Najlepszy piłkarz Belgii 2016 roku. Fałszerz doskonały
Postawić go między Diego Maradoną i Leo Messim to grzech. Ale jeśli poprowadzi Napoli do mistrzostwa albo nawet dubletu i wyeliminuje Real Madryt, grzech będzie jakby mniejszy.
Zadania trudne i ambitne, ale nie niewykonalne. Pod jednym warunkiem, że ofensywny huragan Napoli skutecznie odwróci uwagę od wrażliwej na wszystko defensywy. Dries Mertens za to, co złego dzieje się zbyt często pod bramką Pepe Reiny nie odpowiada, on – mały generał z Belgii dowodzi siłami, które są w stanie złamać każdego przeciwnika.
(…)
Do pary z Holendrem
Urodził się siedem miesięcy wcześniej. Z ojca gimnastyka (pięciokrotnego mistrza kraju) i nauczyciela, z matki naukowca i pracownika uniwersyteckiego. I właśnie nauka stała w jego domu na pierwszym planie. Rodzicom nie bardzo się podobało, że syn na całe popołudnia znikał z domu i ganiał za piłką. Warunkiem trenowania w Leuven, a następnie w Anderlechcie Bruksela były dobre oceny w szkole. Syn spełnił marzenia rodziców i zdobył tytuł magistra wychowania fizycznego, spełnił też swoje i został zawodowym piłkarzem.
Szło mu doskonale w trzeciej i drugiej lidze, więc transfer w 2009 roku do pierwszoligowego Utrechtu stanowił naturalną kolei rzeczy. Tam w styczniu 2011 roku zetknął się i stworzył wyśmienity duet z Kevinem Strootmanem, który choć o trzy lata młodszy wyglądał przy niższym o ponad 20 centymetrów napastniku na jego doświadczonego opiekuna.
Wystarczyło zaledwie pół roku ich współpracy, podań jednego oraz rajdów i strzałów drugiego, żeby w pakiecie za 13 milionów euro kupił obu PSV Eindhoven. To był już duży sportowy awans. W nowym środowisku odnaleźli się bez problemów. Strootman robił swoje i z marszu został liderem drugiej linii, który dzielił i rządził, regulował tempo gry, dawał asysty (w sumie 20) i od czasu do czasu straszył strzałami lewą nogą z dystansu. Natomiast szybkonogi Mertens siał ferment pod bramką przeciwników indywidualnymi akcjami i dośrodkowaniami. A przede wszystkim strzelał gole. W ciągu dwóch sezonów spędzonych w drużynie Philipsa zaliczył 37 ligowych trafień (łącznie uzbierało mu się 45) i niemal dokładnie tyle samo asyst. Z europejskimi pucharami zapoznali się tego samego dnia – 15 września 2011 roku, kiedy do Eindhoven przyjechała Legia Warszawa. Gospodarze wygrali 1:0 po golu Mertensa, który już w barwach Napoli dalej prześladował legionistów.
Prezydent Aurelio de Laurentiis działał szybko i długo się nie targował. Puścił do Holandii przelew na 9,5 miliona euro, dogadał się z menedżerem piłkarza Soerenem Lerby’m i kupił następcę Argentyńczyka Ezequiela Lavezziego, sprzedanego rok wcześniej za 2,5 razy większą sumę do Paris SG. Strootmana zgarnęła Roma
(…)
Tomasz LIPIŃSKI
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”