Niedzielę na boiskach PKO BP Ekstraklasy otworzy starcie beniaminków i zarazem najsłabszych drużyn w stawce – ŁKS Łódź podejmie Ruch Chorzów.
ŁKS Łódź odniósł więcej zwycięstw od Ruchu Chorzów, ale zdobył mniej punktów. (fot. 400mm.pl)
Gospodarze zajmują ostatnie miejsce w tabeli, w 17 meczach zdobyli 9 punktów, smaku ligowego zwycięstwa nie znają od sierpnia, a więc od 12 spotkań.
Goście zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, w 18 meczach zdobyli 12 punktów, smaku ligowego zwycięstwa nie znają od lipca, a więc od 16 spotkań.
W PKO BP Ekstraklasie nie ma drużyn, które odnotowały mniej wygranych niż łodzianie (2) i chorzowianie (1). Niebiescy jedyny triumf odnieśli w rywalizacji z Rycerzami Wiosny, pokonując ich 2:0. Ich szkoleniowcem był jeszcze Jarosław Skrobacz. ŁKS prowadził Kazimierz Moskal.
– ŁKS ma bogatą historię, Rycerze Wiosny wzięli się z faktów, a nie opinii. Żeby o to powalczyć, to teraz musimy zagrać dwie dobre połowy. Tylko to się liczy – powiedział w trakcie konferencji prasowej Piotr Stokowiec.
– Zdajemy sobie sprawę, jak ważny to mecz: tak samo, jak poprzednie, ale że jest już ostatnim, to ranga tego spotkania dla nas i przeciwnika jest bardzo wysoka. Już od jakiegoś czasu powtarzamy sobie, że następny mecz powinniśmy wygrać, by dać sobie szansę walki wiosną. Spotkanie w Łodzi jest ostatnie z tej serii. Zwycięstwo da nam szansę realnej walki o utrzymanie się w ekstraklasie – stwierdził natomiast Jan Woś.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.