Legia Warszawa rozpoczyna walkę o awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Drużyna Aleksandara Vukovicia zmierzy się w I rundzie eliminacji z irlandzkim Linfield FC.
Mistrz Polski zaczyna walkę o piłkarski raj (fot. Piotr Kucza / 400mm.pl)
Wojskowi po roku nieobecności w kwalifikacjach Champions League wracają do gry i chcą powtórzyć wynik sprzed kilku lat, kiedy to udało się im przełamać klątwę mistrzów Polski i awansować do najważniejszych klubowych rozgrywek na kontynencie. Od tego czasu sporo wody upłynęło jednak w Wiśle, a w kolejnych sezonach Legii na arenie międzynarodowej nie wiodło się już tak dobrze. Porażki z niżej notowanymi rywalami i żegnanie się z pucharami na etapie wczesnych rund eliminacyjnych sprawiły, że Dariusz Mioduski zmieniał trenerów niczym rękawiczki, jednak wydaje się, że w końcu udało mu się znaleźć złoty środek.
Wspomniany Vuković otrzymał bowiem czas i jak się okazało, w sezonie, w którym miał komfort pracy i nie musiał obawiać się zwolnienie wywalczył tytuł mistrzowski. Jego drużyna prezentuje się dziś bardzo solidnie, a ominięcie etapu kolejnej rewolucji kadrowej związanej z przyjściem nowego szkoleniowca może wyjść Legii wyłącznie na dobre.
Co więcej, po raz pierwszy od wielu lat krajowy mistrz nie wyprzedał się przed startem nowego sezonu z najlepszych graczy. W przypadku Legii było zgoła odwrotnie. Przy Łazienkowskiej pojawili się zawodnicy, którzy nie stanowią jedynie uzupełnienia lub są ryzykownym eksperymentami, ale tacy, których można określić mianem realnych wzmocnień. Rafael Lopes, Artur Boruc, Josip Juranović czy Bartosz Kapustka to piłkarze znamionujący sporą jakość, a chociaż nie wszystkich ich zobaczymy w akcji we wtorkowy wieczór, to na dystansie rozgrywek powinni oni stanowić o sile Legii.
Bez względu jednak na to, kto zagra przeciwko Linfield, to miejsca na wpadkę po prostu nie będzie. Funkcjonujemy w mocno specyficznych czasach i dlatego UEFA podjęła decyzję, że o awansie do następnej rundy zadecyduje jeden mecz. Jeśli więc ktoś pozwoli sobie na słabszy występ, ten nie otrzyma szansy na rehabilitację w rewanżu. Piłkarze Legii muszą o tym pamiętać, ponieważ wpadek z teoretycznie słabszymi przeciwnikami zdarzało się im sporo w ostatnich latach.
Ekipa z Irlandii Północnej przystąpi do meczu z Legią bez mocnego przetarcia. Po wygranej w rundzie przedwstępnej nad Tre Fiori, Linfield miało się zmierzyć z Dritą Gnjilane, jednak do spotkania nie doszło z powodu wykrycia w ekipie z Kosowa zakażeń koronawirusem. UEFA był w tej sytuacji bezlitosna i rozstrzygnęła losy rywalizacji w tej parze walkowerem.
Badania na obecność SARS-CoV-2 są zresztą motywem przewodnim europejskiej rywalizacji i nie inaczej jest w przypadku wtorkowego starcia. Tuż przed meczem koronawirusa zdiagnozowano bowiem u jednego z graczy Legii, a chociaż klub od razu zastosował wszystkie niezbędne procedury i zgodnie z wytycznymi UEFA mecz z Linfield nie jest zagrożony, to swoje trzy grosze musi jeszcze dorzucić polski sanepid.
Z wagi wtorkowego meczu doskonale zdaje sobie sprawę trener Vuković. – Myślę, że praktycznie pod każdym kątem jesteśmy bardziej gotowi niż rok temu, mówię o pierwszych meczach w sezonie. Z drugiej strony, na pewno na niekorzyść działa brak rewanżów. Wiemy jaka jest piłka – w jednym spotkaniu potrafią się wydarzyć różne rzeczy. Musimy być gotowi i czujni, tak do tego podejdziemy. Myślę, że udokumentujemy to, iż zagramy u siebie i że jesteśmy zespołem z lepszym potencjałem – zdradził podczas konferencji prasowej.
Legia jest oczywiście murowanym faworytem i brak jej pewnego zwycięstwa byłby uznany za niespodziankę wielkiego kalibru. Trzeba jednak pamiętać, że mowa o jednym meczu. Miejsca na pomyłki po prostu nie będzie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.