Kibice przyzwyczaili się już do tego, że takie kluby jak FC Barcelona i Real Madryt nie szczędzą sił oraz środków na wzmocnienia. Praktycznie przy okazji każdego okna transferowego hiszpańscy giganci wydawali spore kwoty, sprowadzając do siebie piłkarzy z najwyższej półki. Wszystko wskazuje na to, że czas prosperity dobiega już do końca.
Nawet giganci muszą się przygotować na chude lata (fot. Reuters)
Gdyby przyjrzeć się tabeli najbardziej spektakularnych zakupów w historii piłki nożnej, to w czołowej „dwudziestce” zestawienia znajdziemy pięć transferów Barcelony i trzy Realu Madryt. Oba kluby każdego sezonu zakładają walkę o najwyższe zaszczyty w futbolu i oba mogą się na całym świecie pochwalić ogromną pulą kibiców.
Wielka popularność przekłada się oczywiście na stosowne kontrakty reklamowe, a stadiony Barcelony i Realu z reguły zapełniają się do ostatniego miejsca podczas ich domowych meczów. Problem w tym, że w obecnych realiach, kiedy świat cały czas zmaga się z pandemią koronawirusa, raczej nie prędko sympatycy piłki wrócą na trybuny.
Spekuluje się, że o ile piłkarze mogą wrócić do gry w najbliższych tygodniach, to kibiców na stadionach możemy nie zobaczyć do końca roku. Co więcej, istnieje ryzyko, że taki stan utrzyma się jeszcze dłużej i obiekty sportowe będą świecić pustkami także w 2021 roku.
Tego typu wniosek należy wyciągnąć z rekomendacji Irene Lozano, prezes Krajowej Rady Sportu w Hiszpanii. Jak donosi „ABC”, ostrzegła ona kluby przed tym, by w planowaniu swojej przyszłości uwzględniły one ewentualną konieczność rozgrywania meczów przy pustych trybunach także w przyszłym roku. Gdyby tak faktycznie się stało, dla wielu podmiotów będzie to oznaczać katastrofę, gdyż wpływy z tytułu organizacji dni meczowych są lwią częścią budżetów.
Co oczywiste, im większy klub i stadion tym większe zyski i ewentualne straty. Barcelona, Real Madryt czy Atletico zarabiają na organizacji spotkań po kilka milionów za jedno wydarzenie, a patrząc przez pryzmat kilkunastu miesięcy bardzo łatwo policzyć, że straty będą szły w dziesiątki, jeśli nie setki milionów.
Wspomniane źródło uważa, że w takiej sytuacji, nawet giganci będą dwukrotnie oglądać każdego euro przed podjęciem decyzji o jego wydaniu, a o wielkich transferach – przynajmniej na jakiś czas – możemy zapomnieć. To z kolei może oznaczać, że Barcelona, Real czy Atletico będą szukać tańszych rozwiązań, stawiając na wychowanków, a także piłkarzy, którzy do tej pory musieli szukać szczęścia na wypożyczeniach.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.