FC Barcelona w piątym kolejnym finale Copa del Rey. „Blaugrana” rozbiła na wyjeździe Real Madryt (3:0) i po remisie w meczu na Camp Nou zapewniła sobie awans do decydującej rozgrywki, która odbędzie się na stadionie Realu Betis.
Barcelona w finale Pucharu Króla (fot. Reuters)
Starcia Realu Madryt z Barceloną zawsze elektryzują kibiców, jak świat długi i szeroki. Nie ma znaczenia forma poszczególnych drużyn, nie ma znaczenie stawka – jeśli piłkarze hiszpańskich gigantów spotykają się na boisku, to należy się spodziewać, że ziemia będzie się trzęsła, a kibice będą świadkami wielkich emocji. Dokładnie tak samo miało być w środowy wieczór na Estadio Santiago Bernabeu, gdzie miał się odbyć bój o awans do wielkiego finału Copa del Rey.
O ile domeną „Królewskich” w ostatnich latach była Liga Mistrzów, to Barcelona wyrosła na zdecydowanego dominatora właśnie w Pucharze Króla. Nic więc dziwnego, że Katalończycy chcieli przedłużyć swoją dobrą passę i awansować do kolejnego finału. Jego smak byłby szczególny, gdyby udało się go wywalczyć właśnie na stadionie Realu. Jeśli zaś chodzi o stołeczny klub, to ten po remisie na Camp Nou na pewno uwierzył w możliwość wyrzucenia za burtę rozgrywek odwiecznego przeciwnika.
Środowy mecz od początku był bardzo wyrównany, jednak lepsze okazje na otwarcie wyniku stwarzali sobie gospodarze. Te najlepsze miał Vinicius Junior, jednak albo Brazylijczyk okrutnie pudłował, albo na wysokości zadania stawał bardzo dobrze dysponowany Marc-Andre ter Stegen.
Swojej szansy nie zdołał również zamienić na gola będący ostatnio w znakomitej formie Karim Benzema. Znajdujący się w polu karnym Francuz uderzył zbyt słabo i niemiecki bramkarz Barcelony zdołał na czas odbić piłkę.
Głównym problemem Realu w tym meczu była właśnie nieskuteczność. Vinicius być może był efektowny, dobrze się go oglądało na boisku, ale nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ brakowało mu wykończenia. Nie imponował także wspomniany Benzema, na którego gola liczono przecież szczególnie.
Jak to w futbolu bywa – a przecież jest to największy piłkarski banał – niewykorzystane okazje lubią się mścić i dokładnie tak było w przypadku Realu. Skoro gospodarze nie chcieli strzelać, to zrobiła to Barcelona, która w wyrachowany i cyniczny sposób wyszła na drugą połowę i bezlitośnie wypunktowała przeciwnika.
Festiwal gości rozpoczął się w 50. minucie, kiedy to świetnie w polu karnym „Królewskich” znalazł się Luis Suarez i płaskim strzałem nie dał szans Keylorowi Navasowi. W 69. minucie do własnej bramki trafił Raphael Varane, a kiedy kilka chwil później karnego na trzeciego gola zamienił ponownie Suarez, było już jasne, że Real po takim nokaucie się już nie podniesie.
Wynik zmianie już ostatecznie nie uległ i po końcowym gwizdku ze zwycięstwa i awansu do finału mogli się cieszyć piłkarze Ernesto Valverde. Real gra dobrze, ale był nieskuteczny i został za to srogo skarcony. Barcelona była powiem skuteczne do bólu i wygrała różnicą aż trzech bramek.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.