Najlepsze teksty „PN” w 2016: Rozważni i romantyczni
Zespół Leicester City
został mistrzem Premier League, a takie rzeczy zdarzają się ponoć tylko na
konsoli. Fani z King Power Stadium jeszcze są pijani ze szczęścia. Nieliczni,
którzy już doszli do siebie zastanawiają się ile zostanie z ich drużyny po
letnim oknie transferowym i czy okaleczona poradzi sobie w Lidze Madryckiej.
Nowy sezon zapowiada się zatem frapująco nie tylko dlatego, że pierwszy program
telewizyjny „Match of the Day” Gary Lineker poprowadzi na golasa.
Król strzelców
meksykańskiego mundialu wiele nie ryzykował, składając obietnicę rozebrania się
na wizji do samych gaci. Przed sezonem londyńscy bukmacherzy prawdopodobieństwo
mistrzostwa dla Leicester wycenili jako 5000:1. Mniej można było zarobić
obstawiając, że Elvis Presley wciąż żyje (2000:1) albo, że pojawi się potwór z
Loch Ness (żałosne 500:1…). Mimo to znaleźli się wariaci, którzy uwierzyli w
mały klub i wstępne szacunki mówią, że wiara niezłomnych kosztować będzie buków
kilkanaście milionów funtów ekstra wypłat. To najwyżej zrealizowany zakład w
historii bukmacherki na Wyspach. Przed nowym sezonem kursy się zmieniają, ale i
tak wciąż mniej da się zarobić obstawiając spadek niż ponowny tytuł Leicester
City.
Lisy wpadły jakby
nigdy nic do kurnika i narobiły spustoszenia. W roli zaduszonych kurczaków
wystąpiły kluby duże, bardzo duże i wielkie, a w roli gamoniowatych gospodarzy
podwórka panowie Mourinho, Van Gaal, Pellegrini i Wenger.
– Wszyscy czujemy się
winni i wszyscy myślą jak to się mogło stać? – mówi menedżer Arsenalu. – Z
drugiej strony trzeba przyznać, że Leicester nie ukradło punktów. Krytyka spada
na nas, ale przecież dwa razy z nimi wygraliśmy. Ostatecznie trzeba jednak
powiedzieć, że to była z ich strony dobra robota.
BOSS
Rok temu Lisy Boxing
Day świętowały zamykając tabelę. W tym roku na jej szczycie. W poprzednim
sezonie 140 dni spędziły w sumie na dnie, w tym niemal tyle samo na szczycie. –
Dla mnie to niezwykłe, bo chodzi o klub, któremu kibicuję od dziecka. Takie
rzeczy nie zdarzają się drużynom takim jak Leicester. Jej gra wymyka się
logice, to magia – mówi Lineker, autor słynnego bon motu o 22 facetach
biegających za piłką, by w końcu i tak wygrali Niemcy. Dziś, w obliczu
największej piłkarskiej sensacji XXI wieku, porównywalnej tylko ze złotem
Greków na Euro 2004, na pewno nie powiedziałby niczego podobnego. Wciąż
jeszcze, wraz ze słynnymi bramkarzami Peterem Shiltonem i Gordonem Banksem,
należy do największych klubowych ikon, lecz wygląda na to, że właśnie przyszedł
czas na zmianę latami umacnianej hierarchii.
Faktem jest, że
koronacja, która nastąpiła w poprzedni poniedziałek bez fatygowania głównych
bohaterów do wyjścia z domu, mogła być możliwa dzięki abdykującemu mistrzowi ze
Stamford Bridge odbierającemu punkty Tottenhamowi. Dzięki Chelsea, gdzie pracę
stracił w tym sezonie Mourinho, ten sam, który 11 lat temu zastąpił Claudio
Ranieriego na menedżerskim stołku The Blues. Jeśli Mou oglądał mecz ze Spurs,
musiał widzieć transparenty trzymane przez swoich do niedawna wiernych fanów:
„Claudio, kocham cię”, „Moja żona kocha cię jeszcze bardziej”, „Zróbmy to dla
Claudio” – tak Stamford Bridge okazał szacunek pierwszemu menago ery Romana
Abramowicza.
Kiedy Rosjanin nastał
w Londynie, zespół prowadził właśnie Włoch. Oligarcha wręczył mu ponad 100
milionów euro, ale mistrzostwa się nie doczekał. Zapragnął Mourinho i reszta
jest już znana. – Wróciłem. Tęskniłem – obwieścił Ranieri, gdy otrzymał robotę
w Leicester.
Wielki fan
hollywoodzkiego „Ducha” nie ukrywa, że wierzy w życie po życiu. Ale jak ma nie
wierzyć, skoro właśnie je otrzymał. Tego gościa miało już nie być w trenerskim
mondzie. Przed Leicester pracował w 14 klubach z sukcesami dość mizernymi.
Puchar Hiszpanii z Valencią, Puchar Włoch z Fiorentiną, wicemistrzostwo Francji
z Monaco – praktycznie wszystko. W Monte Carlo dostał fortunę. Miał zbudować
zespół stanowiący przeciwwagę dla PSG. Nie potrafił tego uczynić, choć walczył
długo i w końcu jako beniaminek wszedł do Ligi Mistrzów. Pomyślał więc, że może
byłby niezłym selekcjonerem. To była jednak głupia myśl, albo po prostu trafił
na niewłaściwą grupę ludzi, jakby nie do końca wyznających etos ciężkiej pracy.
Zwolniono go z posady trenera Greków błyskawicznie, zaraz po tym jak przegrał z
Wyspami Owczymi. Zrobił sobie urlop, choć wielu było przekonanych, że już
emeryturę. Spędzał czas w Toskanii, w dużym domu goszcząc się z przyjaciółmi i
pielęgnując blisko stuletnią matkę. I wtedy zadzwonili z Leicester.
– Poważnie? To jakieś
nieporozumienie – osłupiał kilka miesięcy temu Lineker i był w większości.
Minęło 10 miesięcy i większość stała się mniejszością, a krytycy Włocha
odszczekują swoje słowa, mówiąc o arcydziele i najbardziej romantycznej
historii w dziejach futbolu. Media zaś piszą o najgłośniejszej imprezie w
dziejach Premier League i przypominają przedsezonową… ciszę. To bramkarz Kasper
Schmeichel zdradził, że niespełna rok temu Ranieri wszedł do ich szatni,
przedstawił się, a potem przez tydzień nie wypowiedział ani jednego słowa.
Tylko obserwował.
SZMAL
Losy Leicester City
są zadziwiające. W Premier League klub nigdy nie zajął wyższego miejsca niż
ósme. Raz były wicemistrzem Anglii, ale w 1929 roku. Dwa lata temu zespół z
hrabstwa Leicestershire pokonał Doncaster Rovers i wygrał rozgrywki Championship,
a w składzie byli Riyad Mahrez, Wes Morgan, Danny Drinkwater, Schmeichel oraz
jeszcze kilku innych. Już po pierwszym roku w elicie miał nastąpić krach,
tymczasem dzięki szalonemu finiszowi drużyna prowadzona przez Nigela Pearsona
wdrapała się na 14 miejsce. Piłkarze lubili menedżera, on lubił piłkarzy, a
wszystkich razem uwielbiali kibice. Trenera przestał jednak lubić pochodzący z
Tajlandii właściciel klubu. Nie spodobało mu się, że trzech piłkarzy, w tym syn
trenera James, urządzili sobie orgietkę w Bangkoku, czyli tam gdzie siedzibę ma
jego tajskie konsorcjum King Power International Group. Seks, chamstwo,
rasistowskie odzywki znalazły się na taśmie, a cała trójka na bruku. Do dymisji
podał się również honorowo tata-menedżer. Tak to się zaczęło…
Dziś Ranieri pozuje
na pewnego siebie, gdy mówi, że znajdzie argumenty, by przekonać gwiazdy do
pozostania w zespole. Jamie Vardy ma już podpisany nowy kontrakt do 2019 roku z
tygodniówką ponoć sięgającą 80 tysięcy funtów. Z kolei najlepszy piłkarz Algierii
– Mahrez – zdążył już zadeklarować, że nie interesuje go transfer do PSG. Po
prostu mistrzostwo i możliwość występowania w Champions League zmieniają
znacząco optykę. Sukces powinien zostać więc szybko zdyskontowany i do kasy
klubu może wpłynąć dodatkowe i ponadprogramowe 150-170 milionów funtów.
Właściciel klubu będzie mieć zapewne trochę rozmaitych problemów latem, ale na
pewno nie będzie mieć problemów z dużymi banknotami. Na wszelki wypadek
trenerowi wypłaci 5 milionów funtów premii za majstra, a dodatkowo jeszcze po
100 tysięcy za każde miejsce powyżej osiemnastego.
Vichai
Srivaddhanaprabha to człowiek z gestem. Jego majątek szacowany jest na 2,5
miliarda euro. Kiedy miał urodziny zafundował kibicom zgromadzonym na meczu z
Southamptonem piwo i pączki. Piłkarzom za mistrzostwo prócz kasy i wycieczki do
Las Vegas kupi po mercedesie. Co prawda klasy B, ale 30 sztuk i tak pochłonie
1,2 miliona euro. Ta inwestycja musi się jednak zwrócić. Już w 2015 roku
Leicester City pierwszy raz od dekady przyniósł zysk (26 mln funtów), a
przecież jeszcze 13 lat temu klub był na skraju bankructwa. Z ratunkiem
pospieszyła grupa biznesmenów, którą skupiał wokół siebie oczywiście zakochany
bez pamięci Lineker, urodzony w Leicester wychowanek klubu. Sześć lat temu
udziały w klubie tajskiemu inwestorowi sprzedał Milan Mandarić za 40 milionów
funtów. Teraz były już właściciel wycenia klub na 300 milionów, a to oznacza,
że LC zmieściłby się na liście 20 najcenniejszych klubów według magazynu
„Forbes”. – Według szacunków klub jest obecnie warty osiem razy tyle, ile
tajski miliarder zapłacił za niego sześć lat temu – informuje agencja
Bloomberg. To jednak było w marcu. Kolejne dwa miesiące mogły znacząco podnieść
wartość nowokreowanego mistrza Anglii.
Srivaddhanaprabha,
nazwisko szefa imperium King Power Duty Free – sieci lotniskowych sklepów
wolnocłowych, oznacza „światło nowoczesnej chwały” i nadane zostało
biznesmenowi przez króla Tajlandii. Trzy lata temu obecny właściciel i prezes
LC nazywał się jeszcze Raksriaksorn. – Kluczem do sukcesu okazała się wspaniała
atmosfera w drużynie. Piłkarze uwielbiają się nawzajem. Czy to cud? Tak. Ta
historia jest inspirująca – mówi syn właściciela i wiceprezes klubu Aiyawatta
Srivaddhanaprabha.
GANG
Zawsze jest tak samo.
Na najlepszą w Anglii murawę, której jakość pozostaje zasługą 30-letniego
greenkeepera Johna Ledwidge’a, najlepszego w Anglii w swoim fachu (wraz z
pomocnikami laureata ostatniej edycji Football Grounds Team of the Year Award),
wychodzi 11 niebieskich koszulek, a z głośników i tysięcy gardeł na trybunach
rozbrzmiewa „I’m on fire”, zamieniając niebieskich ludzików w gladiatorów. Gang
szybko bierze się do roboty. Ale to gangsterzy w starym dobrym stylu. Jeńców
nie biorą, ale ofiar niepotrzebnie nie mnożą.
Co to za ludzie?
Wielu z nich waleczną zaprawę zdobyło w ponurych czasach Championship, kiedy
łokciami i kolanami trzeba było utorować Lisom drogę do Premier League. Nie
znał ich nikt, dziś są idolami nie tylko w Anglii. Schmeichela nikt już w
restauracji nie pomyli z ojcem. Ranieri nie kombinuje. Pozwala każdemu robić
to, w czym ten jest najlepszy. Skoro drużyna jako całość nie bardzo orientuje
się co to takiego atak pozycyjny, szlifowana jest taktyka polegająca na
pressingu, odbiorze, szybkim, kilkupodaniowym natarciu. Skoro Marc Albrighton
jest bezbłędny w dośrodkowaniach ze skrzydeł, to tak ma grać, nie inaczej.
Skoro Drinkwater uwielbia przeszkadzać innym i mocno strzelać z dystansu –
niech to robi. A skoro na parze Robert Huth – Morgan wybijają sobie zęby
najlepsi napastnicy Premier League, to nie potrzeba eleganckiego stopera
pokroju – nie przymierzając – Matsa Hummelsa.
Kapitan Morgan –
pierwszy Jamajczyk, mistrz PL; wszystkie mecze od pierwszej do ostatniej minuty
– ma za zadanie blokować każdy strzał. Bierze więc ostro bite piłki na potężne
uda, klatę, biodra i szeroki tyłek. Huth od kilku lat nie wie jak wyglądają
kolejne modele koszulki reprezentacji Niemiec, ale w klubie jest nieoceniony, a
wśród kibiców… Nie, tego trzeba po prostu posłuchać. Blok obronny uzupełniają
na bokach Christian Fuchs i Danny Simpson. Całość: żelazo-beton, czyli błogi
uśmiech na twarzy Claudio, byłego defensora Serie A. I właśnie w tym
niezmiennym ustawieniu mistrzowska defensywa rozegrała grubo ponad 20 meczów.
25-letni Kante biega
jak szalony i śrubuje rekordy w statystyce przechwytów i nikt nie zamierza mu w
tym przeszkadzać, dzięki czemu pociechę mieć będzie z niego także Didier
Deschamps podczas Euro 2016. Środkowy pomocnik okazał się perłą w grupie, którą
Ranieri sprowadził przed sezonem za około 40 milionów funtów. Jest centralną
postacią drużyny i trzecim, głównym architektem historycznego sukcesu.
Wszyscy podkreślają
unikalną atmosferę stworzoną przez Włocha. Jest tak, jak w dużej, włoskiej
rodzinie. Ranieriego nazywają The Tinkerman, czyli Majsterkowicz. Tak bardzo
ponoć lubi gmerać w składzie i personaliach. Jego wybory w Leicester zadają
kłam tej teorii. Nie dość, że trzyma się wybranej przez siebie
kilkunastoosobowej grupy, to wręcz chlubi się grą żelazną jedenastką. Trzeba
jednak przyznać, że miał sporo szczęścia. Kontuzje omijały zawodników, szybko
też pozbył się balastu związanego z grą w krajowych pucharach.
29-letni Vardy
strzelił na razie 24 gole w mistrzowskim sezonie. Zadebiutował w reprezentacji
Albionu, wbił Niemcom gola w Berlinie, pojedzie na Euro. A jeszcze kilka lat
temu chlał, włóczył się po knajpach, rozrabiał, a na trening musiał przychodzić
w elektronicznej opasce na kostce. Kosztował drobne, natomiast w tej chwili w
wyścigu po Jamiego wystartowało kilka mocnych ekip. Podobnie zresztą jak po
Mahreza, Kante i innych. Ceny zaczynać się powinny od 20 milionów wzwyż.
Football Writers Association właśnie wybrało go Piłkarzem Roku 2016 w Anglii,
co w praktyce oznacza najlepszego gracza sezonu. Dla równowagi jego kompan
Mahrez (razem z Vardy’m miał udział przy około 60 strzelonych golach), otrzymał
identyczne wyróżnienie, tyle że w głosowaniu piłkarzy.
Reprezentant Algierii
to w ogóle wyjątek w filozofii Ranieriego zasadzającej się na zaleceniu: rób
tylko to co potrafisz i niczego więcej. Ponieważ Mahrez potrafi robić kilka
rzeczy, więc je robi. Drybluje, podaje, strzela, jest wszędzie i równie groźny
w każdej z ról. Stanowi połączenie Edena Hazarda z Marco Reusem. Jest
megagwiazdą pożądaną na całym świecie. 2,5 roku temu, gdy do Hawru napłynęła
opiewająca na 500 tysięcy euro oferta transferowa, zawodnik początkowo nie
zareagował, myśląc, że Leicester City to klub… rugby. Takie było postrzeganie
Lisów na świecie.
Zestawcie teraz obok
siebie atletycznego Morgana, Vardy’ego jakby żywcem wyjętego z pubu po ośmiu
godzinach pracy przy taśmie (porównanie nie od rzeczy, bo obecny reprezentant
Anglii przerabiał także pracę w fabryce okien) i poczciwego, uśmiechającego się
starca w drucianych okularach, a dojdziecie do wniosku, że takich trzech
mogłoby razem spotkać się co najwyżej w metrze. Spotkali się jednak na King
Power Stadium.
– Wyobraźmy sobie, że
jesteśmy przed rozpoczęciem sezonu na Stamford Bridge, Etihad, Old Trafford czy
Emirates. Menedżer dostaje listę piłkarzy pierwszego składu Leicester i ma
wybrać kogo chce, a na pewno go dostanie. Jak myślicie, jaka byłaby odpowiedź?
– pytał retorycznie Ian Wright w rozmowie z „The Sun”. Dziś Morgan, Kante,
Mahrez i Vardy otrzymali nominację do jedenastki sezonu Premier League.
Manchester United
ogłosił, że w ostatnich dwóch latach wydał 250 milionów funtów na nowych
zawodników. Dla porównania – pierwsza jedenastka The Foxes zbudowana została za
dziesiątą część tej kwoty. Ten, który to uczynił, zadeklarował niedawno, że
chciałby w tym klubie zakończyć trenerską karierę, podpisując długoterminowy
kontrakt (pierwszy opiewał tylko na 12 miesięcy i świadczył o ograniczonym
zaufaniu ze strony zarządu). Jeszcze trochę, a nie tylko otrzyma umowę jaką
sobie zażyczy, ale też ofertę miejsca przyszłego wiecznego spoczynku w
miejscowej katedrze obok szczątków króla Ryszarda III, którego kości zostały
niedawno odnalezione przez archeologów nieopodal stadionu Lisów i pochowane z
pompą w asyście kamer telewizyjnych i arcybiskupa Canterbury.
W tej bajce wszytko
jest cudowne, a wiele rzeczy nie mieści się w głowie. Choćby to, że Alex
Ferguson nie zna się na futbolu. W marcu legendarny coach zawyrokował, że
Leicester zdobędzie tytuł i szybko doprecyzował, że uczyni to trzy kolejki
przed końcem sezonu. Pudło. Ranieri i jego gang potrzebowali na realizację celu
kilku dni więcej.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.