Orłowski: Realu Madryt teraźniejszość i przyszłość
Trwa jeden z najlepszych okresów w historii Realu Madryt, a statystycznie zgoła unikalny. Drużyna wygrywa, co się da i jak leci, bije klubowe rekordy, jest faworytem wszystkich rozgrywek, w których bierze udział. A za kulisami pierwszego zespołu trwają prace nad tym, by za kilka lat było równie pięknie, jak jest teraz.
Czy Real Madryt, który ma na koncie już 18 kolejnych wygranych (wyrównanie rekordu La Liga ustanowionego w 2005 roku przez Barcelonę Franka Rijkaarda) i nie zamierza na tym poprzestać, jest istotnie superdrużyną, która ogra wszystkich i wszystko zdobędzie?
Jest. A stał się nią nie tylko dlatego, że prezydent Florentino Perez kupił za wielkie pieniądze najlepszych futbolistów świata, a doświadczony włoski szkoleniowiec Carlo Ancelotti potrafi opracowywać dla nich coraz to nowe, ale zawsze jednakowo skuteczne taktyki. Klucz do wyjaśnienia fenomenu dzisiejszego Realu tkwi w psychice piłkarzy, w tym, jak ukształtował ją i ulepił Carlo Ancelotti.
Bogate opary Z pewnością przyjdą jeszcze w tym sezonie trudniejsze dni. Zagrożeniem wydaje się przede wszystkim relatywna szczupłość kadry – mowa o zawodnikach, którzy mogą wejść do składu, nie obniżając poziomu gry zespołu. Na razie takich gwarancji nie dają ani Jese, który dopiero powrócił po kontuzji, ani Sami Khedira, który wciąż boryka się z rozmaitymi przypadłościami (na przykład wstrząśnienie mózgu w pucharowym meczu z Cornellą 2 grudnia) i spokojnie może zostać zgłoszony do miana pechowca roku. Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakiej dyspozycji – zapewne nie od razu w topowej – powróci do kadry po wyleczeniu kontuzji Luka Modrić. Wciąż nie można powiedzieć, że na pewno nie zawiedzie w trudnym i ważnym meczu Chicharito Hernandez, któremu Ancelotti dawkuje minuty z olbrzymią doprawdy ostrożnością.
O ile z obroną nie ma problemów, jest bowiem w niej ośmiu ludzi zawsze gotowych do gry i niezawodnych, o tyle z przodu może kiedyś kołdry zabraknąć. W tej chwili Carletto bez zastrzeżeń liczyć może tak naprawdę na następujących siedmiu ludzi: Toni Kroos, Isco, James Rodriguez, Cristiano Ronaldo, Karim Benzema, Gareth Bale, Asier Illarramendi. To trochę mało. Ubytek sił u grających wciąż gwiazd musi stawać się coraz bardziej znaczący.
Isco, ostatnio najbardziej zapracowany człowiek w zespole, mówi wprawdzie, że jest młody, czuje się świetnie przygotowany fizycznie i nie odrzuca żadnych symptomów wyczerpywania się zapasów energetycznych. Na ile jest w tym szczery, a na ile mierzy siły na zamiary, nie wiemy. Natomiast dla kontrastu Toni Kroos wypowiada się zupełnie inaczej. – Po mundialu zaraz przyjechałem do Hiszpanii, zacząłem trenować, potem był Superpuchar Europy i start normalnego sezonu klubowego, kolejne mecze reprezentacji. Czuję się, jakbym niczego innego nie robił, tylko grał w piłkę. Czasami budzę się i nie wiem, jak się nazywam. Potrzebuję pilnie odpoczynku – powiedział. Carlo Ancelotti wie, że nie tylko Kroos, ale i większość uczestników mundialu, czyli w ogóle większość jego zawodników, jedzie na oparach. Mecze z Basel i Malagą wygrane resztką sił, w sposób niebudzący zachwytu, dzięki rutynie i dobrej grze w defensywie pokazują, że jesienny szczyt formy Królewscy mają za sobą. Ancelotti zresztą odpowiedział Kroosowi: – Wiem, że jest zmęczony i że musi odpocząć. Odpocznie, ale jeszcze nie dziś, może za tydzień.
(…)
Leszek Orłowski
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.