Przejdź do treści
(O)sąd PN po finale Pucharu Polski: Pięć łyżek dziegciu

Polska Ekstraklasa

(O)sąd PN po finale Pucharu Polski: Pięć łyżek dziegciu

Sobotni finał Pucharu Polski był imprezą przeprowadzoną na przyzwoitym poziomie. Na wysokości zadania stanęli także kibice, choć kilka rac zupełnie niepotrzebnie poleciało z poznańskiego sektora na murawę. Gdyby jednak ktoś zapytał, czy byliśmy – zgodnie z tym, jak reklamowali organizatorzy – świadkami finału marzeń, aby pozostać w zgodzie z własnym sumieniem, musiałbym odpowiedzieć: jeszcze sporo do tego zabrakło.

Czy starcie Lecha z Legią było finałem marzeń? (foto: Ł.Skwiot)

NASZE WIDEO: Błękitni z wizytą na Stadionie Narodowym – KLIKNIJ!

PO PIERWSZE

Poziom sportowy pozostawił wiele do życzenia. Sobotni mecz nie był z gatunku tych, które zapierają dech w piersiach. Owszem, nie zabrakło dobrych momentów w grze obydwu zespołów, ale generalnie jakości było za mało. A nawet – walki. Legioniści nie dojechali na początek spotkania, przez dwa kwadranse wyłącznie przyglądali się, w jaki sposób Lech rozgrywa ataki. I gdyby Zaur Sadajew nie był tak kiepskim egzekutorem, jakim jest, wykorzystałby sytuację sam na sam z Dusanem Kuciakiem, i zapewne byłoby po sprawie.

Potem jednak okazało się, że oprócz napastnika Lechowi brakuje również bramkarza na odpowiednim poziomie, aby myśleć o najważniejszych krajowych trofeach. Maciej Gostomski sprezentował rywalowi wyrównanie, a po zmianie nieobecnego duchem na Stadionie Narodowym Guilherme na Michała Żyrę Legia na dobre złapała oddech. I nie pozwoliła się tego dnia więcej stłamsić, już do końca spotkania miała kontrolę nad meczem. Trudno zresztą, żeby nie miała, skoro ochotę do walki na całego – popartą właściwą jakością – przejawiał w obozie rywali wyłącznie Łukasz Trałka. Aby jednak pozostać w zgodzie z faktami, trudno określać prędkość rozwiniętą przez legionistów w najlepszych dla nich momentach jako zawrotną.

PO DRUGIE


Murawa wyglądała, jakby została przygotowana na wiejski festyn, nie zaś na najważniejsze klubowe wydarzenie w Polsce. Trudno wymagać od piłkarzy, nawet najlepiej wyszkolonych w T-Mobile Ekstraklasie, aby grali z polotem i finezyjnie technicznie, kiedy na części boiska trawa nie nadawała się do gry. I co chwila zawodnicy wdeptywali z ziemię całe kępy, aby w ogóle mogli kontynuować rywalizację na w miarę równej, a przynajmniej pozbawionej dołów, nawierzchni. Rozumiem, że pogodzenie imprezy dla dzieci z walką profesjonalistów nie jest najłatwiejsze, ale jeśli z jakiegoś powodu nie można na Stadionie Narodowym położyć trawnika, który wytrzyma takie natężenie gier, to może lepiej nie łączyć wszystkich meczów jednego dnia (o ile oczywiście taki był powód kiepskiego stanu nawierzchni)? Bo później ewidentnie odbija się to na jakości meczu, który ma być jednym z największych argumentów w promowaniu polskiego futbolu. Ba, w sobotę ucierpiała nawet estetyka widowiska, ponieważ brązowe wydeptane plamy mocno odcinały się od zieleni murawy i raziły w oczy.

NASZE WIDEO: Kulisy finału Pucharu Polski – KLIKNIJ!

PO TRZECIE

Niewystarczające zaangażowanie służb porządkowych w kontrolę kibiców. Pirotechnika nie tylko nie była – tym razem – wrogiem rywalizacji na trybunach, ale do pewnego momentu wręcz cennym uzupełnieniem opraw, a zatem meczu w ogóle. Tyle że później gasnące race utrudniały śledzenie rywalizacji. Gryzący dym przesłaniał widok z trybun na murawę, zaś jego smród także nie wpływał na podwyższenie estetycznych walorów widowiska. W pokazach znacznie przeważali sympatycy Lecha, którzy – jak się wydaje – na stadion weszli bez żadnej kontroli. Bo dysponowali takim arsenałem, jakby sprowadzili osobny pociąg wyładowany wyłącznie pirotechniką. Ktoś nie odrobił zatem pracy domowej i nie podszedł właściwie do obowiązków. A jeśli finał Pucharu Polski ma już stałe miejsce w kalendarzu Stadionu Narodowego, jego obsługa powinna być perfekcyjnie przygotowana do nieco innych standardów niż te, które obowiązują na spotkaniach z udziałem reprezentacji Polski.

PO CZWARTE

Organizacja konferencji prasowej. Ktoś powie: to szczegół. OK, w całości przedsięwzięcia ta część widowiska z pewnością nie była najbardziej istotna, ale przegrany – a zatem targany niekoniecznie pozytywnymi emocjami – szkoleniowiec Lecha Poznań musiał przed dziennikarzami stawiać się dwukrotnie. Za pierwszym razem, gdy przybył wytłumaczyć porażkę przed dziennikarzami, nie włączono Maciejowi Skorży nie tylko mikrofonów, ale nawet świateł. Zabrał się więc z sali konferencyjnej jak niepyszny i rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski mógł jedynie przeprosić za niefrasobliwość pracowników Stadionu Narodowego. To znaczy przeprosić reporterów, bo szkoleniowiec Kolejorza już zniknął i nie wiadomo było, czy po raz drugi podejmie próbę dialogu. Wcale bowiem – czemu zresztą trudno się dziwić – nie wyglądał na człowieka, który ma na to ochotę.

PO PIĄTE

Brak profesjonalizmu u piłkarzy Legii po zakończeniu meczu. O ile Skorża zachował się jak na zawodowca przystało, i stawił się na konferencji po Henningu Bergu (choć w scenariuszu jego kolej była pierwsza), o tyle zwycięzcy finału Pucharu Polski, wychodząc z szatni, mieli kibicom – poprzez reporterów – do przekazania tylko trzy słowa: Puchar jest nasz…

Nie wnikam, i nawet nie zamierzam, w powody, którymi się kierowali, wybierając wyłącznie taką formę komunikacji, winię natomiast organizatora za to, że nie zobligował triumfatorów sobotniej rywalizacji do zachowania godnego rangi i oprawy meczu. W efekcie możliwość rozmowy z legionistami dostali jedynie reporterzy telewizji Polsat, która jest posiadaczem praw do PP, oraz wysłannicy portalu Łączy Nas Piłka, który należy do PZPN. A nie sądzę, żeby takie były czyjekolwiek założenia, to znaczy, żeby organizatorom chodziło o ograniczenia w promocji wydarzenia tuż po jego zakończeniu.

Drobniejszych niedociągnięć, choćby niezbyt fortunnego doboru zestawu muzycznego (co zawsze jest zresztą kwestią gustu), nie ma sensu rozwijać. Generalnie finał został przeprowadzony poprawnie, marka Pucharu Polski systematycznie wzrasta, zaś kibice Lecha i Legii – mimo że od dawna zwaśnieni – udowodnili, że dorośli do oglądania meczów na arenach godnych XXI wieku, pozbawionych wysokich płotów i klatek. A powyższe uwagi służą temu, aby organizatorzy nie popadli w przedwczesny samozachwyt. Zwłaszcza że do ideału jeszcze – co najmniej – trochę brakowało…

Adam GODLEWSKI



Cały tekst można także znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej