Coraz głośniej mówi się ostatnio o tym, że Aurelio De Laurentiis jest gotowy spełnić finansowe wymagania Arkadiusza Milika i zaproponować mu takie pieniądze, jakich ten oczekuje za przedłużenie umowy z Napoli. Uległość prezydenta klubu specjalnie nie dziwi, ponieważ reprezentant Polski to jeden z nielicznych jasnych punktów jego Azzurich w tym sezonie.
Arkadiusz Milik. Światło Napoli w tych trudnych czasach (fot. Reuters)
25-letni Milik od momentu przeprowadzki pod Wezuwiusz doznał dwóch poważnych kontuzji kolan, z powodu których stracił kilka miesięcy. W pewnym momencie wydawało się, że jego kariera znajduje się na zakręcie, że urodzony w Tychach napastnik już się nie podniesie. Jak się jednak okazało, w poprzednim sezonie zdołał on wrócić do wielkiej formy i rozegrał dla Napoli łącznie 47 meczów, w których strzelił dwadzieścia goli i zapisał na swoim koncie cztery asysty. Całkiem nieźle, ale po tak udanej kampanii apetyty względem Polaka została rozbudzone i kibice zaczęli od niego wymagać więcej i więcej.
Jak się jednak okazało, kolejny sezon przyniósł im w tym względzie nieco rozczarowania. Milik ponownie miał problemy zdrowotne, a jakby tego było mało, targana konfliktami drużyna znacząco obniżyła swoje loty. Jeszcze w lecie ubiegłego roku Napoli uważano za głównego kandydata do przerwania hegemonii Juventusu – tak zresztą jak to bywało w poprzednich latach – jednak im dalej w sezon, tym coraz bardziej oczywiste się stawało, że wypalony już nieco zespół będzie miał problem z tym, by załapać się na nawet na lokatę premiowaną grą w Champions League.
Wielki spór prezydenta klubu z piłkarzami, a następnie zwolnienie Carlo Ancelottiego i w końcu bardzo słaba gra drużyny, która przecież nie tak dawno – w niemal tym samym składzie personalnym – była w stanie zająć drugie miejsce w Serie A, sprawiła, że wielu zaczęło spisywać bieżące rozgrywki na straty. Dobrych humorów nie poprawił nawet awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów, co przecież nie jest w przypadku Napoli normą.
Fani nie mieli powodów do optymizmu widząc na boisku znajdujące się już po drugiej stronie góry gwiazdy. Dries Mertens, Jose Callejon czy Lorenzo Insignie najlepsze lata wydają się mieć już za sobą. Kalidou Koulibaly ewidentnie potrzebuje nowych wyzwań, podobnie zresztą jak Allan, który nie daje już drużynie takiej jakości jak w przeszłości.
W tym całym marazmie obecność w zespole Arkadiusza Milika jest pod Wezuwiuszem promykiem nadziei na lepsze jutro. Zagrał on od początku kampanii w zaledwie dziesięciu ligowych meczach, w których udało mu się strzelić siedem bramek. Pod tym względem nie ma w czołowych ligach europejskich lepszego zawodnika.
7 – Arkadiusz #Milik is the only player among the top-5 European Leagues 2019/20 to have scored 7+ goals in less than 10 apperances. Blast.#NapoliInterpic.twitter.com/4Hd1ee4yyb
Do tego wszystkiego należy doliczyć trzy mecze w Lidze Mistrzów i kolejne trzy gole, co łącznie daje Polakowi całkiem niezłą średnią 0,76 trafienia na spotkanie. Z trzynastu takich, kiedy Milik przebywał na boisku Napoli przegrało cztery (Cagliari 0:1, Roma 1:2, Parma 1:2 i Inter 1:3) , ale tak się składa, że w trzech z nich nasz napastnik był w stanie pokonać bramkarza drużyny przeciwnej.
Mimo tego, że Milik rozegrał tylko 945 minut w tym sezonie, to i tak jest najlepszym snajperem drużyny, wpisując się na listę strzelców średnio co około 94 minuty. Drugi w klasyfikacji najskuteczniejszych Mertens może pochwalić się dziewięcioma golami, jednak Belg rozegrał aż 22 spotkania (1425 minut), co oznacza, że trafia on do siatki co 158 minut.
O kolejnych strzelcach Napoli niczego ciekawego nie można napisać. Fernando Llorente (21 meczów) ma na koncie cztery gole, podobnie jak Insignie (21 spotkań). Więcej niż jedną bramkę zdobyli jeszcze Hirving Lozano (23 meczów) – trzy trafienia oraz Kostas Manolas (20 spotkań) – dwa gole.
Wniosek z tego wszystkiego wypływający jest dość oczywisty. Arkadiusz Milik jest aktualnie dla Napoli piłkarzem na wagę złota i nic dziwnego, że w ostatnich dniach jego nazwisko było wymieniane w kontekście wielkiego transferu do Manchesteru United, który byłby w stanie zapłacić 60 milionów funtów, a nieco wcześniej był on łączony z Atletico Madryt. Polak to dziś napastnik formatu europejskiego i jeśli Azzurich chcą także mówić o sobie jako o klubie z tej samej półki, to muszą spełnić jego finansowe wymagania. Oszczędzanie na najlepszym strzelcu niczego dobrego De Lauretiisowi nie przyniesie, a ewentualne odejście Milika może być czymś, czego kibice na San Paulo szefowi klubu nie wybaczą.