Ostatnie sondaże przed wyborami w PZPN! Już tylko dwie możliwe opcje?
Walka
o fotel prezesa PZPN rozstrzyga się niemal identycznie jak przed
czterema laty – w noc przedwyborczą rozprowadzający
poszczególnych kandydatów zorganizowali imprezy
integracyjne do końca próbując werbować delegatów.
Zakrapiane mityngi mogą w piątek skutkować bolącymi głowami,
tymczasem podczas głosowania wszystkim potrzebne będzie trzeźwe
myślenie, ponieważ twórcy nowej ordynacji zastawili na
elektorów kilka pułapek. Wyborcy muszą pamiętać, że ich
głos będzie nieważny jeśli omyłkowo (lub specjalnie) poprą
dwóch kandydatów na prezesa związku. Nie mogą też
wskazać na więcej niż dziesięciu kandydatów na członków
zarządu, a także na ponad siedmiu pretendentów do członków
Komisji Rewizyjnej.
Podane
informacje są bardzo istotne, ponieważ – jak wskazywały
nieoficjalne dane sondażowe z czwartku z godziny 22.30 – w
piątkowych wyborach zadecydować mógł jeden głos. Wedle
wtajemniczonych na koniec dnia prawie wszystko było już jasne.
Prawie, gdyż możliwe były podobne tylko dwie następujące opcje:
1.
W pierwszej turze wygrywa Zbigniew Boniek, którego na
ostatniej prostej rozprowadzał zwycięski przed czterema laty
Kazimierz Greń (ale do bezwzględnej większości brakowało temu
kandydatowi na koniec dnia co najmniej 7 głosów, a możliwe
że nawet dwa razy więcej, gdyż grupa nadal niezdecydowanych
delegatów była dość liczna).
2.
Dochodzi do drugiej tury, w której Bońka w pokonanym polu
pozostawia koalicja Edward Potok – Roman Kosecki, bo obaj
kandydaci popierani przez różne odłamy PO w I turze powinni
pewnie uplasować się na pozycjach dwa i trzy, w sumie zbierając
wyższe poparcie od Zibiego.
Podobno
inne możliwości, również koalicyjne, wyczerpały się
jeszcze przed rozpoczęciem wesołych wieczorków
zapoznawczo-wyborczych. Podobno, choć nie wolno zapominać, że PZPN
od niepamiętnych czasów jest instytucją nieprzewidywalną…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.