Obecny sezon w europejskich ligach przedstawia się bardzo ciekawie, a gdzieniegdzie nawet sensacyjnie. Tymczasem we Włoszech jest aż nadto spokojnie i – zdawałoby się – przewidywalnie. Jest jednak kilka wyjątków, o których wspominamy w podsumowaniu jesieni w Italii.
Która z ekip będzie mogła sobie przypiąć do koszulek tarczę z włoską flagą? Bardzo wiele w tym kierunku robi ostatnio Juventus (foto: Grzegorz Wajda)
Największe rozczarowanie
W tej kategorii z pewnością murowanym zwycięzcą byłby Juventus, gdyby nie fakt, że ekipa prowadzona przez Massimiliano Allegriego wreszcie odpaliła i po fatalnym wręcz początku sezonu zaczęła piąć się w górę. Więc może AC Milan? Dla Rossonerich pierwsze 17 kolejek i tak jest lepsze niż poprzednie rozgrywki. Przypomnijmy, że drużyna z San Siro zakończyła je na 10. miejscu, bez pucharów i nadziei na lepsze.
W porównaniu do sezonu 14/15 najbardziej rozczarowująca jest dyspozycja Lazio. Biancocelesti chociaż przed Bożym Narodzeniem postanowili sprawić swoim kibicom prezent. Po Napoli i Fiorentinie zostali trzecią drużyną, która pokonała obecnego lidera Serie A – Inter Mediolan. O Nerazzurrich natomiast kilka słów niżej…
Największe zaskoczenie
Ekipa, która w zeszłym sezonie nie potrafiła wywalczyć sobie miejsca gwarantującego chociażby udział w eliminacjach do europejskich pucharach, która do mistrza Włoch traciła na koniec 32 punkty, obecnie go wyprzedza. Mowa oczywiście o Interze. W drużynę szybko wkomponowali się Geoffrey Kondogbia czy Ivan Perisić, co nieco od siebie dał również – po raz kolejny współpracujący z Roberto Mancinim – Stevan Jovetić.
Jednak nie ma co się łudzić, najwięcej Nerazzurri zawdzięczają murowi obronnemu. Ekipa z Giuseppe Meazza ma najszczelniejszą defensywę w Serie A, a gdyby nie porażka z Lazio, piłkarze Manciniego wciąż mogliby się chwalić jednocyfrową liczbą straconych goli. Aktualnie mają ich 11 w 17 meczach, co daje średnią 0,65 na spotkanie. Czy mediolańczyków stać będzie na równie konsekwentną grę w dalszej części sezonu? W Trzech Króli Inter zostanie sprawdzony przez Piotra Zielińskiego i spółkęz Empoli. My tymczasem przechodzimy do następnej kategorii.
Największa gwiazda
Juventus wydał 32 miliony euro na Paulo Dybalę, ale to nie Argentyńczyk o polskich korzeniach jest w tym momencie największą gwiazdą ligi, choć potencjału z pewnością odmówić mu nie można. W kategorii zaskoczenia nie wspomnieliśmy o Napoli, ale tutaj nie możemy pominąć lidera tej ekipy.
Gonzalo Higuain w Serie A strzelił 16 z 31 bramek dla Partenopei. W dużej mierze to dzięki niemu neapolitańczycy przez chwilę zajmowali pozycję lidera, i to pierwszy raz od – uwaga! – 25 lat. Wtedy dla Napoli grał duet Maradona – Careca. Czy Higuain i partnerujący mu Lorenzo Insigne (7 bramek w lidze) będą w stanie nawiązać do sukcesów klubu sprzed ćwierć wieku? Jeżeli Azzurri przeniosą do Włoch formę z Ligi Europy – niewątpliwie. Rok 2016 zapowiada się bardzo ciekawie.
Najgorszy polski transfer
Przed rozpoczęciem sezonu pisaliśmy co nieco o naszych krajanach, którzy ze zmiennym szczęściem radzą sobie we Włoszech. Jednym z tych, którzy na Półwysep Apeniński dołączyli w ostatnie wakacje, był Kamil Wilczek. Jako król strzelców polskiej Ekstraklasy zasilił beniaminka Serie A – Carpi FC. I niestety na tym można w zasadzie zakończyć opis jego dokonań w Italii.
Wilczek w lidze rozegrał zaledwie 114 minut, a po raz ostatni na boisku pojawił się 1 listopada. Później albo siedział na ławce, albo nawet nie łapał się do kadry beniaminka. Od byłego króla strzelców Ekstraklasy oczekiwaliśmy o wiele więcej. Najlepsze ligi Polski i Włoch wciąż jednak dzieli bardzo dużo. Marny dorobek 27-latka uzmysławia to równie dobitnie jak różnica klas pomiędzy Legią a Napoli w starciach Ligi Europy.
Najlepszy polski transfer
Zaczęliśmy od niewypału, ale z Polakami w Serie A wcale nie jest tak źle. Regularnie w dwóch klubach (odpowiednio Empoli i Romie) bronią nasi rodacy: Łukasz Skorupski i Wojciech Szczęsny. Pierwszy z nich jest na Stadio Carlo Castellani wypożyczony właśnie z ekipy Giallorossich. Można by się pokusić o stwierdzenie, że 24-latek pomógł Szczęsnemu wejść do drużyny z Wiecznego Miasta.
Były podopieczny Arsene’a Wengera nie zrobił poza boiskiem zbyt wiele, by zaskarbić sobie sympatię kibiców ASR. Polak bez ogródek stwierdził, że gdyby tylko nadarzyła się okazja, natychmiast wróciłby do Arsenalu. To nieszczególnie spodobało się fanom ze Stadio Olimpico, ale wypada w tym miejscu zadać pytanie: czy bramkarze grają poza boiskiem?
Ano nie, i to w tej historii jest najważniejsze. Szczęsny miał oczywiście swoje wpadki, jak podczas wyjazdowego spotkania z BATE Borysów w Lidze Mistrzów, ale jednak częściej ratował swojej drużynie skórę. Co ciekawe, najcenniejszą jego interwencją była również ta ze starcia z Białorusinami, ale domowego. Wówczas fatalnie grająca Roma była o krok od wyeliminowania z Champions League, ale Polak zrobił to, co do niego należało, a Giallorossi awansowali do 1/8 finału.
Najefektowniejsza metamorfoza
Zwycięzca w tej kategorii może być tylko jeden. Niczym kameleon swoją grę, a przede wszystkim wyniki, zmienił Juventus. Stara Dama, jako czterokrotna (z rzędu) zdobywczyni scudetto, obecny sezon rozpoczęła po prostu fatalnie. Osłabiona brakiem Arturo Vidala, Andrei Pirlo i Carlosa Teveza drużyna zupełnie nie potrafiła się odnaleźć. Na start porażka z Udinese, potem bój na Stadio Olimpico z Romą, także przegrany. Wreszcie remis z Chievo i… wygrana z Manchesterem City w Lidze Mistrzów.
Jednak to nie wtedy w Turynie coś zaskoczyło i zaczęło pracować tak, jak kibice oczekiwali. Gra Bianconerich wciąż jeszcze nie pozwala na to, by obronić mistrzostwo Włoch, ale prowadzący Inter zdecydowanie ma się czego obawiać. 31 października Piemontczycy zainaugurowali swoją szczęśliwą siódemkę, czyli serię kolejnych zwycięstw w Serie A. A przypomnijmy, że po 10 kolejkach Stara Dama miała zaledwie 12 punktów i zajmowała 12. miejsce. Do prowadzącej wówczas Romy turyńczycy tracili 11 oczek, a do Nerazzurrich – dziewięć.
Na tę chwilę Juventus jest już przed Giallorossimi, a tylko dwóch małych kroków brakuje mu do zrównania się z Napoli i Fiorentiną. Wygląda na to, że walka o mistrzowski tytuł będzie w Italii pasjonująca. Kolejne starcia Serie A już 6 stycznia.