Nawiązując do starej opinii Antonio Conte, Serie A za dotknięciem czarodziejskiego Cristiano Ronaldo zmieniła się ze zwykłej pizzerii w restaurację oznaczoną gwiazdką Michelin, a najwykwintniejszym w niej daniem będzie Juventus.
Przybycie Cristiano Ronaldo do Juventusu ma naznaczyć nową erę dla klubu i całej Serie A. (foto: Reuters)
Dawny trener Starej Damy kiedyś założył, że ojczyzna niczym lepszym niż Juventus i reprezentacja go nie poczęstuje, z kolei z nimi wyżej nie podskoczy. Zatem bez żalu zostawił własne podwórko dla nieograniczonych możliwości Chelsea i tętniącej transferami Premier League. Ku własnemu i nie tylko własnemu zaskoczeniu, szybciej niż przypuszczał, zobaczył Serie A wystrojoną na bogato. Tego lata na zakupy wydała blisko miliard euro (i prawdopodobnie do 17 sierpnia, kiedy zamknie się okienko transferowe, go przekroczy – zresztą tak jak poprzedniego lata), mniej tylko od Anglii. To dość, żeby wyostrzyć apetyty na wielką ucztę, nawet kogoś tak wybrednego jak Conte, który teraz z miłą chęcią przysiadłby się do stołu suto zastawionego nie tylko przez Juventus, ale też Inter, Milan, Romę i Napoli (niewykluczone, że w którymś momencie to nastąpi – Milan?).
TŁO TEŻ WAŻNE
W XXI wieku na miano przełomowych, w jakimś sensie epokowych wydarzeń w lidze włoskiej na pewno zasłużyły: transfer Zlatana Ibrahimovicia do Juventusu, zatrudnienie Jose Mourinho przez Inter, koniec ery Massimo Morattiego i Silvio Berlusconiego, objęcie sterów Juve przez kolejnego z rodu Agnellich. 10 lipca 2018 roku do tej listy dopisał się transfer Cristiano Ronaldo. Kazał on spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy, ale skupmy się na dwóch. Po pierwsze, uświadomił, jak mocnym finansowo przedsiębiorstwem stał się Juventus, którego roczny budżet lada moment przekroczy 400 milionów euro. Po drugie – jak bardzo zdeterminowany, wręcz oszalały jest na punkcie Ligi Mistrzów. W osobie Portugalczyka kupił – tu niech każdy wpisze cyfrę według własnego uznania – XXL procent na jej wygranie.
Oczywiście trudno ten ruch Juve odrzeć z towarzyszących mu ogromnych emocji i szaleństwa, które ogarnęło kibiców, ale może warto. Na chłodno wygląda jak korporacyjny układ polegający na ściągnięciu z najlepszej do dobrze prosperującej firmy wybitnego menedżera po to, żeby przegonić na rynku wszystkie grube ryby. Zaraz i natychmiast. Nie ma czasu do stracenia. To zimna i raczej krótkoterminowa kalkulacja na zasadzie: my ci zapłacimy tyle, ty nam dasz tyle, a tyle sami zarobimy. Słupki rosną na wielu polach: marketingowym, giełdowym, mediów społecznościowych, turystycznym. I systematycznie będą zbliżały do 350 milionów zainwestowanych w tę chodzącą żyłę złota. Bez względu na efekt sportowy, jakoś trudno sobie wyobrazić, że Portugalczyk wypełni w nowym miejscu pracy trzyletni kontrakt.
Na pewno teraźniejszy portret Ronaldo idealnie wpisuje się w juventusowe ramy, w których zawsze mieściły się efektywność przed efektownością, perfekcjonizm, DNA zwycięzcy. On nadał temu wyraźniejszych kolorów. Tło też będzie ważne i na nie w Turynie nie pożałowali pieniędzy: wykupienie Douglasa Costy z Bayernu to 40 milionów, drugie tyle kosztował prawy obrońca Joao Cancelo, co ustawiło go tuż za najdroższym defensorem w historii klubu Lilianem Thuramem, znaczną podwyżkę niebawem dostanie Miralem Pjanić. Jeśli coś w tym perfekcyjnym planie budzi niepokój, to wiek gwiazdy i niewiara w to, że posiadła wiedzę na temat eliksiru młodości.
Jeszcze żaden klub w historii aż tyle nie zainwestował w 30-latków: 100 milionów w Ronaldo plus 35 w Leonardo Bonucciego (wymiana z Milanem na Mattię Caldarę) plus przedłużenie kontraktów z Giorgio Chiellinim i Andreą Barzaglim. Średnia wieku kadry wynosi 27 lat, 2 miesiące i 12 dni, mimo odejścia Gianluigiego Buffona i Stephana Lichtsteinera wzrosła w porównaniu do poprzedniego sezonu o półtora miesiąca. Młodość w osobach Rolando Mandragory, Alberto Cerriego, wicemistrza Europy do lat 19 Moise Keana, króla amerykańskiego tournee (trzy gole) Andrei Favillego niech rozwija skrzydła gdzie indziej. Lub w drużynie rezerw. To kolejne pole, na którym Juventus wyprzedził krajową konkurencję. Po trwających od kilku lat debatach i naciskach ze strony klubów Lega Calcio (organizacja zarządzająca rozgrywkami) zapaliła zielone światło. Wielu więc zabrało się do roboty, Milan już zatrudnił Marco Simone w roli trenera, ale w sierpniu go zwolnił, bo organizacyjnie przeliczył się z siłami, podobnie jak inni. Wyjątkiem był Juventus i zgłosił rezerwy do trzeciej ligi.
DROŻSZY OD PIENIĘDZY
Groźnie na Juventus i jego chrapkę na ósmy tytuł z rzędu pomrukują gospodarze San Siro. A to donośne mruczando. W poprzednim sezonie domowe mecze Interu zgromadziły milionową publiczność, co przełożyło się na średnią 57 tysięcy, drugi w tej klasyfikacji Milan miał o 5 tysięcy niższą frekwencję, ale za to najwięcej w lidze sprzedanych abonamentów. W wakacje czarno-niebiescy wyszli na prowadzenie w tym drugim wyścigu, ogłaszając sold out na liczbie 38 tysięcy karnetów, co oznaczało wzrost o 20 procent. Popyt i entuzjazm rosły stopniowo. Zaczęło się w maju od wywalczonego w dramatycznych okolicznościach czwartego miejsca w lidze. Powrót do Ligi Mistrzów pociągnął za sobą spektakularną, prawie jak za czasów prezydenta Morattiego, kampanię transferową.
Największy strumień pieniędzy porwał z Romy Radję Nainggolana. Ulubieńcowi Luciano Spallettiego i zarazem znanemu nonkonformiście palone papierosy i inne zwyczaje dalekie od tych panujących w domu Ronaldo nie odbierają tytułu największego walczaka w lidze. To również ktoś, kto niewidzialną nicią łączy poszczególne formacje, od obrony do ataku. Do rewolucji, ale już z pomocą dużych promocji, doszło w defensywie, która w składzie Samir Handanović, Sime Vrsaljko, Stefan De Vrij, Milan Skriniar i Kwadwo Asamoah prezentuje się na miarę Ligi Mistrzów. Aż trzy nowe w klubie, ale już opatrzone w Europie twarze i tylko 24 miliony wydane na chorwackiego wicemistrza świata. A przecież łowienie darmowych lub bardzo tanich okazji to do tej pory było tylko specjalnością Juventusu, który do worka z Andreą Pirlo, Paulem Pogbą, Danim Alvesem, Samim Khedirą czy Kingsleyem Comanem tego lata dorzucił Emre Cana.
Wprawdzie za Lautaro Martinezem stały konkretne kwoty, ale po meczach towarzyskich Argentyńczyk zostawił wrażenie droższego od zainwestowanych w niego pieniędzy. To jakby lepsza wersja Ezequiela Lavezziego. Szybki, przebojowy, skuteczny, idealny partner dla Mauro Icardiego, dla którego żona-menedżer lada dzień wychodzi nowy kontrakt i kolejną podwyżkę. Jednak ich wszystkich nowych i starych, silnych i wysokich, pięknych i bogatych może odesłać do narożnika chudzinka z Chorwacji. Luka Modrić nagle zapałał wielką i oczywiście odwzajemnioną miłością do Interu. Najlepszy piłkarz świata i najlepszy piłkarz mistrzostw świata w jednej lidze to dla Serie A wyglądałoby jak wskoczenie do kapsuły czasu i przeniesienie do cudownych lat 80. XX wieku, kiedy cieszyła się wszystkim, co najlepsze w futbolu.
KLUB ZA DŁUGI
W Milanie szala niebezpiecznie przechylała się na stronę z napisem zrobieni w bambuko. Chiński sukcesor Berlusconiego okazał się krętaczem i nierzetelnym kredytobiorcą. Li Yonghong, którego interesy i majątek z transparentnością niewiele miały wspólnego, przez rok z okładem, dokładnie 452 dni, pożyczał na lewo i prawo, zwodził i łudził otoczenie głośnymi transferami, ale kiedy przyszło spłacać zobowiązania, ślad po nim zaginął. W ten sposób do gry wszedł fundusz inwestycyjny Elliott Paula Singera, który przejął klub za długi i sprawnie wziął się za naprawianie utraconej reputacji Milanu. Mianował nowego prezydenta, którym został Paolo Scaroni, zatrudnił na stanowisku dyrektora generalnego Leonardo, który w przeszłości dał się już poznać w wielu rolach. Brazylijczyk po dziewięciu latach (aż trudno uwierzyć, że aż tyle to trwało) otworzył bramy Milanello przed Paolo Maldinim. Od września znajdzie się miejsce i praca dla innej legendy – Kaki.
Elliott na tyle uwiarygodnił finanse Milanu, że Trybunał Arbitrażowy w Lozannie cofnął zakaz gry w Lidze Europy. Szala odbiła w drugą stronę, ale nikt nie przypuszczał, że opadnie przy nazwisku Higuain. No to można było bić w dziękczynne dzwony i bez cienia żalu przegonić Nikolę Kalinicia i Andre Silvę, bo oto nadchodził król strzelców wszech czasów (36 goli w sezonie 2015-16), snajper z dorobkiem 111 goli w Serie A, za którego Juventus zapłacił dwa lata wcześniej rekordowe 90 milionów, a do Milanu puścił za zaledwie 54.
MŁODE WOJSKO I DEZERTER
Problem bramkarza łączy trzy wielkie kluby. Mediolan zostawiamy w spokoju, ponieważ i tak znakomitemu Handanoviciowi długo oczekiwany debiut w Lidze Mistrzów bez wątpienia doda skrzydeł, natomiast Gianluigiemu Donnarummie – już ze świadectwem dojrzałości w szufladzie (maturę z rocznym opóźnieniem zdał w lipcu) – w osiągnięciu pełni bramkarskiej dojrzałości będzie pomagał profesor Pepe Reina i efekty muszą przyjść.
Pod lupę bierzemy Turyn, Rzym i Neapol. Wojciech Szczęsny wprawdzie w poprzednim sezonie nie dostarczył powodów do pesymizmu, wprost przeciwnie, ale co innego, kiedy zawsze można było się odwołać do instancji Buffona. Bez niego jak bez ręki. W sercach kibiców kryje się niepewność, a margines błędu Polak ma niewielki, jakby nie daj Boże coś, to za plecami czai się reprezentant Włoch – Mattia Perin. Roma po dokonaniu transferu stulecia z Alissonem Beckerem w roli głównej postawiła na Robina Olsena. Szweda, który wcześniej raz wyściubił nos poza Skandynawię i wracał z Grecji z podkulonym ogonem. Jego wizerunek ociepliły występy w reprezentacji, nie wyłączając turnieju w Rosji. Uwagę od słabego CV nowego bramkarza i korupcyjnej burzy, która rozpętała się wokół budowanego nowego stadionu, musiały odwrócić inne nabytki Monchiego. On konsekwentnie stawiał na młode wojsko: Bryan Cristante, Justin Kluivert, Ante Corić i William Bianda gotowi są do ataku na rozkaz jedynego nowego oficera Javiera Pastore. Argentyńczyk został kupiony za nieco więcej niż połowę tego, za ile był sprzedawany do PSG w 2011 roku. W Paryżu zawsze w cieniu innych i mający skromny wpływ na 19 tytułów, w Rzymie będzie odpowiadał za efekty specjalne i starał się przypominać czasy wielkiego Kaki, do którego był porównywany.
Podwójnie straciło Napoli. Nie zatrzymało Reiny i na dłuższy czas oddało w ręce lekarzy i rehabilitantów wartego 22 miliony Aleksa Mereta. Ostał się Orestis Karnezis, któremu jednak dość niskie noty wystawiły mecze towarzyskie, a znaki zapytania namnożyła klęska 0:5 z Liverpoolem. Dlatego w kręgu zainteresowań znalazł się jeszcze Guillermo Ochoa. Na razie wszystkie pryszcze na licu Napoli pudruje idylliczna wręcz relacja między prezydentem Aurelio De Laurentiisem a Carlo Ancelottim, który po dziewięciu latach tułaczki powrócił na łono ojczyzny. Zapozowali do pierwszego zdjęcia w bondowskim stylu i zabrali się do wykonania mission impossible: poprawić niemal doskonałe dzieło Maurizio Sarriego. Ancelotti ruszył do akcji uzbrojony – tak jak ostatnio zwykł to robić – w syna Davide asystenta, zięcia Mino Fulco dietetyka, w nowinki naukowe oraz urok osobisty, który pomógł zatrzymać w klubie Marka Hamsika i Driesa Mertensa i z marszu zdobyć gorące serca neapolitańczyków. On jest aniołem, a diabłem niezmiennie De Laurentiis, który finalizuje zakup działki pod budowę centrum treningowego (Juventus już ma) i stadionu, wzorowanych na Manchesterze City, ale zaplanowana pojemność na ledwie 30 tysięcy tylko przysporzyła mu wrogów. Bez względu na wyniki istnieje ryzyko, że w tym sezonie frekwencja nie będzie dużo wyższa. Z powodu modernizacji San Paolo przed przyszłoroczną Uniwersjadą Napoli jako jedyny klub w lidze nie zorganizowało kampanii abonamentowej.
W DZIESIĘCIU KLUBACH
Powiedz mi, na co stać przeciętne i słabe kluby w twojej lidze, a odpowiem, jaka jest jej siła. Serie A wprawdzie jeszcze daleko do Premier League, ale w tej kategorii naprężyła muskuły i kilka starych rekordów posłała na deski. W Atalancie najdroższym jest Duvan Zapata, w SPAL – Andrea Petagna, w Cagliari – Cerri, w Udinese – Mandragora, w Empoli – Antonino La Gumina, Sassuolo stać było na Kevina-Prince’a Boatenga, Torino wydało 50 milionów. Oprócz dwucyfrowych liczb oznaczających miliony, maluczcy zasłużyli na uwagę z innych powodów. Wzorem jest Atalanta, która rozpycha się coraz mocniej także w Lidze Europy. Wynik sportowy poprzedzała praca u podstaw: inwestycje w wychowanków i ośrodek treningowy dla nich, wykupienie od miasta stadionu i budowa na jego gruzach nowego, prywatnego, stawianie na młodych, na których w ostatnich dwóch latach zarobiła 140 milionów, a co najmniej tyle samo ukrywa się w obecnej kadrze.
W Atalancie za głębokimi zmianami stoi stabilizacja, w Udinese nie obyło się bez rewolucji. Trenerski angaż dostał Hiszpan Julio Velazquez z drugoligowego Alcorcon – to nie tylko jedyny cudzoziemiec w całej lidze, ale też pierwszy szkoleniowiec urodzony w latach 80. Piłkarze z roczników 2000+ już pojawiali się na boiskach Serie A i na to też liczy Francesco Renzi, syn byłego premiera kraju Matteo Renziego. Przed nim długa droga, bo na razie trenuje z juniorami Udinese, ale jego postępy uważnie śledzą media. Nic jeszcze nie było o Lazio i Fiorentinie, bo niewiele ciekawego się działo. W Lazio za największy sukces należy uznać ustalenie zaporowej (na razie) ceny za Sergeja Milinkovicia-Savicia, z nowości uwagę przykuła zmiana stanu cywilnego przez Simone Inzaghiego. Jeśli w najbliższej przyszłości będzie mu się wiodło również w życiu zawodowym, to w grudniu stanie do rywalizacji z bratem Filippo – nowym szkoleniowcem Bolonii. W 18 kolejce zapowiada się braterski pojedynek bez precedensu. Fiorentina skutecznie przepędziła wszystkich kandydatów ubiegających się o nogi Federico Chiesy i zamierza przyciągnąć kibiców popisami ofensywnego tercetu w składzie Chiesa – Giovanni Simeone – Marko Pjaca. Spod topora uciekła Parma, której za dość wymowną wymianę SMS-ów dwóch piłkarzy przed ostatnią kolejką Serie B groziło cofnięcie awansu, później minus 5 punktów na starcie sezonu, a stanęło na karze finansowej. Natomiast sąd nad Chievo w sprawie niezgodnego z prawem zawyżania wartości zawodników rozpocznie się we wrześniu.
Ostatni akapit oddajemy Polakom. Najdroższy był Łuksza Skorupski, który wzmocnił Bolognę. 12 golami w sparingach najlepszą prasę zdobył Krzysztof Piątek z Genoi. Największym pechowcem okazał się Piotr Zieliński, który doznał urazu prawej stopy. Najbardziej niespokojny miał prawo być Arkadiusz Milik, ogłuszany doniesieniami o staraniach Napoli o Cavaniego. Reszta we względnej ciszy zdobywała nowe przyczółki lub walczyła o utrzymanie zajętych w poprzednim sezonie pozycji.
Z gwiazdą nad gwiazdami, uzbrojoną po zęby i zdeterminowaną konkurencją Juventusu, Polakami rozsianymi po 10 klubach, Serie A szykuje w tym sezonie taką ucztę, że aż ślinka cieknie. Poczujemy niebo w gębie.