W ostatnim niedzielnym meczu drugiej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy Lech Poznań zmierzy się przed własną publicznością z Wisłą Płock. Początek spotkania punktualnie o godzinie 17:30. Telewizyjna transmisja odbędzie się na antenie Canal+ Sport.
Lechici nie chcą powtórki z zeszłego tygodnia. (fot. Jakub Gruca / 400mm.pl)
Nie powtórzyć lubińskiego scenariusza – oto plan Lecha w nadchodzącym starciu z „Nafciarzami”. W poprzedniej kolejce piłkarze prowadzeni przez Dariusza Żurawia przez znaczną część meczu dominowali nad Zagłębiem i wydawało się, że ich jednobramkowe prowadzenie nie jest niczym zagrożone, ale w samej końcówce podopieczni Martina Szeweli w zaledwie pięć minut zanotowali dwa trafienia i ostatecznie to oni cieszyli się z trzech punktów.
Mimo to poznaniacy w dobrych humorach przystępują do dzisiejszej rywalizacji. W zeszły czwartek lechici bez większych problemów ograli łotewską Valmierę 3:0 i awansowali do drugiej rundy eliminacji do Ligi Europy.
Wicemistrzowie Polski nie dali przeciwnikom żadnych szans. Przebieg boiskowych wydarzeń był nieustannie przez nich dyktowany. I właśnie tą pucharową postawę „Kolejorz” chce teraz przełożyć na ligowe zmagania.
„Musimy się szybko obudzić po tamtej porażce i z Wisłą zaprezentować co najmniej tak dobrą grę jak przeciwko Zagłębiu, ale tym razem zakończyć to dużo lepszym wynikiem. Już to spotkanie z Valmierą było sposobem na powetowanie sobie porażki z Zagłębiem, ale teraz musimy zrobić jeszcze raz to samo w lidze” – powiedział Jakub Moder w rozmowie z klubowymi mediami.
Na ich korzyść gra bilans ostatnich meczów. Na stadionie mieszczącym się przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu Lech notuje godną podziwu passę przeciwko płockiej Wiśle. Po raz ostatni poznaniacy musieli uznać wyższość „Nafciarzy” 22 marca 2006 roku (0:1). Cytowany wcześniej Moder miał wówczas niecałe siedem lat (!)
Ale to nie wszystko. Gracze dowodzeni przez Radosława Sobolewskiego mają za sobą wyjątkowo krótki okres przygotowawczy. Jeden z wiślaków zachorował na covid-19 i cały zespół został poddany tygodniowej kwarantannie, co znacznie zaburzyło przedsezonowy plan. „Straciliśmy tydzień będąc na kwarantannie, a następnie udaliśmy się na obóz do Uniejowa. Mam nadzieję, że optymalnie wykorzystaliśmy ten czas” – powiedział Sobolewski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.