Najlepsi na świecie w latach 1956-2016. 13 wspaniałych i jeden Król
Król żyje i ma się dobrze. W ubiegłym roku skończył 75 lat, a Królem
nazywany jest właściwie od półwiecza. Próbowali kąsać go co prawda ci
mali Argentyńczycy na literę M, ale pozycja Edsona Arantesa do
Nascimento w historii światowego futbolu jest niezagrożona. Pele to Pele
– był jedyny, pozostaje najlepszy… Tak właśnie miał zaczynać się ten
tekst. Ale nie będzie. Bo w plebiscycie na 60-lecie „PN” zwyciężył
jednak DIEGO ARMANDO MARADONA!
Przez
sześćdziesiąt lat wydarzyło się chyba wszystko co najlepsze i
najważniejsze w światowym futbolu. To doskonały czas, by wskazać jego
głównych bohaterów, choć siłą rzeczy musi być to tylko zabawa. Nie można
zmierzyć, który był najlepszy. A nawet, który najszybciej biegał,
najmocniej kopał, miał najlepszą technikę. Poproszony o wskazanie tego
jedynego Andrzej Strejlau nie potrafił tego uczynić, nie bez racji i
rzeczowo argumentując: – Różne epoki, różny rozwój myśli trenerskiej,
nawet wspomagania medycznego. Można porównywać w ramach jednej dekady,
ale nie wszystko naraz. Ciekawsze są niuanse: w czym lepszy był świetnie
zbudowany Eusebio od wątłego Messiego lub na odwrót. To są pytania!
Prawda jest taka, że oni wszyscy byli i są wielcy. Bez nich my nie
mielibyśmy pracy, a kibice radości.
13 WSPANIAŁYCH
To
akurat wszystko prawda, lecz skoro futbol to najważniejsza z rzeczy
nieważnych, należało do sprawy podejść poważnie. Najpierw
wyselekcjonowaliśmy grono 13 wielkich piłkarzy i z tego zbioru każdy z
jurorów mógł wskazać jedno nazwisko. W większości wypadków nie trzeba
było nawet podsuwać ściągawki, każdy miał w głowie to jedno nazwisko od
dawna. Dla porządku jednak pełna lista: Franz Beckenbauer, Bobby
Charlton, Cristiano Ronaldo, Johan Cruyff, Alfredo Di Stefano, Eusebio,
Diego Maradona, Leo Messi, Pele, Michel Platini, Marco Van Basten, Xavi,
Zinedine Zidane. To oni, naszym zdaniem, kreowali i rządzili światowym
futbolem w latach 1956-2016.
A propos 13-stki. Tyle tytułów
mistrza świata mają w sumie federacje Włoch (jednak dwa zdobyte jeszcze w
latach 30.), Brazylii i Niemiec, tymczasem wśród nominowanych są tylko
Pele, Beckenbauer i żadnego Włocha. Czy zatem popełniamy błąd? W takim
razie konia z rzędem temu, kto wskaże pokrzywdzonego piłkarza z Italii.
Niemcy? – To przecież w zespołowości tkwi od zawsze ich siła, tudzież
dyscyplinie, taktyce, waleczności, dopiero w dalszej kolejności liczyły
się indywidualności. Zresztą gdy Włosi sięgali po mistrzostwo w 1982
roku, na ustach wszystkich był Paolo Rossi, ale to druga linia albo
nawet defensywa zadecydowała o sukcesie. Ich jednak nie wskażemy, nie
zapadli aż tak w zbiorowej pamięci. Kto pamięta dziś greckich mistrzów
Europy z 2004 roku? Jeśli już to ich trenera Otto Rehhagela – tłumaczy
Stefan Majewski, który nawiasem mówiąc ze słynnym niemieckim trenerem
pracował, więc i zapamiętać mu łatwiej.
Jury złożone z grona
ekspertów było możliwie szerokie i obiektywne. Dobrane nieprzypadkowo – z
członków redakcji „PN”, ekspertów i dziennikarzy spoza, byłych
piłkarzy, trenerów, selekcjonerów… Umowną granicą był przynajmniej
1976 rok urodzenia (chociaż raz nie trzeba niczego zazdrościć
młodszym…), dający nadzieję, że juror świadomie odbierał futbol w
czasach przynajmniej Maradony.
A JA CHCĘ PUSKASA
Wśród tych 13 nazwisk zapewne każdemu kogoś zabrakło. Ktoś powie, że Gerda Muellera, inny upomni się o Ronaldo. Wydaje się jednak, że w pierwszym rzędzie należało pomyśleć o Ferencu Puskasie i Lwie Jaszynie. Pierwszego jednak w Realu przyćmiewał Alfredo Di Stefano, poza tym właśnie w 1956 roku Węgier zakończył występy w fantastycznej naonczas reprezentacji Madziarów. Niemniej to, co jeszcze zdążył osiągnąć w Madrycie, nie pozwala pominąć go w szerokim zestawie 60 nazwisk. Jaszyn – jedyny bramkarz ze Złotą Piłką „France Football”, mistrz Europy, mistrz Związku Radzieckiego nawet w hokeju na lodzie, bramkarz stulecia FIFA… Tyle że bramkarze nie oddziałują tak na wyobraźnię tłumów jak napastnicy.
– Szkoda, że nie zakwalifikował się Puskas, ale faktycznie nieco się spóźnił – mówi Michał Listkiewicz, były świetny sędzia międzynarodowy, a z wykształcenia hungarysta. – Gdyby był, bez wahania oddałbym na niego swój głos. Ale skoro go nie ma, głosuję na Cruyffa!
– I ja również – wskazuje Grzegorz Lato, a z nim zgadza się Włodzimierz Lubański.
To Pele powiedział, że Jan Tomaszewski był najlepszym bramkarzem mistrzostw świata w 1974 roku, ale chyba nie z tego powodu Tomek dziś oddaje swój głos na brazylijskiego wirtuoza. – Pele i to zdecydowanie – uważa człowiek, który w 1973 zatrzymał Anglię na Wembley. – Na drugim miejscu Messi, współczesny heros, którego stawiam wyżej niż Maradonę. Piłkarza oczywiście również wielkiego, ale na pewno nie kandydata na wzór moralny, ani wtedy gdy grał w piłkę, ani chyba także teraz.
W gronie wyznawców Pelego jest również Andrzej Janisz, komentator radiowy, który o niejednej wielkiej piłkarskiej imprezie widzianej na żywo opowiadał na antenie Programu I Polskiego Radia, z którym związany jest od ponad 30 lat. – Generalnie zgadzam się z tym, że współcześni najwięksi z największych są lepszymi piłkarzami od tych sprzed dziesięcioleci, bo szybciej biegają, wyżej skaczą, są silniejsi, itd. Ale to trzeba oceniać zawsze w kontekście czasów, w jakich się żyje i tworzy, a w czasach Pelego na pewno nie było lepszego od niego. Poza tym czy był taki drugi, który wygrał trzy razy mistrzostwo świata?
– To po prostu Król futbolu i koniec – uważa Stanisław Oślizło, legendarny obrońca reprezentacji Polski i Górnika Zabrza. Głosuję za Brazylijczykiem, choć kiedy grałem przeciwko niemu, to akurat nie błyszczał. Zresztą z wieloma sobie radziłem, tylko z jednym nie potrafiłem. Oczywiście z Gerdem Muellerem. Gdyby lista „Piłki Nożnej” była poszerzona i nie zawierała raptem trzynastu nazwisk, wskazałbym niemieckiego napastnika wszech czasów.
– Ja również będę za Pele – mówi Stefan Białas, były świetny pomocnik m.in. Legii Warszawa, później trener. – Stara miłość po prostu nie rdzewieje. Dziś są czasy medialne, Messi czy Ronaldo zdobywają popularność o jaką trudno było dawnym mistrzom. Niemniej widziałem Pelego jako młody chłopak i nigdy nie zapomnę gola strzelonego Jaszynowi, bramek zdobywanych na mundialach, gdy przyjmował piłkę na klatkę piersiową i uderzał nim spadła na murawę. No i ten mundial w Meksyku, piękna gra całej drużyny oraz gol, który… nie padł w meczu z Urugwajem, ale tej akcji Króla, gdy minął nie tykając piłki Ladislao Mazurkiewicza nie da się zapomnieć.
WYZNAWCY DIEGO
– Zawsze, gdy grałem przeciwko Messiemu, nabierałem do niego słabości i twierdzę, że jest on najlepszym piłkarzem wszech czasów – zawyrokował kiedyś Frank Lampard. Ciekawe zdanie, a właściwie dwa, wygłosił Pep Guardiola. Jeszcze w 2015 roku nie miał wątpliwości, że piłkarzem wszech czasów jest Messi. – Mogę porównać go tylko z Pele. Mamy szczęście żyć w jego erze – zapewniał obecny trener Bayernu Monachium. Kiedy jednak szkoleniowcem Realu Madryt został Zidane, Pep rzekł: – To najlepszy piłkarz w historii. On wie wszystko o futbolu, o szatni, o mediach. Nie życzę mu, żeby był idealny, ponieważ jestem kibicem Barcelony, ale życzę mu wszystkiego najlepszego…
I weź się połap w tym wszystkim. Wspomniany Zizou, lider Tricolores, najlepszej piłkarskiej drużyny przełomu wieków, poproszony kiedyś o wymienienie pięciu najlepszych piłkarzy w historii, odwołał się z kolei do własnych dość sentymentalnych wspomnień… – Na pierwszym miejscu zamieściłbym mojego idola, czyli Enzo Francescoliego, później Maradonę, ponieważ według mnie był najmocniejszy. Później Cruyff, ponieważ był idolem młodzieży. Następnie brazylijski Ronaldo, bo to piłkarz, który najbardziej mi zaimponował z tych, z którymi grałem. A na koniec… może ja? – zakończył ze śmiechem.
– Diego Armando Maradona, będę się upierał – nie ma żadnych wątpliwości Roman Kosecki, były reprezentant Polski, gracz m.in. Legii, Nantes, Galatasaray i Atletico Madryt. – Grałem przeciwko niemu i powiem krótko: wychodząc na boisko, na którym był Diego, czuło się w powietrzu coś wyjątkowego.
– Maradona! – równie zdecydowanie twierdzi Roman Kołtoń, dziennikarz od blisko 30 lat, obecnie Polsatu Sport. – Takich rzeczy, jakie on wyprawiał z piłką, nie widziałem u nikogo innego. Opowiadał mi Zbyszek Boniek, że czasem najwięksi specjaliści w Juventusie od unieszkodliwiania rywali naradzali się, że tym razem Diego sobie nie pogra, ale to nie działało. Tylko dzięki jego skali talentu Argentyna mogła zdobyć mistrzostwo świata, a Napoli wygrać rozgrywki Serie A, wówczas bezapelacyjnie najmocniejszej ligi na świecie. – Grałem przeciwko niemu we Włoszech, więc zgadzam się w pełni – dodaje Władysław Żmuda. – Maradona i to zapisane wężykiem – głosi Rafał Stec, dziennikarz „Gazety Wyborczej”.
– Messi zmienia na naszych oczach futbol, serce chciałoby Zidane’a, bo bez podań takich zawodników nie istnieliby napastnicy, ale Maradona faktycznie był jeden – uzupełnia Robert Błoński z „Przeglądu Sportowego”.
– Ja zaś oddam swój głos na Messiego, ale tylko dlatego, że wśród nominowanych brakuje Zlatana Ibrahimovicia – lekko na kontrze pozostaje Tomasz Smokowski z NC+. – O ile z reguły wiem czego mogę się na boisku spodziewać po Messim i po każdym innym wielkim piłkarzu, to Zlatan zawsze potrafi mnie zaskoczyć, zainspirować, wprawić w zachwyt i zdumienie. Jedyne czego mu brakuje, to oczywiście tytułów.
No to kto w końcu był lepszy z dwójki tych małych i niesamowitych Argentyńczyków: Messi czy Maradona? Dwa miesiące temu na naszych łamach, polski piłkarz 60-lecia, Zbigniew Boniek obrazowo ocenił obu asów: – Zastanawiam się, jak wyglądałby Messi przeniesiony do moich czasów w Italii. Maradona był znakomity, był najlepszy na świecie, wyprzedzał wszystkich. Dawał radę mimo najbardziej opresyjnego systemu gry, jaki kiedykolwiek się pojawił. Nie był tak chroniony przepisami i przez sędziów, jak dziś jest Messi, miał plastra w każdym meczu. Mimo tego w każdym występie błyszczał. Bo był geniuszem, nigdy nie widziałem innego równie dobrego piłkarza. Dziś Messi jest najlepszy, ale ciekawe jak prezentowałby się przy indywidualnym kryciu? W moich czasach miałby pół metra swobody. Czy też zdołałby się tak napędzić? Dziś każdy, kto brutalnie zaatakowałby Leo, byłby medialnie skończony, arbitrzy też nie dają robić krzywdy artystom. Maradona nie miał takich udogodnień, a mimo to i tak był największy. Dlatego dla mnie jest piłkarzem wszech czasów.
KRYSZTAŁ DLA ZICO
Edson Arantes do Nascimento w ubiegłym roku skończył 75 lat. Trzykrotny mistrz świata w całej swojej karierze zdobył 1283 bramek w 1367 meczach. Nie tylko jednak za bramki go kochano. Również za świeżość, naturalność, kocie ruchy, nieziemską technikę i medialność, która przyszła z czasem. – Kiedy Bóg tworzył Pelego, stworzył piłkarza idealnego. On potrafił strzelać, dryblować, grać dobrze głową, miał twardą psychikę. Myślę, że taktycznie i technicznie niczego mu nie brakowało – taką laurkę wystawił starszemu koledze Zico.
Zico, czyli Biały Pele. Piłkarz świetny, lecz bez miejsca nawet w TOP 60. – Ale był naprawdę dobry – uważa Paweł Janas, były stoper biało-czerwonych, później selekcjoner. – Kiedyś pojechaliśmy z Orłami Górskiego na turniej oldbojów do Sao Paulo. Zaproszono nas, Holandię, Argentynę i byli oczywiście gospodarze z Brazylii. Pretekstem okazało się pożegnanie Zico. Mieszkaliśmy w jednym hotelu, każda drużyna na swoim piętrze, spotykaliśmy się na imprezach, basenie i boisku… Wygrali chyba Brazylijczycy, mieli niezłą paczkę z Socratesem i Ederem, słynną lewą nóżką… Pamiętam, że Białemu Pele zawieźliśmy jego podobiznę z kryształu, którą zamówiliśmy w wałbrzyskiej hucie szkła… Ale wracając do tematu, bo się rozgadałem, to dla mnie największy był ten prawdziwy Pele.
Od tyłu również zaczął Jerzy Jakobsche, wieloletni dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej. – Kilka lat temu gościł w Warszawie Eusebio, piłkarz, którego oczywiście uwielbiałem. Okazał się świetnym człowiekiem. Opowiedział anegdotkę jak kiedyś, bodaj przy okazji meczu jego Benfiki z Dynamem, legendarny Lew Jaszyn, z którym się znali, podszedł do niego i poprosił, by karnego strzelał mu w lewy róg. Eusebio strzelił w prawy i Jaszyn miał później duży żal do niego o tę sytuację. Ale oryginalny pewnie nie będę i mój głos idzie na konto Pelego.
Z 13 nominowanych piłkarzy wskazania otrzymało tylko czterech, a do końca trwał zażarty wyścig między argentyńskim duetem M-M i Pele. Nawet jeśli często to o kobiety wybuchały wojny, to jednak z reguły one łagodzą swary i waśnie. A ponieważ w naszym plebiscycie oddaliśmy również głos wydawnictwu GiA, to fajnie się złożyło, że swoje typy zaprezentowała Bożena Szmel, współautorka wszystkich książek wydawnictwa GiA, oficjalny kronikarz PZPN ds. reprezentacji Polski. – Pele za klasę, trzy mundialowe triumfy, choć nigdy nie próbował na co dzień kopać się z obrońcami w Europie; na równi z Maradoną, który wygrał ledwie raz, ale na naszym kontynencie nie tylko łamano mu nogę, ale i on przez lata dawał radę najlepszym defensorom. Obu asom ściskałam dłonie, lecz tylko Diego oglądałam na żywo – w Foxboro, gdy żegnał się w deszczu i w niesławie z mundialem… Obaj byli prawdziwymi gigantami. Dlatego dajcie mój głos temu, kto będzie miał ich mniej u wszystkich uczestników plebiscytu – mówi dziennikarka akredytowana na sześciu turniejach finałowych mistrzostw świata i pięciu turniejach o mistrzostwo Europy.
Zgodnie z jej życzeniem, oddaliśmy głos na Brazylijczyka, co pozwoliło zmniejszyć dystans do Maradony, ale tylko tyle. Bo na koniec Diego miał 11 wskazań, Pele 10, Messi 8, a Cruyff – 4.
ARMIA KRÓLA
Wybór Piłkarza 60-lecia to w sumie mały pikuś w porównaniu ze sporami, jakie narodziły się przy selekcji najlepszej jedenastki i całego rankingu z uwzględnieniem pozycji. Nie ma sensu uzasadniać kolejności i składu, ale kilka spraw wymaga wyjaśnienia.
Najpierw jednak cała jedenastka: Gianluigi Buffon (Włochy) – Philipp Lahm (Niemcy), Bobby Moore (Anglia), Franz Beckenbauer (Niemcy), Paolo Maldini (Włochy) – Xavi (Hiszpania), Johan Cruyff (Holandia), Zinedine Zidane (Francja) – Leo Messi (Argentyna), Pele (Brazylia), Diego Maradona (Argentyna). Koniec i kropka.
Ważne zastrzeżenie – zarówno jedenastka, jak i cały TOP 60 powstał wyłącznie w oparciu o głosy redakcji „PN”, już bez wsparcia z zewnątrz. Wszystkie nazwiska uszeregowaliśmy na siedmiu pozycjach. Targi trwały długo, w przypadku bramkarzy mało nie zakończyły się bójką. Tylko liderzy wśród środkowych napastników, skrzydłowych, ofensywnych pomocników i środkowych obrońców byli poza dyskusją. Wiadomo – Pele, Messi i Maradona walczyli do końca o miano Piłkarza 60-lecia, natomiast szefem defensywy musiał zostać Beckenbauer.
– Absolutnie. Mój wielki wzór. To był gość nie tylko do odbijania piłki – zgadza się Janas.
– Obrońcy mają trudniej w takich plebiscytach, bo z reguły chcemy patrzeć do przodu, ale ostatnio obejrzałem kilka archiwalnych meczów z lat 70. i co tu dużo mówić, Beckenbauer był wielki. To geniusz. Potrafił wypieścić każdą piłkę – dodaje Kołtoń.
– Po czym poznać, że obrońca potrafi się ustawiać i dobrze odbierać piłkę? Po czystym stroju – mówi Majewski. – A Kaiser był arbitrem boiskowej elegancji. Nieskazitelnie czysta koszulka, pomnikowa sylwetka, eleganckie, lekkie ruchy. Praktycznie nie wykonywał wślizgów. Jego głowa cały czas pracowała na wysokich obrotach. Wzbudzał respekt, imponował każdemu, jako ostatni obrońca zaczynał akcję niczym rozgrywający. Zrewolucjonizował w pewnym sensie futbol. Oto nad czym w pierwszym rzędzie zastanawialiśmy się budując team sześciu dekad i ustalając kolejność na pozycjach.
Po pierwsze: Jaki wybrać system? Iloma zagrać obrońcami? Jak w All Star zmieścić Garrinchę, którego wielu uważa za skrzydłowego wszech czasów, a u nas Mane ledwo wskoczył na podium. Czy Lahm był lepszy od Cafu? Czy więcej od jednego nie powinny ważyć dwa tytuły mistrza świata? Czy w ogóle w tego typu plebiscytach powinno się ważyć zdobyte puchary? A jeśli Cafu to czemu nie znacznie efektowniejszy, ale jako obrońca słabszy, Roberto Carlos?
Po drugie: Kto w bramce i dlaczego tylko dwóch Niemców na liście (z żalem musieliśmy usunąć Olivera Kahna i Haralda Schumachera)? Dlaczego Buffon przed Ikerem Casillasem, który osiągnął przecież więcej? Może dlatego, że Gigi wciąż jest wielki, a wspaniała Hiszpania 2008-12 i tak pewnie byłaby wspaniała, gdyby między słupkami stanął Pepe Reina lub Victor Valdes. – A dla mnie i tak numer 1 to Sepp Maier i nie tylko ze względu na jego wielkie łapska – śmieje się Lato, król strzelców MŚ ’74, który jednak Niemca wówczas nie potrafił pokonać. – Nie potrafię z miejsca wskazać najlepszego, ale w sporze kto: Casillas czy Buffon nie mam najmniejszych wątpliwości i stawiam na Włocha – mówi Józef Młynarczyk, jeden z najlepszych bramkarzy w historii polskiego futbolu. – Z racji skromnych warunków fizycznych Hiszpan był szybki, skoczny i efektowny, na linii świetny, ale Buffon to rzemiecha, doskonały w każdym calu.
Po trzecie: Czy Diego Maradona był ofensywnym pomocnikiem a Leo Messi skrzydłowym? Przecież nie sposób ich gdziekolwiek przyporządkować. Jak usytuować Johana Cruyffa, który był środkowym napastnikiem, a nie pomocnikiem, jak często błędnie się go postrzega.
Po czwarte: Dlaczego wspomniany Cruyff jest wyżej niż słynny Gerd Mueller, którego wielu przecież stawia za wzorzec skuteczności i gry środkowego napastnika?
Po piąte: Jak zważyć choćby Socratesa i Lothara Matthaeusa? Pierwszy na dobrą sprawą nic nie osiągnął, ale piłkę kopał fantastycznie. Drugi to zgoła inny typ – z wielkimi sukcesami, lecz porywająco grał tylko w 1990 roku.
Po szóste: Czy przypadkiem drużyna rezerwowa, którą można zestawić dowolnie, choćby tak: Casillas – Cafu, Baresi, Puyol, Roberto Carlos – Garrincha, Pirlo, Didi, Di Stefano, Cristiano Ronaldo – Van Basten, nie byłaby silniejsza od naszego All Star?
Po siódme: Czy Carlos Alberto Torres nie został zapamiętany przede wszystkim dzięki fantastycznej bramce w finale Mexico ’70, więc może warto jednak dać Niltona Santosa? A czy Paul Breitner nie był lepszy jako środkowy pomocnik (od drugiej części kariery) niż lewy obrońca, gdy święcił największe sukcesy?
Po ósme: Żal wybitnych doskonałych defensywnych pomocników – Sergio Busquetsa, Patricka Vieiry, Toninho Cerezo, Franka Rijkaarda, Fernando Redondo, których na liście nie ma, bo w takich plebiscytach siłą rzeczy zawsze… patrzy się do przodu.
Wątpliwości można mnożyć, podobnych pytań stawialiśmy sobie dziesiątki. Takie zestawienie musi być mocno subiektywne, natomiast warto przywołać jedenastkę wszech czasów opublikowaną w 2013 roku przez angielski „World Soccer”: Jaszyn – Cafu, Beckenbauer, Moore, Maldini – Di Stefano, Maradona, Cruyff, Zidane – Messi, Pele. W ośmiu wypadkach powtórzyliśmy się z angielskim magazynem.
W trzech się różnimy, ale chyba o to chodzi, czyż nie?
Zbigniew MUCHA
Cały ranking znalazł się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Bezpardonowy faul w meczu Porto! Legenda brutalnie potraktowana przez rywala [WIDEO]
FC Porto pokonało Gil Vicente 3:0 w swoim ostatnim ligowym meczu. Jakub Kiwior i Jan Bednarek rozegrali pełne 90 minut, a Oskar Pietuszewski wszedł z ławki rezerwowych w 77. minucie. Kilka minut wcześniej Martin Fernandez wyleciał z boiska za brutalny faul na Thiago Silvie.
On wciąż to ma! N’Golo Kante z pięknym golem! [WIDEO]
Al-Ittihad pokonało Al-Okhdood 2:1 w Saudi Pro League. Drugiego gola dla zwycięzców zdobył N'Golo Kante, który popisał się świetnym strzałem z dystansu.
Jest przełom w sprawie Polaka! Transfer bliski finalizacji
Blisko sfinalizowania transferu jest kilkukrotny reprezentant Polski. Według najnowszych informacji przełamany został impas pomiędzy negocjującymi klubami.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.