Lechia Gdańsk wciąż liczy się w walce o miejsce na podium w PKO Bank Polski Ekstraklasie. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby drużyna Piotra Stokowca notowała tak dobre wyniki, gdyby w bramce nie miała Dusana Kuciaka.
Zadowolony jesteś z miejsca Lechii w tabeli?
Uważam, że mogliśmy już być na podium – mówi Kuciak. – W ostatnich tygodniach jesteśmy w dobrej formie, wygraliśmy wiele spotkań, ale żałuję, że z meczów z Podbeskidziem i Pogonią nie udało się wycisnąć czegoś więcej. W Bielsku-Białej powinniśmy wygrać, a w Szczecinie nie przegrać.
Skąd ta zwyżka formy wiosną?
Szkoda, że na początku rundy wiosennej nie byliśmy w tak dobrej dyspozycji, jak teraz. Przegraliśmy z Jagiellonią, później remis z Wartą i odpadnięcie z krajowego pucharu z Puszczą. Takich meczów dobra drużyna nie może przegrywać. Z Wartą, która gra dobrze i jest chwalona, zremisowaliśmy, ale z przebiegu naszego spotkania również uważam, że nie powinniśmy stracić dwóch punktów.
Biorąc pod uwagę wszystkie spotkania w 2021 roku, to możesz powiedzieć, że jesteś zadowolony z formy zespołu?
Rundę wiosenną ocenimy za kilka tygodni, zobaczymy, na którym miejscu skończymy sezon, bo to będzie główny wyznacznik. Dzisiaj, czyli w połowie kwietnia, mogę powtórzyć: powinniśmy być wyżej w tabeli.
Co poczułeś po pucharowej porażce z Puszczą?
Gorzej już być nie mogło, dotknęliśmy dna. Poczułem totalny wstyd, jako drużyna byliśmy w czarnej d…e. Dwa lata temu wygraliśmy to trofeum, rok temu graliśmy w finale i w tym sezonie również chcieliśmy jechać do Lublina, ale zagraliśmy katastrofalnie. Nie uważam, abyśmy zlekceważyli Puszczę. Byliśmy pod kreską, rywal to wykorzystał i zasłużył na awans. My po tym meczu odbiliśmy się od dna, zmieniliśmy kilka rzeczy i weszliśmy na odpowiednie tory. Najważniejsze było to, że wyciągnęliśmy wnioski.
Rozmowa wychowawcza z kibicami była potrzebna?
Jako zespół jesteśmy świadomi tego, że zawaliliśmy na całej linii i w ten sposób nie reprezentuje się takiego klubu, jakim jest Lechia. Może dla niektórych piłkarzy taki sposób motywowania jest potrzebny, ale moim zdaniem to nie było konieczne.
Jak to wyglądało?
Kibice przyszli i powiedzieli nam, jak nasza postawa wygląda z ich perspektywy. Nie wchodziliśmy z nimi w dyskusję. Wysłuchaliśmy tego, co mieli do powiedzenia, ale nawet bez tej wizyty wiedzieliśmy, że totalnie zawaliliśmy.
Będziesz mocno rozczarowany, jeśli nie wywalczycie medalu w tym sezonie?
Nie przesadzałbym z tym słowem „mocno”. Po prostu: będę rozczarowany, bo ja cały czas jestem głodny sukcesów i uważam, że medal byłby dla nas sukcesem. Przed nami jeszcze miesiąc grania, kilka drużyn złapało wysoką formę i różnica pomiędzy podium, a peletonem jest coraz mniejsza. Za nami jest bardzo ciasno, dlatego z pokorą podchodzimy do tego, ale jednocześnie wierzę, że na koniec sezonu uda nam się wskoczyć na trzecie miejsce. Wiadomo, chciałbym powalczyć o coś więcej niż brązowy medal, ale patrząc na różnice pomiędzy nami, a Legią i Pogonią raczej jest to już nierealne. Ekstraklasa jest nieobliczalna i wszystko jest możliwe, ale walka o tytuł jest już pozamiatana. Przez tyle lat spędzonych w Polsce nauczyłem się, że trzeba myśleć tylko o najbliższym spotkaniu i nie ma sensu wybiegać daleko w przyszłość.
W tym roku minie dziesięć lat, z roczną przerwą, odkąd przeprowadziłeś się do Polski. Spodziewałeś się, że tak długo będziesz w Ekstraklasie?
Polska to mój drugi dom i czuję się w waszym kraju znakomicie. Na rok wyjechałem do Anglii, ale nie zaistniałem i niby byłem przy wielkim futbolu, jednak tak naprawdę odbiłem się od niego. Po rocznej przerwie z radością wróciłem do Ekstraklasy. Nie spodziewałem się jednak, że tyle lat spędzę w Polsce, bo myślałem, że będzie to tylko przystanek przed kolejnym transferem. Cieszę się, że mogę grać w tak dobrej lidze jak Ekstraklasa.
Dobrej?
Tak! Bardzo mi się nie podoba, kiedy ktoś bezsensownie krytykuje czy wyśmiewa naszą ligę. Zawsze będę bronił poziomu Ekstraklasy. Wiem, może to brzmi dziwnie, ale uważam, że nie jest proste grać w tej lidze, dlatego doceniajmy to, co mamy. Naprawdę, po polskich boiskach biega wielu dobrych zawodników, którzy co roku wyjeżdżają do silnych lig i się w nich odnajdują. Oczywiście, wiem, że możesz mnie skontrować wynikami polskich drużyn w europejskich pucharach. Też uważam, że w ostatnich latach nie są najlepsze i Ekstraklasa zasługuje na co najmniej jedną, a najlepiej dwie ekipy w fazie grupowej europejskich pucharów, ale mimo wszystko nie mówmy, że Ekstraklasa jest słaba. Pojedyncze przypadki się zdarzają: kilka lat temu Legia grała w Lidze Mistrzów, teraz Lech występował w Lidze Europy, więc potencjał na europejski futbol jest. Kiedy byłem na marcowym zgrupowaniu reprezentacji Słowacji rozmawiałem z wieloma moimi kolegami i wszyscy mamy podobne zdanie: ta liga nie jest taka słaba, jak się niektórym wydaje.
Wchodzisz w dyskusje z ludźmi, którzy narzekają na polską ligę?
Korzystam z portali społecznościowych, ale nie dyskutuję z ludźmi, którzy narzekają na Ekstraklasę. Szanuję każdą opinię i twierdzę, że każdy ma prawo do swojego zdania. Moje jest takie: to twarda, wymagająca i nieprzewidywalna liga. OK, nie wszystkie mecze są na najwyższym poziomie, ale to normalne w każdym kraju. Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale w Europie nie ma już słabych drużyn, futbol wszędzie poszedł do przodu, każdy kraj i każda liga się rozwija. Mogę powiedzieć na swoim przykładzie i ostatnich meczów eliminacyjnych, że dzisiaj każdy jest w stanie wygrać z każdym. Jako Słowacja tylko zremisowaliśmy z Cyprem i Maltą, co było powodem do wstydu, ale kilka dni później potrafiliśmy ograć Rosję. Zresztą w innych grupach eliminacyjnych też nie brakowało niespodzianek…
Przez dziesięć lat widzisz zmianę w poziomie polskiej ligi?
Szkoda mi tylko, że dobrzy młodzi zawodnicy szybko wyjeżdżają z Polski. Moim zdaniem niektóre transfery są robione za szybko, dlatego Ekstraklasa nie rozwija się w takim tempie jak powinna. Gdyby udało się zatrzymać utalentowanego piłkarza na dłużej niż rok czy maksymalnie dwa, to dzisiaj liga byłaby w innym miejscu. W porównaniu do tego, co było dziesięć lat temu, zauważyłem, że obecnie jest więcej młodzieży na boiskach i jeśli ktoś złapie formę na kilka miesięcy, to często w najbliższym okienku już wyjeżdża. Ciągłe zmiany w klubach i brak stabilizacji powodują później takie, a nie inne wyniki w Europie.
Czujesz się weteranem w Ekstraklasie?
Weteranem to może się czuć Artur Boruc [śmiech], który jest ode mnie pięć lat starszy i ma 41 lat. Ja w tym roku skończę 36 i zdaję sobie sprawę, że jestem jednym ze starszych zawodników w lidze. Sam łapię się na tym, że coraz częściej pojawiają się myśli o tym, co będę robił po zakończeniu kariery. W Gdańsku mam kontrakt do 2023 roku, ale czuję się bardzo dobrze fizycznie i psychicznie, dlatego nie widzę powodów, abym zawiesił buty na kołku już w przyszłym roku. Wręcz przeciwnie.
Jak traktujesz młodych zawodników w drużynie?
Na boisku wszyscy jesteśmy równi. Podchodzę do nich z szacunkiem, staram się im pomagać, ale kiedy jest potrzeba postawić kogoś do pionu, to również nie mam z tym problemów. W Lechii młodzież jest bardzo inteligentna i chce się rozwijać.
Na początku roku stworzyliśmy w „PN” drużynę dekady spośród piłkarzy, którzy grali przez ostatnie dziesięć lat w Ekstraklasie. Wśród bramkarzy wygrałeś właśnie ty. Czujesz się najlepszym bramkarzem dekady?
Patrząc na wszystkie składowe, to zasłużyłem na to zwycięstwo. Wiem, może to zabrzmi nieskromnie, ale tak myślę. Sporo osiągnąłem w Polsce, przez dziewięć lat gram regularnie, mam kilka trofeów. Gdybym był słaby, to nie rozegrałbym tylu spotkań i nie miałbym udziału w tylu sukcesach. Wiem, że przez te lata wysoki poziom prezentowali też moi rodacy jak na przykład Matus Putnocky czy Marian Kelemen, do tego był też Jasmin Burić w Lechu czy Arek Malarz, ale zasłużyłem na zwycięstwo.
Twojemu sercu bliższa jest Lechia czy Legia?
Mojemu sercu najbliższa jest rodzina. Jestem profesjonalistą i daję z siebie sto procent w klubie, w którym jestem.
Mogłeś latem wrócić do Warszawy?
Tak, był kontakt ze strony Legii, ale wszystko się ucięło. Miałem ważny kontrakt z Lechią i to mój pracodawca rozdawał karty. Do konkretów nie doszło.
W marcu wystartowały eliminacje mistrzostw świata, broniłeś w dwóch meczach, Słowacja zdobyła pięć punktów. Zadowolony?
Nie mogę być zadowolony, skoro straciliśmy punkty z Cyprem i Maltą. Na koniec wygraliśmy z Rosją, ale tych oczek straconych w dwóch pierwszych spotkaniach może nam zabraknąć w końcowym rozrachunku i w walce o wyjazd na mundial. Takie mecze jak z Maltą musimy wygrywać. Czułem się podobnie jak po spotkaniu z Puszczą – to był wstyd. Jedynym pozytywem był fakt, że przegrywaliśmy 0:2 i potrafiliśmy doprowadzić do remisu. Czegoś nam zabrakło, aby wygrać ten mecz. Nie wiem, może czasu, może skuteczności, ale to są już wymówki…
Byłeś zaskoczony, że wygraliście z Rosją?
Wychodzę zawsze po to, aby wygrać, więc nie jestem zaskoczony tym zwycięstwem. Dobrze zareagowaliśmy po tych dwóch wcześniejszych remisach. Przeprowadziliśmy kilka rozmów, motywowaliśmy się i wyszliśmy na ten mecz po zwycięstwo. Musieliśmy wyjaśnić kilka spraw, wprowadzić kilka zmian i poszło. Wszyscy byliśmy bardzo skupieni i to się przełożyło na dobry wynik.
Jak nastawienie przed Euro?
Do Euro daleko, ale wierzę, że osiągniemy jak najlepszy wynik. Nie mogę inaczej myśleć. Chcemy dojść jak najdalej. Tylko takie nastawienie prowadzi do sukcesów. Chciałbym w jakimś stopniu uczestniczyć w tym turnieju. Fajnie by było, jak by Słowacja i Polska wyszły dalej z grupy.
Jesteś bramkarzem numer jeden w reprezentacji Słowacji po marcowych meczach?
Nie. Martin Dubravka zachorował przed meczem z Maltą, dlatego dostałem szansę. Jedyne, co mogę robić to prezentować równą i wysoką formę, a jaką decyzję podejmie selekcjoner przed Euro to już nie zależy ode mnie.
PAWEŁ GOŁASZEWSKI
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (15/2021)
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.