Orłowski: Jaki pomysł na Real ma jego nowy trener?
Kibice madryckich Los Blancos byli po dwóch pierwszych oficjalnych meczach swojego zespołu pod wodzą Carlo Ancelottiego nielicho skonsternowani. Z jednej strony Włoch zaskoczył wszystkich ofensywnym ustawieniem i oba spotkania zespół wygrał, a z drugiej zaprezentował futbol mało efektowny. Na razie mamy więc do czynienia z dużym paradoksem.
LESZEK ORŁOWSKI
Kibice Realu spodziewali się po Carlo Ancelottim najgorszego, czyli tego, że na inaugurację sezonu wystawi trzech defensywnych pomocników, jak to czynił czasami w PSG, a grę ofensywną zostawi w nogach zaledwie tercetu ofensywnego.
Dużo ludzi, mało gry
Stało się inaczej. Carletto zresztą przed ligowym debiutem zapowiedział zmianę preferencji. – Ideą jest, by nie grać z kontry. Mój Real ma prezentować futbol spektakularny – powiedział. I przeciwko Levante zagrał tylko jeden piwot: Sami Khedira, którego zmienił potem Casemiro. Wprawdzie często w głąb pola wycofywał się Luka Modrić, jednak w końcówce, gdy trzeba było walczyć o zwycięskiego gola, już tego nie robił i zespół grał w ustawieniu 1-4-1-4-1.
W meczu z Granadą Ancelotti poszedł jeszcze krok dalej. Ponieważ Khedira doznał kontuzji, a poza kadrą wciąż pozostawali Xabi Alonso oraz Asier Illarramendi, w wyjściowej jedenastce nie pojawił się żaden defensywny pomocnik.
(…)
O rewolucji stylu gry przesądziła jedna nowa twarz w wyjściowym ustawieniu formacji ofensywach w porównaniu z poprzednim sezonem: na boisku pojawił się Isco, w pierwszym meczu zastępując Angela Di Marię, a w drugim Khedirę. Argentyńczyk to szybkościowiec idealny do kontrataków, Chorwat – finezyjny playmaker, najlepiej czujący się w ataku pozycyjnym.
Isco liderem
Najbardziej zadowolony z takiego stylu gry, opartego na ataku pozycyjnym, jest właśnie Isco. Wygląda to tak, jakby Ancelotti ustawił zespół właśnie pod nowego, młodego jeszcze piłkarza. Zamiast na początku kariery w Realu odgrywać rolę służebną wobec dotychczasowych gwiazd, 21-letni pomocnik od razu stał się liderem zespołu.
Natomiast oba mecze, z Betisem i Granadą, musiały uświadomić Cristiano Ronaldo, że dla niego nadeszły niełatwe czasy. W pierwszym miał tylko jedną okazję bramkową, w drugim żadnej czystej. Gdy znakiem firmowym Realu Mourinho były kontry, o wiele łatwiej było mu pokazywać swoje walory niż teraz. CR7 źle czuje się zmuszony do grania, kiedy jest odwrócony tyłem do bramki rywala. Przestrzeni łaknie jak powietrza. A w ataku pozycyjnym się dusi. Kiedy w końcu w meczu z Granadą zdarzyła się kontra i Cristiano dostawał piłkę na wolne pole, zmarnował taką okazję, jakby był zablokowany przez narastającą frustrację. O jego desperacji świadczy duża liczba strzałów oddawanych z kiepskich, nieprzygotowanych pozycji.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.