Ogień, którego nie udało się rozpalić. Misja Xabiego Alonso w Realu Madryt zakończona niepowodzeniem
Na horyzoncie jawiła się nowa nadzieja, ale w ostateczności zatriumfowało mroczne widmo. Posługując się porównaniami nawiązującymi do tytułów filmów z serii „Gwiezdne Wojny”, tak można opisać przygodę Xabiego Alonso na ławce trenerskiej Realu Madryt. Przygodę, która trwała zaledwie siedem miesięcy.
Carlo Ancelotti żegnał się z Realem Madryt jako najbardziej utytułowany trener w jego historii. Całe madridismo deklarowało dozgonną wdzięczność za to, co Włoch zrobił dla ich ukochanego klubu, ale jednocześnie nie ukrywało zmęczenia, a czasem nawet irytacji preferowanym przez niego stylem gry i stosowanymi metodami. Kibice pragnęli nowego otwarcia.
Florentino Pérez chciał spełnić ich oczekiwania i z tego powodu skierował swój wzrok na Xabiego Alonso. Bask jawił się jako idealny następca Ancelottiego i szkoleniowiec, który może naznaczyć nową erę w długiej i chwalebnej historii Los Blancos. Alonso był przedstawiany jako człowiek, który zna klub od podszewki, odnosił w nim sukcesy jako piłkarz, a teraz zrobił wystarczajaco dużo, by wrócić do niego w innej roli.
Na przełomie maja i czerwca ubiegłego roku taka narracja wydawała się jak najbardziej uzasadniona. Xabi dokonał bowiem rzeczy wielkich jako opiekun Bayeru Leverkusen. Poprowadził Aptekarzy do wygranej w Bundeslidze, zdobycia Pucharu Niemiec i finału Ligi Europy, a na koniec przypieczętował to pasmo sukcesów triumfem w Superpucharze Niemiec. Kluczowym argumentem przemawiającym za jego zatrudnieniem w Madrycie był jednak styl, jakim charakteryzował się jego Bayer.
A była to drużyna na wskroś nowoczesna. Bezkompromisowa, intensywna, dążąca do zdominowania rywala, uprzykrzenia mu życia w każdym sektorze boiska i walcząca do ostatniej sekundy. Bayer Leverkusen z sezonu 2023/24, który sięgnął po tytuł mistrzowski z przewagą 17 punktów nad drugim VfB Stuttgart, był autorskim projektem Baska. Tak samo miało być z Realem Madryt z trwającej kampanii 2025/26.
– Zaczynamy nowy etap i czuję, że klub i kibice są zjednoczeni. Mamy świetny zespół, fantastycznych piłkarzy, drużynę z ogromnym potencjałem – zarówno teraz, jak i na przyszłość. To daje mi wiele powodów, by wejść w ten projekt z wielką energią i entuzjazmem, by wydobyć z każdego z zawodników to, co najlepsze, i zbudować wielką drużynę – mówił 44-latek podczas swojej oficjalnej prezentacji.
Poligonem doświadczalnym nowego trenera Królewskich były rozszerzone Klubowe Mistrzostwa Świata, które jego podopieczni zakończyli porażką 0:4 w półfinałowym starciu z Paris Saint-Germain. Wtedy jednak nikt nie rozdzierał szat, bo wszyscy mieli świadomość, że to dopiero początek nowego etapu i trudno było tamtą drużynę z dnia 9 lipca 2025 roku nazwać „Realem Madryt Xabiego Alonso”.
Siedem zwycięstw z rzędu na start nowych rozgrywek rozbudziło apetyty. Real co prawda w każdym z tych spotkań rozkręcał się bardzo powoli, ale wygrywał, w związku z czym nie było większego pola do narzekania. Aż do 7. kolejki La Ligi i klęski 2:5 w derbowej rywalizacji z Atlético. Ta przegrana obnażyła wszystkie braki i bolączki drużyny Alonso. Od tamtej pory flagowym zarzutem pod jego adresem stało się to, że ani on, ani jego piłkarze nie potrafili znaleźć sposobu na zwyciężanie w meczach z najsilniejszymi przeciwnikami.
Jedyny wyjątek stanowił ligowy Klasyk na Santiago Bernabéu wygrany 2:1. Był to oczywiście niezwykle istotny triumf, ale wciąż tylko na zasadzie wyjątku. Kolejne porażki z Liverpoolem i Manchesterem City w fazie ligowej Ligi Mistrzów jeszcze pogorszyły ogólny obraz Królewskich w tego typu prestiżowych potyczkach. Z kolei trzy kolejne remisy z Rayo Vallecano, Elche i Gironą oraz wstydliwa przegrana z Celtą Vigo dolały oliwy do ognia i kosztowały Real utratę pozycji lidera w Primera División.
Przyszłość Xabiego Alonso miał zdefiniować styczniowy Superpuchar Hiszpanii. Madrytczycy awansowali w nim do finału, w którym musieli uznać wyższość Barcelony, swojego odwiecznego rywala. Baskijski szkoleniowiec postawił w nim na defensywną i zachowawczą taktykę, w pełni świadomie oddając inicjatywę Dumie Katalonii. Wszyscy wiemy, jaki przyniosło to rezultat. Ale według doniesień hiszpańskich mediów, już dzięki pokonaniu Atlético w półfinale Alonso mógł być spokojny o swoją posadę.
To samo można było przeczytać po niedzielnym finale. I kiedy wydawało się, że włodarze Królewskich nie podejmą żadnych radykalnych kroków, w poniedziałkowy wieczór gruchnęła informacja o rozstaniu z Xabim Alonso. To było prawdziwe trzęsienie ziemi, które zaskoczyło nawet samych zawodników Realu. Podobnie jak decyzja o tym, że następcą 44-latka będzie jego były kolega z szatni, dotychczasowy trener Castilli, Álvaro Arbeloa.
Wracając do Alonso, to on sam miał stwierdzić, że czas odejść. Fabrizio Romano przekazał, że były pomocnik uznał, iż będzie to najlepszy możliwy ruch zarówno dla niego, jak i dla całego klubu. Widział, że zespół nie potrafi przyswoić metod, które chciał zaimplementować i nie akceptuje stylu, który w pierwotnym zamyśle miał charakteryzować jego Real. Nie najlepsze relacje z niektórymi graczami czy ostentacyjne oznaki dezaprobaty wobec jego decyzji wyrażane przez Viníciusa także przyczyniły się do tego, że osoba trzymająca za ster wywiesiła białą flagę, przyznając się, że nie jest w stanie obrać właściwego kierunku.
Na wspomnianej już oficjalnej prezentacji Alonso opowiadał o gorącej chęci rozpalenia ognia, który sprawi, że Los Blancos nie będą mieli sobie równych: – Jeśli uda nam się rozpalić ten płomień, będziemy nie do zatrzymania. I właśnie dlatego jestem przekonany i mam dobre przeczucia, że możemy zacząć coś pięknego.
Dziś wiemy już, że tego ognia nie udało się w Realu rozpalić, a historia Xabiego na ławce trenerskiej Królewskich zamknęła się w 34 meczach, spośród których 24 wygrał, 4 zremisował i 6 przegrał. Nie zdobył żadnego trofeum. Nadziei, którą swoim przybyciem zaszczepił w sercach fanów, nie udało mu się zaszczepić w sercach, umysłach i nogach swoich zawodników.
A co czeka teraz Real Madryt? Tego nie wie nikt. Pewnie sam Florentino Pérez zachodzi w głowę, co będzie dalej. Bo choć Álvaro Arbeloa w sezonie 2022/23 z Juvenilem A, czyli jedną z młodzieżowych ekip Królewskich, zdobył potrójną koronę, zagadką pozostaje to, jak odnajdzie się w realiach pierwszego zespołu. Ale jeśli analogie z angażem Zinédine’a Zidane’a z 2016 roku, który również zanotował awans z Castilli na szkoleniowca seniorskiej drużyny Realu Madryt, miałyby znaleźć odzwierciedlenie w rzeczywistości, to na koniec sezonu madridistas będą mogli świętować triumf w Lidze Mistrzów.
Czy Arbeloę stać na to, by nawiązać do wyczynu legendarnego Francuza? Czas pokaże.
3 komentarzy
najstarszy
najnowszyoceniany
Wbudowane opinie
Zobacz wszystkie komentarze
RoLex420
13 stycznia, 2026 01:26
Powodzenia z tymi trenerami. Arbeloa wyrobnik, Xabi artysta, ciekawe co z tego wyjdzie. Jedną maradonowską akcją Vini Jr zwolnił Xabiego. Zemsta w El Clasico najlepiej smakuje na chłodno.
Zibi
13 stycznia, 2026 05:51
Ta zmiana nie będzie rewolucyjna dla Realu Madryt
Pan Piłkarz
13 stycznia, 2026 12:29
Fajnie napisane, fajnie się czyta artykuły Pana Jakuba. Czekam na więcej, a XA życzę powodzenia i liczę na dobry następny wybór RM.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.
Powodzenia z tymi trenerami. Arbeloa wyrobnik, Xabi artysta, ciekawe co z tego wyjdzie. Jedną maradonowską akcją Vini Jr zwolnił Xabiego. Zemsta w El Clasico najlepiej smakuje na chłodno.
Ta zmiana nie będzie rewolucyjna dla Realu Madryt
Fajnie napisane, fajnie się czyta artykuły Pana Jakuba. Czekam na więcej, a XA życzę powodzenia i liczę na dobry następny wybór RM.