Mało który trener był tak chwalony w ostatnim sezonie. Jego Empoli, choć wyprzedziło tylko pięć zespołów i blisko połowę meczów zremisowało, to wniosło nową jakość do Serie A. Potrafiło grać niekonwencjonalnie, realizowało odważny plan trenera znikąd, który stawiał na szybkość, ruchliwość, ofensywę i pomysłowość wykonywania stałych fragmentów gry. I przede wszystkim potrafiło postawić się wielkim, o czym najbardziej przekonało się Napoli Beniteza.
(…)
Ci, którzy go znają od lat twierdzą, że nic się nie zmienił. Sukcesy, pieniądze, popularność nie pozostawiły śladu. Do Serie A wszedł więc trener w starym stylu, który nie zamierzał nikomu się przypodobać. Wysłał jasny komunikat: bierzcie mnie takim, jakim jestem albo dajcie spokój. Wzięli i polubili. Jako świetnego fachowca i człowieka z krwi i kości, z którym łatwiej niż z kimkolwiek innym mógł się utożsamić przeciętny kibic. Dlaczego?
Po pierwsze – nie ukrywał swoich robotniczych korzeni, a nawet się nimi chlubił. Jego ojciec był robotnikiem pracującym na budowach i w fabrykach, który swego czasu nie miał tyle odwagi co syn. Amerigo Sarri uprawiał kolarstwo, wśród amatorów wygrał kilkanaście wyścigów, przeszedł na zawodowstwo, ale tam już tak dobrze mu nie szło i po dwóch latach zrezygnował ze ścigania na rzecz pracy dającej pewny zarobek. Synowi zaszczepił ducha sportu i zapewnił neapolitańskie pochodzenie. Raczej nie należy do tego przywiązywać dużej wagi w kontekście nowego miejsce pracy Sarriego, ale on urodził się w Neapolu. Przez przypadek. Akurat ojciec dostał pracę na dźwigu, na krótko przeprowadził się z rodziną i tam przyszedł na świat syn. Ale wkrótce za chlebem ruszyli na północ, zatrzymali się niedaleko Florencji, w miasteczku Figline Valdarno, gdzie spędził dzieciństwo i młodość
(…)
Tomasz LIPIŃSKI
Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”