Wisła Płock odniosła czwarte kolejne zwycięstwo w PKO Bank Polski Ekstraklasie. Nafciarze na swoim boisku pokonali Lecha Poznań (1:0) i niewykluczone, że tym samym przesądzili o losie szkoleniowca drużyny przeciwnej.
Czy Dariusz Żuraw zapłaci głową za kolejny słaby występ? (fot. 400mm.pl)
Obie drużyny miały przed startem sezonu zupełnie inne ambicje i wydawało się, że będą grać o inne cele. Przed niedzielnym meczem Wisła i Lech miały jednak na swoim koncie po 19 punktów, a mniej powodów do zadowolenia z takiego stanu rzeczy mieli oczywiście podopieczni Dariusza Żurawia.
Kolejorz po raz ostatni wygrał w Ekstraklasie na początku grudnia, notując serię pięciu kolejnych gier bez zwycięstwa. Jeśli zaś chodzi o Nafciarzy, to ci mają po trzech wygranych odbili się od dna i na moment odskoczyli od drużyn, które będą bezpośrednio zamieszane w walkę o utrzymanie.
Jeśli ktoś spodziewał się wielkich emocji w Płocku, ten bardzo szybko musiał dojść do wniosku, że to nie będzie ten dzień i na pewno nie ten mecz. Tempo od początku było bowiem spacerowe, a piłkarze żadnej z drużyn nie forsowali tempa. Taka gra miała oczywiście swoje przełożenie na ilość okazji bramkowych, a właściwie ich brak.
Czas płynął, a w Płocku jak nic się nie działo, tak niewiele wskazywało na to, by coś mogło się w tej kwestii zmienić. Najbliżej szczęścia był Patryk Tuszyński, który najpierw uderzył w środek bramki, a następnie przegrał pojedynek jeden na jeden z Mickey’em van der Hartem.
Wisła Płock na tle kompletnie bezbarwnego Lecha prezentowała się nieco lepiej i się okazało, to „nieco lepiej” wystarczyło, by w końcu wyjść na prowadzenie.
W 71. minucie w barwach ekipy z Płocka zadebiutował Luka Susnjara i jak się okazało, potrzebował on zaledwie kilkudziesięciu sekund, by zdobyć pierwszego gola w Ekstraklasie. Rezerwowy Wisły skierował piłkę do siatki po dobrym podaniu Tuszyńskiego i Nafciarze wyszli na czoło rywalizacji.
Wynik zmianie już nie uległ i po końcowym gwizdku to gospodarze mogli się cieszyć z kompletu punktów. Jeśli zaś chodzi o Lecha, to przy Bułgarskiej muszą bić na alarm, ponieważ w przypadku Kolejorza mówimy już o kryzysie, a nie dołku formy.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.