Nie ma kasy, nie będzie Ekstraklasy? Mglista przyszłość GKS-u i Podbeskidzia
Po rundzie jesiennej Ekstraklasy GKS Bełchatów i Podbeskidzie Bielsko-Biała mają na swoim koncie zaledwie po sześć punktów. Ostatnie ruchy w obydwu klubach pokazują, że utrzymanie jest misją niewykonalną.
Tabela po rundzie jesiennej jest bezlitosna. Bełchatów i Podbeskidzie do bezpiecznej pozycji tracą aż dziewięć punktów. Jest to dystans bardzo trudny do odrobienia, a żeby oczekiwać cudu, to należałoby w obydwu drużynach dokonać poważnych wzmocnień. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że sytuacja jest zupełnie odwrotna.
W Bełchatowie jesienią chcieli uratować Ekstraklasę zatrudniając „cudotwórcę” Michała Probierza, który poradził sobie w przeszłości doskonale w Łódzkim Klubie Sportowym. W ŁKS-ie sytuacja była wówczas jeszcze gorsza. Jednak przygoda Probierza z bełchatowskim zespołem nie potrwała długo. Były trener między innymi Wisły Kraków złożył rezygnację, gdyż usłyszał od zarządu klubu, że nie otrzyma środków na znaczące wzmocnienia. – Niektóre wysoko postawione w klubie osoby okazały się niepoważne… I żeby była jasność, nie prezesa Szymczyka mam tu na myśli, bo to człowiek, który siedzi w klubie całymi dniami i ciężko pracuje, aby uratować drużynę przed degradacją – mówił niedawno na łamach PN Probierz.
Obecnie dyspozycja GKS-u wiosną jest jedną wielką niewiadomą. Klub szuka nowego szkoleniowca, a na razie zapadła tylko decyzja o opóźnieniu przygotowań. Mówiło się, że zespół obejmie Kamil Kiereś, ale szkoleniowiec nie chce się zgodzić na podpisanie półrocznej umowy. Jak się dowiedzieliśmy, Kiereś chciał już rozpocząć proces budowania zespołu na I ligę będącego w stanie szybko wrócić do Ekstraklasy. Kierownictwo jest za opcją tymczasową. Jedno jest pewne – w utrzymanie przestali już tutaj wierzyć nawet ludzie związani z klubem.
Podobnie sytuacja wygląda w Podbeskidziu. Nowy prezes Górali nie zamierza za wszelką cenę ratować Ekstraklasy. Trener Marcin Sasal oczekiwał kilku transferów doświadczonych piłkarzy i… pożegnał się z klubem. – Na pewno nie dojdzie do transferów, jakie były tutaj wcześniej planowane. Mówiąc wprost, jestem zdecydowanym zwolennikiem postawienia na młodych, perspektywicznych graczy, aniżeli na doświadczonych zawodników, z długim ligowym stażem, po których nie wiadomo czego można się spodziewać. Wielkość znaku zapytania przy obu rodzajach zawodników jest dokładnie taka sama. Ryzyko również. Takie są zresztą tendencje w ekstraklasie. Trzeba próbować stawiać na młodzież – zadeklarował prezes Podbeskidzia, Wojciech Borecki.
Jest to wyraźny sygnał Podbeskidzia, że w tym klubie wybrano wariant oszczędnościowy. Doświadczeni piłkarze z pewnością bardziej obciążyliby klubowy budżet, niż młodzi zawodnicy. – Jestem ambitnym trenerem, który chce walczyć, dopóki jest jakakolwiek szansa na utrzymanie. Psychicznie i mentalnie nie jestem gotowy, by obrać kurs na młodzież i dziś budować zespół już na kolejny sezon – wyznał szkoleniowiec Górali na łamach „Przeglądu Sportowego”. Widocznie rozbieżności były duże, skoro Sasal rozstał się z Podbeskidziem.
Doniesienia z obydwu klubów w ostatnich tygodniach są jednoznacznym znakiem, że nikt w nich nie będzie za wszelką cenę ratował Ekstraklasy, gdyż nie ma na to pieniędzy. Ratowanie ligi kosztem większego zadłużenia z pewnością nie byłoby dobrym rozwiązaniem. Szkoda tylko, że liga na wiosnę mocno straci na atrakcyjności. Bo w zasadzie na dole jest już wszystko jasne.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.