Gra piłkarzy Lechii Gdańsk w ostatnich spotkaniach pozostawiała wiele do życzenia. W piątkowy wieczór podopieczni Tomasza Kafarskiego będą mieli okazję do przełamania złej passy. Ich rywalem będzie bowiem ostatni zespół w lidze, czyli GKS Bełchatów.
Sam Kafarski otrzymał ostatnio kredyt zaufania od władz Lechii, jednak brak trzech punktów w starciu z Bełchatowem może się okazać dla niego brzemienny w skutkach. Sam zainteresowany nie ma wątpliwości, że podczas piątkowego spotkania kibice na PGE Arenie zobaczą całkiem inny zespół.
– Sprawa wyniku jest sprawą otwartą, zdaję sobie sprawę, że Bełchatów też przyjedzie do Gdańska walczyć o poprawę swojego bytu, ale mam nadzieję, że to będzie za mało na agresywnie grającą Lechię – wyznał Kafarski.
– Na pewno potencjał ludzki, doświadczeni zawodnicy sprawiają, że jest to zespół potrafiący grać dobrze w piłkę. Widać dziś, że jest jakiś problem w tym zespole, nie do końca mnie to interesuje jaki – kontynuował. – Zmiana trenera, która miała miejsce kilka tygodni temu doprowadziła do tego, że Bełchatów dalej znajduje się w marazmie. Mam nadzieję, że z tego marazmu nie wyjdzie przed meczem z nami – dodał.
Szkoleniowiec Lechii odniósł się także do poniedziałkowych działań władz klubu, które zawiesiły wypłatę premii dla drużyny. – Mam nadzieję, że ostatnie wydarzenia i decyzje jakie zapadły w poniedziałek doprowadzą do tego, że w mojej drużynie będzie jeszcze wyższa świadomość tego w jakiej znaleźliśmy się sytuacji i zobaczymy zespół, który będzie wyglądał dużo lepiej – zakończył.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.