W marcu jedyną drużyną, która nie straciła punktu była Legia Warszawa. Mistrzowie Polski powiększyli przewagę nad resztą stawki i pewnym krokiem zmierzają w kierunku obrony tytułu. Indywidualnie błyszczeli jednak także inni.
PIŁKARZ MIESIĄCA
W marcu odnotowaliśmy kilka błysków. Filip Mladenović rozegrał doskonałe spotkanie przeciwko Warcie, notując dwa gole i asystę, ale we Wrocławiu był przeciętny, natomiast w Lubinie pauzował za żółte kartki. Tomas Pekhart zapakował cztery bramki Zagłębiu Lubin, jednak w starciach ze Śląskiem i beniaminkiem z Poznania był bezproduktywny. Filip Starzyński błysnął w starciu z Jagiellonią, której strzelił dwa gole i zaliczył asystę przy trzecim, ale przeciwko Cracovii i Legii już tak dobrze nie było.
Po przeliczeniu wszystkich not i ogólnym wrażeniu estetycznym na ostatniej prostej w wyścigu o miano Piłkarza Marca zostało dwóch zawodników – Makana Baku z Warty oraz Bartosz Kapustka z Legii. To jednak zawodnik mistrzów Polski w każdym spotkaniu jest liderem warszawskiej ofensywy i ciągnie drużynę po tytuł. Niemiec również ma za sobą udany miesiąc, strzelił trzy z sześciu goli dla Zielonych, przy czwartym miał bardzo duży udział, ale w bezpośrednim starciu Legii z Wartą to Polak był górą.
Urodzony w Tarnowie 24-latek wyrasta na najlepszego rozgrywającego PKO Bank Polski Ekstraklasy. W trzech marcowych spotkaniach gola co prawda nie strzelił, ale za to zaliczył dwie asysty, popisał się sześcioma kluczowymi podaniami, a rywale popełnili na nim osiem fauli. Zwyżki formy Kapustki nie docenił jednak selekcjoner Paulo Sousa, a przecież były zawodnik Leicester City sumiennie zapracował na powrót do reprezentacji Polski.
TRENER MIESIĄCA
Legia w marcu była bezbłędna, grała efektownie i efektywnie, ale od warszawskiej ekipy tego się oczekuje. Nikt natomiast nie stawiał wymagań Warcie, która w marcu zdobyła sześć punktów, w czym bardzo duża zasługa Piotra Tworka. Szkoleniowiec beniaminka zapracował więc na tytuł Trenera Marca.
Warta weszła do PKO Bank Polski Ekstraklasy jako ostatni pierwszoligowiec, wygrywając baraże. Początek sezonu pokazał, że Zieloni trochę nie pasują do elity. Okazało się jednak, że były to złe miłego początki. Tworek pozbierał zespół, zmienił kilka elementów w swojej układance, a efekty przyszły błyskawicznie. W marcu poznaniacy tylko potwierdzili, że nie zamierzają do ostatnich chwil drżeć o ekstraklasowy byt. Chcą zapewnić sobie utrzymanie znacznie wcześniej, a zwycięstwa z Wisłą Płock i Podbeskidziem Bielsko-Biała tylko to potwierdziły. Warta co prawda przegrała przy Łazienkowskiej, ale nawet w stolicy napsuła sporo krwi Legii i walczyła dzielnie o remis. Może zabrakło jej trochę czasu, może trochę umiejętności, ale nie charakteru i pomysłu, w czym największa zasługa Tworka.
Co będzie sukcesem szkoleniowca Warty w tym sezonie? Na pewno miejsce w pierwszej dziesiątce byłoby odebrane jako wręcz sensacja. Ale ukoronowaniem udanego sezonu dla Zielonych byłoby także wyprzedzenie w tabeli Lecha Poznań. Na razie to się udaje.
ODKRYCIE MIESIĄCA
Pod uwagę brani są tylko polscy zawodnicy. Gdyby nie to założenie, bez dwóch zdań triumfowałby Baku. W marcu nie mieliśmy w zasadzie objawień. W minionym miesiącu zadebiutowało w PKO Bank Polski Ekstraklasie tylko pięciu zawodników, z czego czterech to obcokrajowcy (Vallo i Rodriguez z Wisły Płock, Tulio z Podbeskidzia oraz Zrelak z Warty). Jedynym Polakiem, który po raz pierwszy pojawił się na ekstraklasowych boiskach był Antoni Kozubal z Lecha, ale spędził na murawie zaledwie sześć minut.
Biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki Odkryciem Marca uznajemy Macieja Żurawskiego z Warty. Pomocnik wypożyczony z Pogoni Szczecin pokazał się szerszej publiczności już dwa sezony temu, kiedy debiutował w PKO Bank Polski Ekstraklasie, ale w ekipie Portowców był jedynie zmiennikiem. Po przeprowadzce do beniaminka z miejsca wywalczył miejsce w podstawowym składzie, dopiero jednak w marcu zaczął błyszczeć. Do dobrych występów zaczął dokładać liczby, a w trzech ostatnich spotkaniach zaliczył dwie asysty. Żurawski tworzy silny środek pola do spółki z Łukaszem Trałką i Mateuszem Kupczakiem, ale to właśnie na barkach młodzieżowca najbardziej ciąży kreowanie gry ofensywnej.
PAWEŁ GOŁASZEWSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (13/2021)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.