Widok kibiców namalowanych na kartonach albo na lnianych płachtach i zasłaniających puste z powodu remontu bądź nieistnienia (jak na stadionie Rayo Vallecano) sektory nie jest obcy miłośnikom piłki nożnej. Ten sympatyczny w sumie pomysł poprawienia kompozycji kadru może teraz doczekać się masowego zastosowania w związku z koniecznością dogrania sezonu na pustych stadionach.
Dla malarzy specjalizujących się w tego rodzaju panoramach inwazja koronawirusa może okazać się tym, czym kiedyś dla wytwórców kauczuku wynalazek roweru. Wtedy nagle ten marginalny surowiec stał się niezwykle potrzebny, bo idealnie nadawał się na osłonę kół. Wywołało to nie tylko zyski producentów i handlarzy, ale także niewymowne cierpienia tubylców z Konga i innych państw równikowych, zmuszanych do porzucania upraw i pozyskiwania żywicy z dziko rosnących w tropikalnym lesie kauczukowców. Migającym się odrąbywano dłonie. Tak było.
Ten tekst pisany był w tygodniu przed weekendem, w którym mieliśmy się przekonać, jak gra bez kibiców wyglądała w Niemczech. Teraz w klubach hiszpańskich trwają dyskusje, czy gdy wróci liga zostawić puste trybuny, czy zasłonić je sztucznymi widzami. I coś czuję, że tu i ówdzie przeważy druga opcja. Stale uśmiechnięci fani gapiący się na boisko z płócien i kartonów z pewnością bowiem mogą jako ersatz zapełnić dojmującą pustkę, a kto wie, gdzieniegdzie może nawet bardziej motywować piłkarzy do wysiłku niż ci, którzy czasami machają białymi chusteczkami albo zgoła ciskają przedmiotami. Jak się dobrze zastanowić, to gdyby jeszcze ci sztuczni zechcieli zapłacić za bilety, byliby idealni.
Bo dźwięk też przecież można podłożyć. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nie tylko fanów pokazać, ale też i oddać im głos. Za konsolą musiałby w trakcie meczu siedzieć DJ mający pod ręką kilka przycisków. Oto moja propozycja: 1. Nasza drużyna strzela gola (karny dla nas). 2. Rywal strzela gola. 3. Nasi zawodnicy idą z groźną akcją. 4. Nasi zawodnicy marnują znakomitą sytuację. 5. Nasz bramkarz popisuje się piękną paradą. 6. Przeciwnik zostaje ukarany kartką (jeśli czerwoną – podnosimy głośność o sto procent). 7. Nasz zawodnik dostaje kartkę (j. w.) albo sędzia podejmuje inną niekorzystną dla naszego zespołu decyzję, np. o rzucie karnym albo spalonym. 8. Gracz drużyny przeciwnej leży sfaulowany, najpierw się nie podnosi, a potem wstaje. 9. Któryś z zawodników popisuje się sztuczką techniczną wyjątkowej urody. 10. Nuda na boisku, trzeba więc wyrazić najpierw opinię o własnym klubie, a potem o klubie rywali; aktualnych bądź innych.
Coś jeszcze trzeba by dodać, o czymś zapomniałem? Nie wydaje mi się; z trybun dobiegają na ogół wysoce zestandaryzowane zestawy dźwięków. Oczywiście sporządzając ten podręcznik, miałem na myśli nie tylko hiszpański futbol, ale i polski. Przy czym u nas przycisk oznaczony cyfrą 9 można spokojnie zakleić taśmą jako niepotrzebny, ale w punkcie 8 specjalnie dla polskiego DJ-a należałoby wgrać przyśpiewkę nie występującą w innych krajach, o tym, że najpierw, taki owaki, leżysz i udajesz, a potem, że leżałeś i udawałeś. Punkt 10 musiałby być zindywidualizowany dla każdego klubu, mającego swoje pieśni oraz innego najmocniej znienawidzonego przeciwnika.
I gotowe. Teraz tylko odwinąć jakiś obustronnie bramkowy klasyk między Realem a Barcą, albo Lechem i Legią, zgrać dźwięki płynące z trybun, zmontować, dołożyć co trzeba i jazda. Nikt nie zauważy różnicy, a jeśli, to na korzyść. Nawet piłkarze po kwadransie zapomną, że grają przy pustych trybunach. Zwłaszcza jeśli w Hiszpanii wciąż będzie brzmiało im w uszach słowo puta, a w Polsce jego odpowiednik na „k”, w zależności od sytuacji z przeciągniętą pierwszą samogłoską (punkt 2, 4 i 7), albo drugą (1, 3, 5, 6). To niewiarygodne, ile emocji można wyrazić jednym słowem!
LESZEK ORŁOWSKI
FELIETON UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 20/2020)
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.