Po odejściu Edena Hazarda, N’Golo Kante miał zostać nowym liderem Chelsea. Misja zakończyła się niepowodzeniem, lecz drużyna znacząco z tego tytułu nie ucierpiała. Nie inaczej stanie się, jeśli pomocnik już w tym sezonie nie zagra.
W sezonie 2019/20 N’Golo Kante wystąpił w zaledwie 22 z 42 meczów Chelsea. Niewykluczone, że już owego bilansu nie poprawi. (fot. Reuters)
Scenariusz nie jest przesądzony, ale nie sposób go wykluczyć. Francuz nie ma bowiem przekonania co do tego, że powrót na boisko w czasie pandemii jest bezpieczny. Obawia się o zdrowie swoje oraz najbliższych, czemu trudno się dziwić: w wieku jedenastu lat stracił ojca, przed ostatnim mundialem na zawał serca zmarł jego brat, a on sam zemdlał po jednym z treningów, który odbył się kilka miesięcy wcześniej. Teraz mistrz świata nie przygotowuje się do wznowienia rozgrywek wspólnie z kolegami. Stawia na ćwiczenia indywidualne. Jego decyzję rozumieją i wspierają zarówno władze klubu, jak i Frank Lampard. Przychodzi im to o tyle łatwiej, że zespół nauczył się funkcjonować bez 29-latka.
CO DWIE PARY NÓG, TO NIE TRZY
Plan na sezon zakładał kompletnie co innego. Kante był typowany do zastąpienia Hazarda w roli boiskowego głównodowodzącego The Blues. Nie tyle w kwestii bezpośredniego udziału w akcjach ofensywnych – choć w poprzednich rozgrywkach zanotował pod tym względem swój najlepszy bilans na boiskach Premier League (4 gole i 4 asysty) – co wyznaczania standardów prezentowanego poziomu sportowego. Miał ku temu wszelkie predyspozycje. Nie bez kozery od lat uważa się go za wzór profesjonalisty i jednego z najlepszych pomocników na świecie. Nieprzypadkowo przed startem zmagań został ochrzczony mianem jedynego piłkarza ze ścisłego topu dyscypliny w kadrze Chelsea.
Dlaczego więc próba wejścia w buty Belga, który przeprowadził się latem do Madrytu, zaowocowała fiaskiem? Podstawową przeszkodą okazały się problemy zdrowotne. Ich korzeni należy szukać w końcówce ubiegłego sezonu. Francuz doznał wówczas urazu kolana, który mógł uniemożliwić mu udział w finale Ligi Europy. Ostatecznie tak się nie stało, lecz występem w Baku były zawodnik Leicester przepłacił powołanie na czerwcowe zgrupowanie reprezentacji.
Kolejne miesiące były niewiele lepsze. W lipcu Kante skrócił swoją obecność na przedsezonowym tournee klubu po Japonii, by skupić się na rehabilitacji w Londynie. W sierpniu nabawił się kontuzji kostki, która wykluczyła go z gry na miesiąc. W październiku miał kłopot z pachwiną, zaś na przełomie lutego i marca zmagał się z problemami mięśniowymi. – Sądzę, że problemem N’Golo jest kompletne wyczerpanie. Od czterech lat nie miał właściwej przerwy, a jego styl gry wymaga ogromnych pokładów energii. Jeśli taki piłkarz doznaje kontuzji, często jest to początek całej serii urazów – stwierdził w rozmowie z „The Athletic” David Chidgey, członek jednego z fanklubów ekipy ze Stamford Bridge. Z uwagi na bunt ciała, francuski mistrz świata wystąpił w tym sezonie w zaledwie 22 z 42 meczów The Blues.
Kiedy już wybiegał na boisko, często nie był w stanie nawiązać do poziomu, który prezentował w poprzednich latach. Wyjątek stanowiły spotkania z Liverpoolem. Zarówno w starciu o Superpuchar Europy, jak i w rywalizacji ligowej, 29-latek był jednym z najlepszych piłkarzy Chelsea, która przegrała obie potyczki. W pozostałych meczach Kante rzadko się wyróżniał, za co odpowiedzialne są także taktyka oraz pomysł na funkcjonowanie zespołu, preferowane przez Franka Lamparda.
Anglik pragnie, by jego pomocnicy byli „pozytywni” w grze. Co kryje się pod tym określeniem? Jak najwięcej podań do przodu, odważny drybling i udział w akcjach ofensywnych, najlepiej pod postacią goli. Ułatwieniem ma być ustawienie drużyny – w Premier League szkoleniowiec najczęściej decydował się na system 1-4-3-3. Ani wymagania, ani pozycja u boku dwóch kolegów biegających z nim w jednej linii nie korelują jednak z naturalnymi predyspozycjami N’Golo. Na swój status zapracował on znakomitą prezencją w destrukcji i instynktem defensywnym. Grając jako połowa cofniętego duetu. Tworząc tercet, ma mniej kontaktów z piłką, notuje mniej odbiorów, kreuje mniej sytuacji partnerom oraz zalicza mniej passów do przodu, a także w ostatniej tercji boiska. Ogólnie rzecz ujmując, ma najskromniejszy wpływ na poczynania zespołu od momentu przeprowadzki do Londynu. Dla The Blues nie stanowi to jednak problemu.
KORZYSTNIEJ BEZ KANTE
Wszystko dzięki tym, którzy występują z lub zamiast Kante. W pierwszej kolejności są to Jorginho, Mateo Kovacić i Mason Mount.
Włoch jest jednym z tych piłkarzy Chelsea, którym Lampard ufa najbardziej i na których stawia najchętniej. Więcej minut od wicekapitana drużyny uzbierał tylko kapitan – Cesar Azpilicueta. Były pomocnik Napoli przeszedł przy tym transformację z persona non grata w ulubieńca trybun. Co zmieniło się w jego grze w zestawieniu z kadencją Maurizio Sarriego? Niewiele. Nadal jest najczęściej podającym członkiem kadry (w starciach ligowych zalicza najwięcej passów do przodu), przyjmuje i rozdziela piłki pod naciskiem rywali, a do tego aktywnie udziela się w destrukcji (na poziomie Premier League notuje więcej przechwytów od Kante i Kovacicia).
Jorginho to również samozwańczy lider i dyrygent boiskowych poczynań The Blues. Na Stamford Bridge trudno znaleźć bardziej wokalnego zawodnika od niego. Instrukcje wydawane przezeń kolegom raz po raz przebijają się przez doping trybun. I to właśnie ten aspekt najintensywniej różni go od jego etatowego partnera w linii środkowej.
Mateo Kovacić, który już w wieku siedemnastu lat kapitanował drużynie Dinama Zagrzeb, jest typem cichego przywódcy. Biegle włada pięcioma językami, lecz na murawie przemawia przede wszystkim czynami. Nie ma przypadku w tym, że stanowi ścisłą czołówkę angielskiej ekstraklasy pod względem dystansów przebieganych z futbolówką przy nodze. Wykręca tak średnio ponad 411 metrów na każde 90 minut. Najwięcej spośród piłkarzy Chelsea. Próbuje przy tym blisko 5 dryblingów (o skuteczności dobijającej do 80%) na mecz i notuje bardzo dobre statystyki odbiorów oraz podań. Do idealnie „pozytywnego” w lampardowej nomenklaturze pomocnika brakuje mu tylko liczb w ofensywie. Dwa gole i trzy asysty to bilans słabszy od i tak przeciętnego w tej kwestii Jorginho (siedem i dwa).
Za atak odpowiada w znacznej mierze uzupełniający trio Mason Mount. Jego sześć trafień i pięć finalnych passów stanowi ekwiwalent 20% bramek, jakie The Blues zdobyli dotąd w lidze. 21-latek ma o tyle łatwiej, że jest jedynym zawodnikiem londyńczyków, który wystąpił we wszystkich spotkaniach zawieszonego aktualnie sezonu Premier League. Poza nią opuścił zaledwie jeden mecz. Z Grimsby Town, w Pucharze Ligi.
Anglik jest bardzo uniwersalnym piłkarzem. Potrafi grać jako jeden z trzech pomocników ustawionych w linii, „dziesiątka” oraz skrzydłowy. Niewątpliwie sprzyja to jego opiekunowi, z którym łączy go wyjątkowa więź. Pracują wspólnie już drugi rok, lecz wcześniej czynili to pod szyldem Derby County. Często zostają razem po treningach, by ćwiczyć zachowania w ataku. Kto jak kto, ale Frank Lampard ma w tym aspekcie sporo do przekazania. Nie waha się też stawać w obronie swojego podopiecznego. Kiedy Jose Mourinho skrytykował Mounta za występ w inaugurującym rozgrywki spotkaniu na Old Trafford, menedżer Chelsea odparł: – Nie podobała mu się gra Masona Mounta? Naprawdę tak powiedział? Wow.
Współpraca wyżej opisanego tercetu sprawia, że nieobecność tudzież niezadowalająca dyspozycja Kante nie dają się zespołowi we znaki. Ba, zdaniem niektórych wychodzi mu to na lepsze. – Słyszałem to od fanów Chelsea. Krąży wśród nich opinia, że drużyna prezentuje się korzystniej, kiedy N’Golo nie gra. Szczególnie dobrze radzą sobie Mason Mount, Mateo Kovacić i Jorginho – przyznał cytowany wcześniej David Chidgey.
DODATKI DO GARNITURU
Anglik, Chorwat i Włoch nie są jednak wszystkim, czym bez francuskiego mistrza świata może w środkowej linii pochwalić się ekipa ze Stamford Bridge. To pierwszy garnitur, który trzeba niekiedy uzupełnić dodatkami z nieco rzadziej odwiedzanych części garderoby.
Rola Billy’ego Gilmoura może się zresztą niebawem zmienić. Szkot zdaje się mieć wszystko, co potrzebne, by z drugoplanowej muszki przeistoczyć się w najchętniej przymierzany krawat. Wizję tego, jak konstruować akcje z pozycji cofniętego pomocnika. Umiejętność stwarzania kolegom opcji rozegrania piłki. Zmysł taktyczny. Niepohamowaną determinację. Jak sam przyznaje, wzoruje się na Inieście, Fabregasie, Modriciu oraz de Jongu. W przyszłości może natomiast z powodzeniem zastąpić Jorginho. Jeszcze przed zawieszeniem sezonu nieźle poczynał sobie pod nieobecność Włocha – w spotkaniu z Liverpoolem kilkukrotnie zakpił z Fabinho, w starciu z Evertonem zasłużył na miano Zawodnika Meczu.
⭐️ Man of the Match, @ChelseaFC’s Billy Gilmour 91 touches ???? 74 completed passes ???? 37 passes in opposition half ???? 92.5% passing accuracy 1st PL start, aged 18 years & 271 days pic.twitter.com/dTmXdwec6g
— Sky Sports Statto (@SkySportsStatto) March 8, 2020
W końcówce poprzednich rozgrywek takie tytuły zgarniali najczęściej Eden Hazard oraz… Ruben Loftus-Cheek. Temu drugiemu szczególnie dobrze wiodło się w Lidze Europy, lecz prawdziwie imponujący był jego całościowy bilans. W 40 występach skompletował 10 trafień i 5 asyst. Być może byłoby tego jeszcze więcej, gdyby nie uraz, którego Anglik nabawił się w maju ubiegłego roku. W trakcie sparingu z New England Revolution 24-latek poważnie uszkodził ścięgno Achillesa. Po prześwietleniu okazało się, że w swej strukturze przypomina ono koński ogon. W trakcie rehabilitacji mięsień miał skurczyć się o połowę. Powrót do pełni sił zajął pomocnikowi dziesięć miesięcy.
Gdyby nie to, Loftus-Cheek mógłby liczyć na sporo szans na grę. – Ruben potrafi strzelać, dryblować i szybko biegać. Ma ogromne możliwości. Jedynym, czego potrzebuje, są regularne występy w dłuższej perspektywie czasowej – chwalił byłego kolegę z zespołu Robert Green. W rozmowie z „Daily Mail” wtórował mu Lampard: – Umiejętności, które posiada (Loftus-Cheek – przyp. MS), sprawiają, że jest jednym z najbardziej ekscytujących angielskich pomocników. Bardzo prawdopodobne, iż po wznowieniu zmagań szkoleniowiec postawi na kolejny dorodny owoc akademii Chelsea.
Oprócz „wygryzienia” wyżej wspomnianych piłkarzy, będzie on musiał wygrać rywalizację z Rossem Barkleyem. Ten wprawdzie podpadł menedżerowi kłótnią z taksówkarzem oraz tańcem bez koszulki w trakcie pobytu w Dubaju (leczył wówczas kontuzję), ale nadal stanowi dla drużyny wartość dodaną. Maurizio Sarri określił go swego czasu mianem kompletnego. Z kolei Eden Hazard mówi o nim w następujący sposób: – Jeśli zapewni się Rossowi pewność siebie i swobodę na boisku, może on być jednym z najlepszych pomocników na świecie. Jest silny, inteligentny, potrafi dryblować, zdobywać bramki i zaliczać asysty.
Kiedy w poprzednich oknach transferowych włodarze Real Madryt i PSG próbowali sprowadzić N’Golo Kante do swoich klubów, spotykali się z kategoryczną odmową. Na Stamford Bridge nikt nie wyobrażał sobie drużyny bez Francuza. I o ile pozbycie się go nadal nie stanowi intencji zarządu Chelsea, o tyle zespół dowiódł, że jest w stanie funkcjonować bez niego. Robił to, kiedy 29-latek leczył urazy, poradzi sobie, jeśli mistrz świata nie przekona się do założeń „Projektu Restart”. Ma od tego cały zastęp kompetentnych ludzi.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.