zatrzymać się, by zrozumieć kim naprawdę jestem. (…)
PASJONUJĄCY FINISZ LA LIGA. Ich troje
31 stycznia po 21 kolejce Primera Division mogło się wydawać, że gra jest skończona: Atletico miało dziesięć punktów przewagi nad Barceloną i Realem oraz jeden mecz rozegrany mniej. Jednak od tego dnia sytuacja zaczęła się odwracać. W kolejnych dziewięciu spotkaniach Colchoneros posiali aż jedenaście punktów.
LESZEK ORŁOWSKI
Ich przewaga nad wielkimi rywalami wynosi dziś odpowiednio cztery i sześć oczek. A do końca pozostało jeszcze dziesięć serii. Przewaga Atletico niby więc wciąż jest, ale równie dobrze ktoś może uznać, że w rzeczywistości już nie istnieje. W 35. kolejce podopieczni Cholo Simeone zagrają bowiem na Camp Nou, gdzie nie zwyciężyli od sezonu 2005-06. Owszem, remis też byłby dla nich dobrym rezultatem, gdyby za plecami nie czaił się czekający tylko na takie prezenty Real. Nadzieją Atletico, jeśli rozmawiamy o hitach finiszu, jest zaplanowane na 10 kwietnia El Clasico, w którym jeden z prześladowców musi zgubić punkty. Jakże bolesne z dzisiejszego punktu widzenia jest dla Colchoneros to, że 7 marca nie udało im się do końca dowieźć 1:0 w derbach Madrytu – w takim przypadku mówilibyśmy teraz o zupełnie innej sytuacji.
Jaki jest stan spraw w obozach trzech pretendentów do mistrzowskiej korony?
1. Terminarz i inne rozgrywki
Atletico ma tutaj przewagę, bo odpadło zarówno z Ligi Mistrzów jak i z Copa del Rey. Tymczasem Real czekają boje w Champions, a Barcelonę finał Pucharu Króla. Katalończycy mecz z Athletikiem rozegrają 17 kwietnia, a więc tydzień po El Clasico i cztery dni przed spotkaniem z Getafe. Nie wydaje się więc być to dla nich zbyt wielkim obciążeniem, gdyż będą mieli wystarczająco czasu, by odpocząć po starciu z Realem. RFEF zaplanowała finał pucharu na sobotę, a nie między kolejkami ligowymi w środku tygodnia. Jednak mecz z Lwami zacznie serię ciężkich spotkań rozgrywanych w odstępie trzech dni, bo po Getafe na drodze ekipy Ronalda Koemana od razu staną groźni rywale: Villarreal, Granada i Valencia. Na pewno dobrze by było dla Barcy, gdyby dwaj pierwsi nadal byli zaangażowani w rozgrywki Ligi Europy.
Gorzej wygląda sprawa w Realu. Los Blancos zagrają mecze z Liverpoolem 6 i 14 kwietnia. Jednak i oni mogą dziękować losowi i UEFA za to, że daty dwumeczu zostały zaplanowane na wtorek w pierwszym tygodniu i środę w drugim, a nie na odwrót. Dzięki temu dostaną cztery dni przerwy między bojem u siebie z The Reds i domowym meczem z Barcą – to też sprzyjająca z pewnością okoliczność, iż oba te starcia rozegrają w Valdebebas. A Cadiz odwiedzą dopiero tydzień po rewanżu z Anglikami. Swoją drogą, Atletico musi być rozczarowane faktem, że weekend 17-18 kwietnia jest wolny od rozgrywek ligowych. Nic na tym nie zyska, natomiast jego prześladowcy dostaną czas na regenerację. O ile jednak dwumecz w ćwierćfinale Champions League nie pozbawi Realu sił potrzebnych do punktowania w Primera Division, o tyle ewentualna kwalifikacja do półfinałów będzie już dużym problemem natury fizycznej. Jak wiadomo, moc Los Blancos najbardziej zależy od formy weteranów: Luki Modricia, Sergio Ramosa i Karima Benzemy oraz też już trzydziestoletniego Toniego Kroosa. W związku z tym wszystkim można chyba postawić śmiałą tezę, że mistrzowskie szanse Realu zostaną mocno ograniczone wskutek awansu do dalszych bojów w Lidze Mistrzów. Półfinały bowiem zostały zaplanowane na 27 kwietnia i 4 maja, czyli będą potencjalnie interferowały z ligowymi meczami z Getafe, Osasuną i przede wszystkim z Sevillą, 9 maja. (…)
CAŁE TEKSTY ZNAJDZIECIE W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
SPIS TREŚCI:
4. TEMAT TYGODNIA: REPREZENTACJA POLSKI PO MECZACH Z WĘGRAMI I ANDORĄ 8. NASZ RYWAL W ELIMINACJACH MUNDIALU – ANGLIA 10. 90 MINUT Z ADAMEM BUKSĄ 12. NAJLEPSI W MARCU W EKSTRAKLASIE 14. PRETEKSTY RYSZARDA NIEMCA 15. ROMAN KOŁTOŃ W „PN” 16. DOGRYWKA Z IGOREM SAPAŁĄ 18. W ŚLĄSKU CZAS JACKA MAGIERY 20. BYŁO, MINĘŁO Z WIESŁAWEM WRAGĄ 22. CO SŁYCHAĆ U ADAMA KOKOSZKI 24. POPARZENI PRZEZ WIELKI FUTBOL 26. TWO ANGRY MEN, CZYLI FILIP KAPICA I MATEUSZ ŚWIĘCICKI 28. WŁOSZCZYZNA TOMASZA LIPIŃSKIEGO 30. KTO ZOSTANIE PIŁKARZEM ROKU W PREMIER LEAGUE? 32. ICH TROJE, CZYLI PASJONUJĄCY FINISZ LA LIGA 35. KONIEC PEWNEJ HISTORII W RENNES 36. OD A DO Z: MIKE MAIGNAN 38. ZAPOWIEDŹ MECZU RB LIPSK – BAYERN MONACHIUM 40. ELIMINACJE MISTRZOSTW ŚWIATA 45. ODBICIE HUTNIKA KRAKÓW 46. FESTIWAL ZARZUTÓW W OPOLU 49. WP W „PN”: POLSKIE TALENTY NA ZIEMI ANGIELSKIEJ 50. PIŁKA W TV 51. NA ZDROWY ROZUM LESZKA ORŁOWSKIEGO 52. DRUŻYNA NA ŻYCZENIE: FC BARCELONA 2005-06
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.