Cóż to był za wieczór z włoskim futbolem! Cóż to była za reklama Serie A! W jednym z największych szlagierów tego sezonu Juventus pokonał Napoli (4:3) strzelając zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry.
Cóż to było za spotkanie (fot. Reuters)
Na takie spotkania jak to w Turynie kibice we Włoszech czekają szczególnie. Nie może to jednak dziwić, ponieważ jak Italia długa i szeroka wszyscy zastanawiają się, czy Napoli będzie w końcu w stanie złamać dominację Juventusu na krajowych boiskach? Już w drugiej kolejce mogliśmy poznać odpowiedź na to pytanie i zobaczyć, kto w tym starciu gigantów znajduje się aktualnie w lepszej formie.
Sobotni mecz od początku był wyrównany, a pierwszą znakomitą okazję strzelecką stworzyli sobie goście. Bardzo dobrze sprzed pola karnego przymierzył Allan i kiedy wydawało się, że piłka tuż przy słupku wpadnie do siatki, na wysokości zadania stanął Wojciech Szczęsny, który w ostatniej chwili sparował futbolówkę na rzut rożny.
Jak się okazało, niewykorzystana szansa zemściła się na piłkarzach spod Wezuwiusza, ponieważ od wspomnianej akcji upłynęło zaledwie kilka minut, a już na prowadzeniu był Juventus. W roli głównej wystąpili Douglas Costa i rezerwowy Danilo. Pierwszy popędził z piłką na bramkę gości i wystawił piłkę do kolegi, który z bliska już nie mógł się pomylić.
Zanim podopieczni Carlo Ancelottiego zdążyli zewrzeć szyki po ciosie, Juventus już wyprowadził kolejny. Tym razem swoimi umiejętnościami popisał się Gonzalo Higuain, który przed bramką ośmieszył Kalidou Koulibaly’ego, nawijając go na prosty zwód i uderzając pod poprzeczkę. Cóż za trafienie Argentyńczyka!
Napoli nie miało praktycznie nic do powiedzenia na boisku. Goście grali chaotycznie, bez pomysłu, a wszystkie ich próby były tłumione w zarodku przez znakomicie zorganizowany Juventus.
Kiedy w drugiej połowie na 3:0 podwyższył Cristiano Ronaldo, który płaskim strzałem pokonał Alexa Mereta, wydawało się, że jest już po wszystkim. Gospodarze kontrolowali wszystkie aspekty wydarzeń na boisku, jednak moment rozluźnienia kosztował ich bardzo drogo. W 65. minucie dobre dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Kostas Manolas, który głową pokonał Wojciecha Szczęsnego.
Zdobyta bramka pobudziła gości do walki i po upływie zaledwie trzech minut wynik brzmiał już tylko 2:3 na korzyść Juventusu. Kolejny szybki atak Napoli zdołał wykorzystać Piotr Zieliński, który znalazł się na skrzydle i dostrzegł wbiegającego pod bramkę Hirvinga Lozano. Ten okazji nie zmarnował i goście wrócili do gry.
To jednak wciąż nie był koniec emocji w Turynie. Neapolitańczycy zrozumieli, że warto walczyć, ponieważ Juventus chwieje się na nogach i straty można odrobić. Jak się okazało, niemożliwe stało się faktem w 81. minucie, kiedy to po wrzutce w pole karne do piłki dopadł Giovanni Di Lorenzo, który z bliska praktycznie wepchnął ją do siatki. Niewiarygodna historia!
Kiedy już wydawało się, że mecz zakończy się remisem, na boisku doszło do kolejnego trzęsienia ziemi. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry Koulibaly niefortunnie interweniował we własnym polu karnym, a jego samobójcze trafienie pogrążyło Napoli. Goście odrobili trzy gole straty, tylko po to, by na końcu wszystkich rachunków ich serca przebił ten, który zazwyczaj nie zawodzi.