Był nazywany angielskim Andresem Iniestą i nie miało to związku z jego hiszpańskimi korzeniami. Pokonał ciężką chorobę i zaprzyjaźnił się z trenerem, który nauczył go być liderem. Został wybrany najlepszym angielskim piłkarzem 2016 roku i to wcale nie dlatego, że w kolebce futbolu brakuje aktualnie graczy światowej klasy i wyrazistych osobowości. Oto Adam Lallana, wielka nadzieja Liverpoolu i łakomy kąsek dla mocnych europejskich klubów.
Adam Lallana to jeden z najbardziej rozpoznawalnych angielskich piłkarzy
Anglia. Urodzony w St. Albans w hrabstwie Hertfordshire piłkarz na pierwsze powołanie do seniorskiej reprezentacji Anglii zapracował dopiero we wrześniu 2012 roku, kiedy Roy Hodgson zaprosił go na zgrupowanie przed meczem z Ukrainą w ramach eliminacji mistrzostw świata. Upłynęło jednak nieco wody w Tamizie zanim Lallana mógł po raz pierwszy pojawić się na boisku w koszulce z Trzema Lwami. Debiut nastąpił w listopadzie tego samego roku – Anglia przegrała na Wembley z Chile (0:2). Jeszcze dłużej 28-latek musiał czekać na pierwszego gola w zespole narodowym. Strzelił go dopiero we wrześniu 2016 roku w trakcie starcia ze Słowakami, także w eliminacjach mundialu. Aktualnie licznik piłkarza The Reds stoi na 28 występach w reprezentacji i dwóch zdobytych bramkach.
Barcelona. Wysoka forma na przestrzeni kilkunastu ostatnich miesięcy sprawiła, że Lallana trafił pod lupę wysłanników największych klubów europejskich. Poruszamy się cały czas w oparach medialnych spekulacji, ale gdyby podczas kilku najbliższych okienek transferowych jakiś Anglik miał przenieść się do mocnej firmy zagranicznej i mieć w niej szanse na zaistnienie, tym kimś mógłby być właśnie lider zespołu z Anfield. Nazwisko Lallany od dłuższego czasu przewija się w kontekście Barcelony, jednak nie tylko. Jego usługami mają być zainteresowane także takie kluby jak Juventus i Paris Saint-Germain.
Celność podań. Opisując danego piłkarza można posłużyć się wrażeniami czysto estetycznymi, ale można również podeprzeć się liczbami. Wiadomo, statystyki nie grają, ale akurat w przypadku Lallany są one znakomite, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę tylko ofensywnych zawodników występujących na boiskach Premier League. Spoglądając na statystyki przygotowane przez firmę Opta, okazuje się, że zawodnik Liverpoolu może się pochwalić celnością podań na poziomie 86 procent, a co najważniejsze, aż 57 procent z nich to zagrania do przodu. Tak znakomitych statystyk nie ma aktualnie żaden z ofpomów w lidze angielskiej.
Dziadek. Gdyby trzeba było wskazać angielskiego piłkarza, który stylem gry idealnie pasowałby do Primera Division i bez większych problemów mógłby sobie poradzić na hiszpańskich boiskach, wybór padłby właśnie na Adama. Nie może jednak być inaczej, skoro w żyłach skrzydłowego Liverpoolu płynie hiszpańska krew. Jego dziadek był Hiszpanem, przez większość życia mieszkał w Madrycie, a jak wiadomo – genów nie można oszukać, mimo tego iż przodek reprezentanta Anglii nigdy nie kopał piłki i nie był nawet wielkim fanem futbolu.
Esquire. Lallana to nie tylko znakomity piłkarz, ale również przystojny mężczyzna. Jego walory dostrzegli łowcy urodziwych twarzy znanej francuskiej marki odzieżowej, którzy zaprosili Anglika do firmowania kolekcji jesień-zima w 2014 roku. Ubrania, które reklamował zawodnik należały do tych z ekskluzywnej i drogiej półki. Ceny poszczególnych części garderoby z „Pre-Fall’14” mieściły się w przedziale od 20 do 350 tysięcy funtów! Zdjęcia Lallany można było znaleźć właśnie w magazynie „Esquire”.
Fantasy Football. Nie ma chyba kibica angielskiej Premier League, który by nie znał oficjalnej gry fantasy brandowanej przez samą ligę, polegającej na skomponowaniu własnego zespołu i rywalizowaniu z ludźmi ze wszystkich zakątków świata. Skład na obecny sezon utworzył również Lallana, który zdradził podczas jednego z wywiadów, że kupił za wirtualne pieniądze zaledwie jednego piłkarza Liverpoolu, i to wcale nie siebie samego. – Postawiłem na Roberto Firmino. Kosztował jedynie 7,5 miliona, to dobra cena w stosunku do poziomu jaki reprezentuje – stwierdził, cytowany przez „Liverpool Echo”.
Gegenpressing. Jeśli w dyskusjach o futbolu używa się tego terminu, nawet mniej wtajemniczony rozmówca powinien wiedzieć, że wymyślił go słynny Rinus Michels, a w najnowszej historii jego misję kontynuuje Juergen Klopp. Niemiecki szkoleniowiec zaadaptował tzw. kontrpressing na warunki Borussii Dortmund i to samo stara się robić na Anfield. Ma do tego bardzo dobrych wykonawców, w tym niezwykle uniwersalnego Lallanę, który operuje w wielu sektorach boiska i bardzo często pozwala Liverpoolowi na zdobywanie przewagi jeszcze na połowie rywali. Dynamiczny, szybki i zdecydowany – to cechy, które Klopp ceni sobie najbardziej i tak się składa, że Anglik ma je wszystkie w portfolio.
Henderson Jordan. Najlepszy przyjaciel i człowiek, z którym AL doskonale rozumie się nie tylko na boisku. Panowie spędzają ze sobą mnóstwo czasu, a podczas wyjazdów dzielą pokój. Anglicy wspólnie z rodzinami wybrali się w ubiegłym roku na letni wypoczynek, jednak pomyliłby się ten, kto uważa, że to wyłącznie grzeczni chłopcy i idealni kandydaci na zięciów. Nic bardziej mylnego. Po meczu ze Szkocją (3:0) w ramach eliminacji mistrzostw świata obaj piłkarze postanowili wymknąć się z Londynu do Bournemouth, by tam odwiedzić miejscowy klub ze striptizem o dość wdzięcznej nazwie: „Tylko Dla Twoich Oczu”.
Iniesta. Gdy nie jesteś Hiszpanem, a w ojczyźnie określają cię mianem „lokalnego Andresa Iniesty”, wiedz, że jest to bardzo duże wyróżnienie, ale także ogromna presja i odpowiedzialność. Właśnie tak Lallanę nazwał Mauricio Pochettino, jego menedżer, jeszcze z czasów wspólnej pracy na St. Mary’s Stadium. Ówczesny trener Southampton był wielkim zwolennikiem talentu i uniwersalności podopiecznego, który z powodzeniem sprawdzał się w roli skrzydłowego, a także kogoś, kto nie ma żadnych problemów z operowaniem w środku pola: – Angielski Iniesta? To oczywiście wielki komplement i jestem niezwykle poruszony takim porównaniem ze strony trenera, ale nie mogę się z tym zgodzić. Iniesta to przecież zawodnik światowej klasy, zdobył mistrzostwo świata i Europy, wiele innych trofeów i medali – skomentował Adam, cytowany przez dziennik „The Independent”.
Jackson Michael. Podczas jednego z wywiadów skrzydłowy został zapytany o postać, którą chciałby spotkać. Odpowiedź była dość zaskakująca, ponieważ okazało się, że wielkim marzeniem Lallany było stanąć twarzą w twarz z królem muzyki pop. Wiadomo już jednak, że na spełnienie tego planu nie ma szans, ponieważ Michael Jackson zmarł w 2009 roku.
Kapitan. Lallana po raz pierwszy założył opaskę kapitana Southampton w trakcie meczu z Manchesterem City w sezonie 2011-12. Liderem zespołu na stałe mianował go jednaka dopiero Pochettino. Jak się okazało, Anglik wcale nie był przekonany do tego pomysłu i nie garnął się do roli przodownika zespołu. – Miałem zaledwie 24 lata, presja związana z grą w Premier League była bardzo duża. Nie potrzebowałem wtedy opaski – stwierdził, jednak po wskazaniu przez trenera przyjął zaszczyt i nie migał się od brania odpowiedzialności.
Liverpool. Zespół, który wydaje się być wręcz skrojony dla Anglika, szczególnie pod wodzą Kloppa. Lallana doskonale rozumie filozofię klubu i wie, że trafił w miejsce, gdzie wyniki oraz tradycja mają ogromne znaczenie. Anfield pozwoliło mu na rozwinięcie skrzydeł, a piłkarz dobrą grą niemal z marszu zaskarbił sobie sympatię kibiców.
Mauricio Pochettino. Każdy piłkarz spotyka na drodze osoby, które w dużym stopniu wpływają na jego karierę. W przypadku reprezentanta Anglii do grona takich ludzi można bez dwóch zdań zaliczyć argentyńskiego szkoleniowca, który od początku przygody w Southampton mocno stawiał na Lallanę. Panowie, już w późniejszym czasie, kiedy trafili do nowych klubów, cały czas pozostawali ze sobą w bardzo bliskich relacjach. – Niewielu jest takich menedżerów, z którymi chciałbyś się przyjaźnić, mieć inną relację poza służbową. Ten przypadek jest inny. W ubiegłym sezonie bardzo mocno ściskałem kciuki za to, by prowadzony przez Mauricio Tottenham zdobył na finiszu mistrzostwo Anglii – stwierdził 28-latek.
Numer 20. Numer na koszulce to jeden z tych elementów, który dość mocno kojarzy się z danym piłkarzem. Mówisz Steven Gerrard, myślisz ósemka, mówisz Cristiano Ronaldo, myślisz siódemka i tak dalej. W przypadku Lallany takim numerem jest 20, która towarzyszy mu praktycznie od początku kariery. Co prawda w Bournemouth grał z numerem 31, jednak już w Southampton i Liverpoolu 20 należała i należy do niego.
Operacja serca. Niewiele brakowało, by kariera skrzydłowego Liverpoolu zakończyła się, zanim tak na dobre się rozkręciła. W wieku zaledwie 18 lat musiał poddać się poważnej operacji serca i nie było wiadomo, czy będzie po niej mógł wrócić do zawodowej gry w piłkę. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. – Był moment, kiedy bardzo się bałem. Miałem jednak bardzo dużo szczęścia, czego nie może powiedzieć na przykład Fabrice Muamba (z powodu problemów kardiologicznych musiał zakończyć karierę – przy. red.) – powiedział.
Piłkarz roku. Rok 2016 był wyjątkowy dla Lallany. Zawodnik Liverpoolu osiągnął wysoki poziom i zdołał się na nim utrzymać przez wiele miesięcy. Miało to przełożenie na liczbę głosów oddanych na niego w plebiscycie na najlepszego angielskiego piłkarza w ostatnich dwunastu miesiącach. 39 procent wszystkich typów pozwoliło zawodnikowi The Reds na wyprzedzenie takich rywali jak Jamie Vardy z Leicester City czy Wayne Rooney z Manchesteru United. Zdaniem niektórych komentatorów, zwycięstwo Lallany oznacza, że angielskiej piłce brakuje naprawdę wybitnych graczy.
Rekord. Sezon 2009-10 zakończył z dorobkiem dwudziestu goli zdobytych na wszystkich frontach. Ostatniego udało mu się strzelić podczas finałowego meczu kampanii z Southend United, dzięki czemu stał się pierwszym zawodnikiem Świętych od czasów Matthew Le Tissiera, a więc od sezonu 1994-95, któremu udało się złamać barierę dwóch dych.
Southampton. Spędził na St. Mary’s Stadium aż osiem lat i nie ma cienia wątpliwości, że to właśnie tam dorósł i ukształtował się jako piłkarz, ale także jako człowiek. Przeszedł z tym klubem przez kilka poziomów rozgrywkowych, zebrał ogromne doświadczenie, a na samym końcu pozwolił zarobić Świętym dobre pieniądze, bo aż 25 milionów funtów. To chyba najlepszy gest wdzięczności, a trzeba pamiętać, że Lallana nigdy nie naciskał na szefów, by pozwolili mu odejść do innego klubu.
Todocampista. Analiza gry Lallany w zespole The Reds pozwala na przypięcie mu łatki todocampisty, piłkarza, który operuje w formacji ofensywnej i dzięki dopasowaniu do boiskowych warunków, potrafi stworzyć przewagę dokładnie tam, gdzie jest to potrzebne i tam, gdzie akurat można zaatakować, wyczuwając słabość przeciwnika. Tego typu zawodników ciężko przypisać do jednej pozycji i trudno upilnować na boisku.
Uniwersalność. Określenie todocampista jest związane bezpośrednio z bardzo ważną cechą charakterystyczną Adama – uniwersalnością. Anglik radzi sobie w grze obiema nogami i nie ma problemów z występami po lewej lub prawej stronie boiska, a kiedy zajdzie taka potrzeba, z powodzeniem radzi sobie także w środku pola. Niewielu reprezentantów Albionu może się pochwalić tak dużym wachlarzem zagrań i przydatności dla trenera, który może śmiało stosować różne warianty taktyczne bez strachu, że w danym systemie straci tak ważnego zawodnika.
Wesele. Ślub to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu każdego człowieka i można zakładać, że jedynie naprawdę istotny powód może doprowadzić do jego odwołania lub zmiany daty. Takim ważkim powodem dla Adama było powołanie do reprezentacji Anglii na mistrzostwa świata w Brazylii. Zawodnik miał się żenić 14 czerwca 2014 roku, czyli dokładnie dzień przed spotkaniem z Włochami w Manaus. Partnerka wykazała się w tej sytuacji wyrozumiałością i zgodziła się przełożyć ślub oraz wesele na późniejszy termin.
Zinedine Zidane. Każdy piłkarz ma jakiegoś idola, zawodnika, na którym się wzorował, którego plakat miał nad łóżkiem, i którego grę podpatrywał. – Jeśli chodzi o mojego największego bohatera, bez wątpienia był nim tata. Zawsze mnie inspirował i wspierał. Jeżeli zaś mówimy tylko o świecie piłki nożnej, mogę wskazać Zidane’a. To legenda futbolu, człowiek, którego grę oglądałem z wielką przyjemnością – powiedział Anglik.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.