– Trzeba się cieszyć, że w tak nowatorskim ustawieniu wygraliśmy spotkanie u siebie – powiedział zadowolony szkoleniowiec Cracovii, Jurij Szatałow, po tym, jak jego podopieczni pokonali Lechię Gdańsk aż 3:0.
– Moim zdaniem przeciwnik nie stworzył klarownych sytuacji, natomiast my wykorzystaliśmy nasze szanse. Poza tym dziś graliśmy w przewadze, bo pomagał nam dwunasty zawodnik, czyli publiczność – dodał Szatałow.
Trener pytany o to, jak mobilizował zawodników, stwierdził, że robił niewiele. – Największą mobilizacją nie są słowa trenera, ale to, co dany piłkarz ma w głowie. Przecież ja nie będę za każdym razem powtarzał piłkarzom tego samego. Nie, nie straszyłem ich, ja trzymam się prawa – żartował wyraźnie zadowolony trener.
Po raz kolejny niezawodnym punktem drużyny był Wojciech Kaczmarek. Kiedy zapytano Szatałowa, czy miał tzw. nosa, stawiając na tego golkipera, Rosjanin nie zaprzeczył: – Widzi pan mój nos? – zwrócił się w stronę dziennikarza. – Nieduży, ale czasami coś podpowiada. A Wojtek, skubaniec, przywiązał się do tej bramki i nie chce puścić – śmiał się trener „Pasów”.
– Jeśli natomiast chodzi o zmiany, to Saidi [Ntibazonkiza] i Visnakovs pokazali, że już nie chcą grać, więc ich zdjąłem. Saidi zresztą jest zmęczony po meczach w drużynie narodowej [pomocnik ostatnio grał w reprezentacji Burundii]. – dodał.
– Staramy się nie patrzyć na wyniki innych spotkań, chcemy grać jak najlepiej i zdobywać punkty – podsumował Szatałow, dla którego był to dziesiąty mecz ligowy na stanowisku opiekuna Cracovii.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.