Świetny mecz obejrzeli w czwartkowy wieczór kibice zgromadzeni na florenckim stadionie. Tamtejsza Fiorentina zremisowała z SSC Napoli Piotra Zielińskiego (3:3). Polacy grali także na innych boiskach.
Podopieczni Maurizio Sarriego walczyli do końca
Starcie na Artemio Franchi zapowiadało się bardzo interesująco. Fiorentina po dwóch z rzędu wpadkach podejmowała zespół, który wciąż myśli o walce z Juventusem i Romą o mistrzostwo Włoch. Azzurri pokazywali ostatnio, że z grą ofensywną wszystko u nich w porządku, toteż można się było spodziewać, że we Florencji bramki padną.
Piotr Zieliński wyszedł na boisko w pierwszym składzie Napoli. Jego drużyna natomiast miała z początku delikatną przewagę. W 25. minucie postanowił przekuć to na gola Lorenzo Insigne. Niewysoki skrzydłowy dostał futbolówkę przed polem karnym i po minięciu obrońcy uderzył po prostu fenomenalnie w okienko bramki Cipriana Tatarusanu. Powtórki niestety pokazały, że Insigne był na pozycji spalonej.
Sędzia Paolo Tagliavento kiepsko zachował się w pierwszej połowie raz jeszcze. W doliczonym czasie gry w polu karnym Napoli ewidentnie zanurkował Nikola Kalinić, jednak to nie on dostał żółtą kartkę, a protestujący Pepe Reina. Warto dodać, że napastnik Violi miał już na koncie jedno upomnienie.
Po zmianie stron na początku o wiele lepiej prezentowali się gospodarze. Udowodnili to już w 52. minucie, gdy z rzutu wolnego uderzył Federico Bernardeschi. Futbolówka odbiła się po drodze od Jose Callejona i wpadła do siatki, przelatując obok zupełnie zbitego z tropu Reiny.
Czwartkowe starcie zdecydowanie nie należało do przewidywalnych. Wreszcie do ataku ruszyło także Napoli. W 68. minucie Dries Mertens odebrał piłkę kapitanowi Violi Nenadowi Tomoviciowi, po czym silnym, mierzonym strzałem pokonał Tatarusanu.
Radość graczy Napoli była ogromna, ale i krótkotrwała. Kilkadziesiąt sekund później po drugiej stronie boiska popisał się Bernardeschi. Włoch uderzył z dystansu, ale tym razem futbolówka nie musiała się od nikogo odbijać, by wpaść do siatki. Strzał był znakomity, a Reina nie dał rady skutecznie zainterweniować.
Zaraz potem z placu boju zszedł Zieliński, który przeszedł dziś obok meczu. Na boisku natomiast obie ekipy w dalszym ciągu walczyły o komplet punktów. Duży krok w tym kierunku postawili na osiem minut przed końcem gospodarze. Rozgrywający znakomity mecz Bernardeschi dośrodkował perfekcyjnie do Mauro Zarate, a ten jeszcze lepiej uderzył na bramkę Reiny. Hiszpański bramkarz po raz trzeci musiał wyciągać piłkę z siatki.
W końcówce było gorąco, ale mimo wszystko wydawało się, że więcej goli nie padnie. Tymczasem w doliczonym czasie gry sędzia podyktował rzut karny dla Napoli, a ten na bramkę zamienił Manolo Gabbiadini. Zaraz potem wybrzmiał ostatni gwizdek pana Tagliavento.
Czwartek w Serie A był wyjątkowo „polski”. Nasi rodacy pojawili się jeszcze na czterech innych stadionach. Wojciech Szczęsny nie zdołał zachować czystego konta, ale jego Roma pokonała u siebie Chievo (3:1). Bardzo gorąco było w starciu Cagliari z Sassuolo. Pierwszą połowę wygrali tam goście, ale od 34. minuty grali w osłabieniu. Po zmianie stron do roboty wzięła się ekipa z Sardynii, która ostatecznie zwyciężyła 4:3. Od deski do deski grał Bartosz Salamon.
Palermo z Thiago Cionkiem w składzie zremisowało u siebie z Pescarą (1:1), natomiast Sampdoria (90 minut Karola Linettego) podzieliła się punktami z Udinese (0:0). Jedyny mecz bez udziału jakiegokolwiek Polaka odbył się na Stadionie Olimpijskim w Turynie. Były klub Kamila Glika zwyciężył tam Genoę (1:0).