Orłowski z Barcelony: Gran Derbi pod znakiem polityki
Od dawien dawna mecze Barcelony z Realem traktowane są na całym świecie, a w Katalonii i Hiszpanii zwłaszcza, jako właśnie spotkania Katalonii z Hiszpanią. Niedzielna potyczka miała jeszcze większy polityczny kontekst niż zwykle z uwagi na ujawnione ostatnio z wielką siłą niepodległościowe dążenia Katalonii.
Widać je zresztą na ulicach Barcelony na każdym kroku. Flagi irredentystów, estelady, można kupić w każdym stoisku na Ramblach, a jeszcze w kwietniu, kiedy byłem w Barcelonie poprzednio, nie widziało się ich wcale.
Polityka razy dwa
W niedawnym marszu zwolenników niepodległości Katalonii wziął udział prezydent Sandro Rosell, za separacją opowiedział się rezydujący w Nowym Jorku i biesiadujący z Woodym Allenem oraz innymi luminarzami amerykańskiej kultury Pep Guardiola. Madryckie gazety prosiły czytelników o wypowiedzenie się w tej kwestii. „Jeśli Katalończycy są zmęczeni Hiszpanią, to my jesteśmy zmęczeni nimi równie mocno” – napisał na stronie „Marki” Zigalo. I trudno o trafniejszą diagnozę sytuacji oraz nastrojów ludności – diagnozę będącą zarazem prognozą.
(…)
Racja Ramosa
Na szczęście prócz polityki był też futbol na najwyższym poziomie. Stadion, wskutek kryzysu, udało się zapełnić z trudnością, do ostatniej niemal chwili trwała sprzedaż biletów przez internet, które następnie kibice odbierali w kasach. Po raz pierwszy odkąd przyjeżdżam na Gran Derbi pod Camp Nou nie było koników. Ale ci, którzy przyszli, nie żałowali. Obie drużyny zagrały bardzo dobrze, choć przystępowały do zawodów z licznymi kłopotami, choć zarazem także w znakomitych humorach. Barcelona bowiem utrzymywała wysokość przelotową osiągniętą zaraz po starcie sezonu, natomiast Real, który oderwał się od ziemi z dużym trudem, też w końcu wzniósł się w przestworza, gdzie jego miejsce. Pewne wygrane w Lidze Mistrzów w środku tygodnia utwierdziły kibiców obu zespołów w mniemaniu, że na ich ulubieńców nie ma mocnych.
Ale nie tylko dlatego starcie zapowiadało się pasjonująco. Gdyby oba zespoły wygrały komplet sześciu meczów ligowych poprzedzających klasyk, emocji byłoby chyba mniej. Wtedy naprawdę wynik Gran Derbi o niczym by nie decydował, zwycięzcę tylko odrobinę zbliżając do mistrzostwa kraju. Przewaga ośmiu punktów, jaką osiągnęła Barcelona, sprawiała, że waga spotkania wzrastała. Nie brakowało ekspertów, którzy twierdzili, że zwycięstwo FCB rozstrzygnie sprawę. Zdaniem niżej podpisanego było nieco inaczej: gdyby Real przegrał i strata wzrosłaby do jedenastu oczek, każda następna wpadka Królewskich przy jednoczesnym zwycięstwie Barcy zamykałaby rywalizację. Tak czy owak piłkarze z Madrytu mieli powody, aby wyjść na murawę Camp Nou mocno zestresowani. Wyszli jednak skoncentrowani, a to gracze Barcelony wyglądali na przytłoczonych stawką meczu. To się jednak zmieniło w trakcie spotkania. Generalnie, drużyna Tito Vilanovy ma duże problemy z wchodzeniem w mecz. Na Camp Nou w niedzielę po raz szósty w tym sezonie, w jedenastym oficjalnym spotkaniu, jako pierwsza traciła gola. Potem jednak sytuacja się zmienia na ogół, bo tylko raz Barca przegrała…
(…)
Po meczu kibice rozmawiali na ulicach bardziej o sporcie niż polityce. Kartonowe senyery i estelady walały się po bruku. Słyszało się nazwiska piłkarzy, a nie polityków. Tych kibiców pieszo udających się do stacji metra Maria Cristina było zresztą mniej niż zwykle. To dlatego, że akurat tego dnia postanowili zastrajkować pracownicy metra i pociągi kursowały dwa razy rzadziej. A ponieważ wokół Camp Nou jest mało miejsc do parkowania, kto tylko mógł przyjechał jednośladem. Motory, ścigacze, motorynki, motorowery opanowały zatem po spotkaniu ulice wokół stadionu.
Klub zastanawia się zresztą, czy odremontować obecny obiekt, czy postawić nowy. Gdyby padło na tę drugą opcję, jest koncepcja, by nazwać nowy stadion imieniem Leo Messiego. Jeszcze kilka takich występów Argentyńczyka i ta idea zostanie przyjęta przez aklamację. Cristiano Ronaldo ma zaś pecha, bo Santiago Bernabeu (legendarnego prezydenta Realu) nigdy nie przebije…
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.