Przejdź do treści
O tym, co piszczy w Kielcach. 90 minut z Andrzejem Grajewskim

Polska Ekstraklasa

O tym, co piszczy w Kielcach. 90 minut z Andrzejem Grajewskim

W czwartek powinno rozstrzygnąć się, czy Andrzej Grajewski zdecyduje się na zakup akcji Korony. Rada miasta Kielce wyraziła na to zgodę już w ubiegłym tygodniu, inwestor zamierza jednak poprzedzić transakcję audytem. Nie tyle obawia się zakupu kota w worku, bądź wypadania trupów z szafy, ile chce zyskać pełną wiedzę na temat rzeczywistych zobowiązań finansowych podjętych przez sportową spółkę na trwający sezon.

Korona Kielce może wkrótce trafić w ręce nowego właściciela (foto: Ł. Skwiot)

ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI

Nie jest pan postacią anonimową w polskim futbolu, ale trudno wciąż odwoływać się do awansu Widzewa Łódź, którego był pan współwłaścicielem do fazy grupowej Ligi Mistrzów. To miało miejsce prawie 20 lat temu.

To proszę mi powiedzieć, co od tamtej pory pozytywnego wydarzyło się w naszej piłce klubowej? Przecież szkolenie w klubach, i wyszukiwanie zawodników to jedna wielka katastrofa – nie ma wątpliwości Grajewski. – Młodzi gniewni, którzy zaczęli zarządzać polskim futbolem wciąż szukają nowych sposobów, bo uważają, że są najmądrzejsi, nikt nie przyszedł zapytać o zdanie. To przypomina wyważanie otwartych drzwi. I jest stratą czasu. Bo pociąg z poważną piłką dawno odjechał, a nasze czołowe kluby – z Lechem i Legią – wciąż stoją w peronach.

Uważa pan, że jest w stanie zaproponować nowy, skuteczny sposób budowy klubu piłkarskiego właśnie w Kielcach?

To dopiero pokaże czas. Nie mam jednak wątpliwości, że mój pomysł na prowadzenie profesjonalnego zespołu jest inny od modelu, który dziś obowiązuje w Polsce i nie daje efektów.

Od czego chce pan zacząć?

Na dzień dobry mam zamiar przeprowadzić wewnętrzny audyt. Pozostaję w bardzo dobrych relacjach z władzami miasta, które są właścicielem Korony, ale chciałbym mieć dokładne rozeznanie w tym, w jakim stanie jest sportowa spółka akcyjna w Kielcach, jakie obciążenia ciążą na klubie i do czego obecne władze klubu zobowiązały się do końca tego roku i do końca sezonu. A przede wszystkim, gdzie znajdują się wskazane w budżecie źródła finansowania wydatków. Chcę zaangażować się w poważny projekt, więc taka gruntowna wiedza zwyczajnie mi się należy. A do tej pory jej nie uzyskałem, odnosiłem nawet wrażenie, że mam blokowany dostęp. Teraz przyszedł czas wyłożyć kawę na ławę. Nie szukam sensacji tylko chcę wiedzieć, co w trawie piszczy. A jeśli coś piszczy – to dlaczego.

Tyle że czas goni, bo pańska oferta miała być aktualna tylko do 15 września.

Tak było, ale już nie jest, ponieważ rada miasta zebrała się później niż zakładałem, że będzie miała sesję. Wspólnie z magistratem dajemy sobie oczywiście więcej czasu. Również z uwagi na mój interes, bo muszę mieć przekonanie, że inwestując w Koronę nie popełniam błędu. Choćby takiego jak kiedyś w Widzewie, gdzie w schyłkowej fazie mojej działalności nie było płynności finansowej i z prywatnych pieniędzy musiałem gasić wszystkie pożary. Futbol oparty na zdrowych zasadach musi być twardym biznesem. Dlatego kilka dodatkowych dni na spokojne rozmowy nie zaszkodzi żadnej ze stron.

Jakie jest na dziś zadłużenie Korony? Wynosi nieco ponad trzy miliony, czy nawet sześć, co podają niektóre źródła? I kto będzie zobligowany do spłaty tych zobowiązań – dotychczasowy, czy nowy właściciel?

Nie wiem, jakie jest zadłużenie, odpowiedź na pytanie da dopiero audyt. Warunki przejęcia przeze mnie Korony zostaną zawarte w szczegółowym kontrakcie, który musimy wypracować z miastem Kielce. W tym tygodniu jesteśmy umówieni na decydujące rozmowy, moi ludzie od wtorku będą mieć wgląd we wszystkie księgi rachunkowe i inne niezbędne dokumenty. Dostaną czas do czwartku, żeby w pełni rozeznać sytuację.

Pańscy ludzie, czyli kto?

Biegły rewident i prawnik specjalizujący się w tej materii, ale o pomoc poprosiłem też Waldemara Baryłę, byłego sekretarza generalnego PZPN. To człowiek, który ma niezbędne doświadczenie i z pewnością zna się na jurysdykcji sportowej. Tak skompletowana komisja audytowa powinna bez trudu i błędu poradzić sobie z szybką oceną stanu finansowego Korony.

Jakim kapitałem wspiera się pan ubiegając o akcje kieleckiej spółki?

Polskim. Konkretnie firmy Diamond, która jest zdecydowana zainwestować w nasz futbol. Proszę jednak pamiętać, że słowo: zainwestować, nie oznacza nieustannie dokładać do tynku na łatanie przecieków. Te czasy już się skończyły.

Ile dokładnie musi pan zapłacić za kontrolny pakiet akcji?

Strony zobowiązały się, pod groźbą surowej sankcji, nie ujawniać sumy odstępnego. Proszę mnie zatem nie namawiać do tego, żebym stracił dużo kasy jeszcze zanim oficjalnie pojawię się w klubie.

Przeprowadzi się pan do Kielc?

Naturalnie. Inaczej nie wyobrażam sobie zarządzania klubem, który trzeba wyciągać z długów.

Rewolucja dotknie tylko sfery zarządzania klubem, czy również pierwszego zespołu?

Rewolucje są zbyt bolesne dla żywych organizmów, wolę mówić o reorganizacji. Zawsze największym kapitałem klubu są zawodnicy, więc najważniejsze musi być szkolenie. Trzeba tak wszystko poukładać, żeby Korona zapewniała dopływ nowych kadr do pierwszego zespołu. Takich, które będą gwarantowały odpowiednią jakość. Oczywiście w tym sezonie drużyna musi utrzymać się w lidze, bo trudno wymagać czegoś innego przy obecnym składzie personalnym. Wielu zawodnikom pokończą się kontrakty po obecnym sezonie, a wtedy na pewno dojdzie do korekt w składzie. Każdy ma jednak jeszcze sporo czasu, aby udowodnić, że jest w stanie podnosić poziom. Jeśli bowiem przejmę klub, to od przyszłego sezonu pojedziemy pełnym kurzem. Ambicją każdego właściciela jest walka o jak najwyższe cele, więc Korona także zechce rzucić wyzwanie krajowym potentatom.

A jest szansa, skoro już snuje pan tak daleko idące plany, że nie przejmie kieleckiego klubu?

Wszystko zależy od tego, co znajduje się w papierach. W ostatnich dniach od tak zwanych życzliwych dostałem sporo niepokojących informacji, które po prostu trzeba zweryfikować.

Trener Marcin Brosz mieści się w pańskiej koncepcji?

To człowiek, który bardzo sobie ceni swój job, i ma właściwe podejście do obowiązków. Wie, że tylko od niego zależy, czy w Koronie popracuje jeszcze trzy miesiące, czy może trzy lata. Zaczął bardzo obiecująco, zespół naprawdę nieźle się prezentuje, więc nie ma sensu mu przeszkadzać.

Kiedyś w Widzewie na dzień dobry sięgnął pan po Franciszka Smudę…

… i teraz też konsultowałem taką możliwość. Tyle że słyszałem, że Franek już nie słyszy i nie widzi, ale nie będę tego sprawdzał. A mówiąc zupełnie poważnie – szybciej Wisła popłynie do Baraniej Góry niż nasze zawodowe drogi jeszcze kiedykolwiek się zejdą.

Frekwencja w Kielcach, mówiąc oględnie, nie zachwyca. Jak chce pan przyciągnąć kibiców, którzy są w każdym poważnym klubie jednym z najpoważniejszych sponsorów, na trybuny?

W drużynie musi być odpowiednia jakość, za którą przyjdą wyniki. Tyle że kibice w meczach domowych są wartością dodaną, więc nie wyobrażam sobie podniesienia poziomu klubu bez ich udziału. Nie jestem Davidem Copperfieldem, i nie mam czarodziejskiej różdżki. Całe środowisko skupione wokół Korony powinno aktywnie uczestniczyć w wydźwignięciu klubu na wyższy poziom. I do tego będziemy oczywiście dążyć.

Kielecki kapitał przygotował konkurencyjną wobec pańskiej ofertę. Porozumienie z tym środowiskiem też jest realne?

Chętnie spotkam się z przedstawicielami lokalnego biznesu, znają przecież realia, w których funkcjonuje klub lepiej ode mnie. Jestem zresztą otwarty nie tylko na rozmowy, ale i na konkretną współpracę. Choć zdaję sobie sprawę, że wszędzie, gdzie się pojawiam, polaryzuję środowisko. Nikt obok Grajewskiego nie przechodzi obojętnie, ale chyba więcej jest takich, co mnie nienawidzą niż kochają. Mam tego świadomość. I nauczyłem się z nią żyć.

Jako współwłaściciel Widzewa, a potem prezes Lecha, był pan zwolennikiem zatrudniania przede wszystkim polskich piłkarzy, co stanowiło receptę na sukces. Przez lata pański pogląd w tej kwestii wyewoluował?

Należymy do dużej rodziny, którą jest Unia Europejska. I jeśli ktoś z familii chciałby nas odwiedzić – nie będziemy przed nim zamykać drzwi. Kuzyn musi być jednak dużo, dużo lepszy, żeby dostać u nas angaż. Polacy są tak traktowani na Zachodzie, więc nie widzę powodu, aby u nas obowiązywały inne reguły. U piłkarza nieważny jest kolor skóry i wiek, liczy się tylko to, co może dać zespołowi i jego zaangażowanie na treningach. Proszę popatrzeć na Niemcy. Jeszcze 25 lat temu było nie do pomyślenia, aby ciemnoskóry zawodnik grał w Schalke 04, a potem trafił stamtąd do reprezentacji kraju. Świat się zmienia, jest bardziej otwarty, ale podstawowe warunki nie ulegają innowacjom od lat – to znaczy na dzień dobry pokaż, ile jesteś wart na boisku. A jeśli twoim jedynym walorem jest obrotny menedżer, to dziękuję – szukaj sobie roboty gdzie indziej.

Był pan zaskoczony powrotem Sławomir Peszki, któremu kiedyś pomagał pan w karierze, do Polski?

Nie, byłem oczywiście informowany na bieżąco o jego sytuacji w 1. FC Koeln. Prawda jest taka, że jeśli Sławek myśli o występie w finałach Euro 2016, musi regularnie grać. W Bundeslidze przy obecnych układach w Kolonii było to niemożliwe, więc powrót do kraju był bardzo rozsądnym rozwiązaniem. Peszko, jeśli będzie grał regularnie, to będzie grał dobrze. Szkoda tylko, że poszedł do Lechii, a nie do Korony. Cóż, wygląda na to, że nieco się spóźniłem.

Był pan na meczu Niemcy – Polska we Frankfurcie. Jakie przywiózł pan wrażenia?

Dostałem zaproszenie z DFB, więc byłem zobligowany, żeby – jako obywatel obu krajów – zaśpiewać obydwa hymny, ale kibicowałem oczywiście reprezentacji Polski. Kiedy usłyszałem: Polacy nic się nie stało, o mało nie zwymiotowałem. Wiem, że nasz zespół był w kraju chwalony po porażce, ale nie oszukujmy się – Niemcy byli lepsi o lata świetlne. Gdyby tylko chcieli, mogli strzelić pięć, sześć goli. 3:1 to najniższy możliwy wymiar kary. Dlatego nie ma sensu, abyśmy porównywali się do mistrzów świata. Mecz we Frankfurcie był zresztą łatwy dla naszego zespołu i niespecjalnie istotny. Te ważne i trudne spotkania czekają zespół Adama Nawałki w październiku. To będzie egzamin dojrzałości.

Ma pan żal do PZPN, że jest pomijany przy takich okazjach? Kiedyś był pan łącznikiem polskiej federacji z DFB.

Związek ma licznych pracowników oraz sponsorów, którym wyjazd na taką wycieczkę się należy. Zatem, mimo że zrobiłem dla polskiej piłki więcej od większości z nich, nie chowam urazy o pomijanie przy wysyłaniu zaproszeń.

Tyle że gdzieś ukazała się informacja, że mocno skrytykował pan zachowanie wycieczki naszego związku we Frankfurcie.

Proszę wyraźnie napisać, że ktoś próbował w ten sposób podłożyć mi świnię. Prawdopodobnie po to, aby poróżnić mnie z PZPN. Nikogo nie oceniałem po meczu Niemcy – Polska. Z prezesem Zbigniewem Bońkiem zawsze miałem poprawne relacje, choć oczywiście na wiele spraw mamy bardzo różne spojrzenie. Ostatnio pogadaliśmy od serca w Kielcach na meczu reprezentacji młodzieżowych Polski i Szwecji. Stwierdził, i chyba nie kurtuazyjnie, że cieszy się na mój powrót do klubowej piłki. Bo dzięki temu znów powinno być ciekawie i wesoło.

Pamiętam, że jeszcze niedawno bardzo poróżniła was kwestia prowizji za doprowadzenie do towarzyskiego meczu Niemcy – Polska.

To rzeczywiście była przykra sprawa, do dziś jestem rozczarowany sposobem jej rozwiązania, ale patrzmy do przodu. Wyciągnąłem wnioski, i drugi raz z pewnością nie popełnię podobnego błędu. Inna sprawa, że na wycofaniu mnie z tego dealu PZPN też stracił.

Jako szef Widzewa podejmował pan Zibiego z najwyższymi honorami.

Oczywiście, i każdy na moim miejscu postępowałby identycznie. Zbyszek był jednym z najlepszych polskich piłkarzy, współtworzył historię wielkiego Widzewa, gdy przechodził do Juventusu, jego karta kosztowała wielkie pieniądze, więc każdy, kto byłby na moim miejscu miałby obowiązek potraktowania Bońka w sposób należny legendzie. Inne zachowanie byłoby po prostu nie fair.

Wkrótce możecie się spotkać w łódzkim sądzie, w którym prowadzone jest postępowanie w sprawie o niegospodarność w Widzewie? To znaczy będzie chciał pan wezwać obecnego prezesa PZPN w charakterze świadka?

Nic mi o tym nie wiadomo. 

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej