Starcie beniaminków nie zapowiadało się na ciekawy spektakl, jednak obie drużyny sprezentowały kawał dobrego meczu. Termalica była blisko zwycięstwa, jednak gospodarze na ostatnią chwilę zdołali wywalczyć jeden punkt.
Dla obu drużyn sobotni mecz miał spore znaczenie. Termalika w ostatniej kolejce zanotowała pierwsze zwycięstwo w tym sezonie, natomiast Radomiak oczekiwał na pierwszą wygraną od 20 sierpnia sierpnia. Zestawienie drużyn i pora rozgrywania spotkania nie wskazywała na to, że w Radomiu będziemy oglądać widowisko wysokich lotów.
Już od pierwszych minut spotkanie było niezwykle dynamicznie i lepiej prezentowali się gracze Termaliki, którzy odważnie przeszli do ofensywy i poszukiwali sposobu na złamanie defensywy gospodarzy. Aktywny był Roman Gergel, który w pojedynkę próbował kreować akcje Termaliki i szukał wolnej przestrzeni do oddania strzałów. Brakowało jednak skuteczności w dograniu oraz wykończeniu akcji.
Później Radomiak zaczął się rozkręcać, Leandro w swoim stylu huknął zza pola karnego i piłka nieznacznie przeleciała nad poprzeczką. Ciekawie działo się po 25. minucie, kiedy to Termalika trafiła do siatki, jednak sędzia nie uznał trafienia. Dwie minuty później piłkarze Radomiaka również pokonali bramkarza przyjezdnych, jednak i w tym wypadku gol nie został uznany. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, jednak sporo działo się na murawie w Radomiu.
Druga połowa rozpoczęła się znakomicie dla zawodników Mariusza Lewandowskiego. Michał Hubinek dośrodkował w pole karne Radomiaka i skutecznie odnalazł tam Adama Radwańskiego. Gracz Termaliki skutecznym uderzeniem głową skierował piłkę do siatki i dał prowadzenie gościom. Radwański wpisał się na listę strzelców raptem kilka minut po tym, jak pojawił się na boisku.
Po dobrym początku drugiej części spotkania Termalika znów zgasła i Radomiak do końca meczu zdominował gości. Piłkarze Banasika nie grali jednak dobrze, nie potrafili wyrównać wyniku spotkania. W kilku sytuacjach byli blisko strzelenia bramki na wagę remisu, jednak byli bardzo nieskuteczni. Sztuka ta udała się dopiero w czwartej minucie doliczonego czasu drugiej połowy, Matos na raty pokonał Łukasza Budziłka i na ostatnią chwilę dał punkt swojej drużynie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.