Lata 90. XX wieku. Potężne włoskie calcio, osiem finałów Ligi Mistrzów z udziałem klubów z Półwyspu Apenińskiego. W Pucharze UEFA wynik jeszcze lepszy – dziewięć na dziesięć. A jedną z tych drużyn Parma FC – dwukrotny triumfator rozgrywek. Ten sam, któremu po 16 latach od ostatniego wielkiego sukcesu w oczy zagląda widmo gry w Serie D.
Piłkarze Parmy świętują zdobycie Pucharu UEFA w 1999 roku (foto: CNN)
Parma na przełomie wieków miała w składzie takie osobistości jak Hernan Crespo, Gianluigi Buffon, Dino Baggio, Ariel Ortega oraz Fabio Cannavaro i mogła z powodzeniem podbijać Europę. W Lidze Mistrzów nie poszło jej najlepiej, ale za to występy Crociatich w Pucharze UEFA parmeńscy kibice zapamiętają na zawsze.
Kiedy gialloblu po raz pierwszy sięgnęli po Puchar UEFA w 1995 roku, ich sukces był dla fanów piłki nożnej nie lada wydarzeniem. Zaskoczenie było tym większe, że piłkarze z miasta kojarzonego dotychczas głównie z parmezanem, pokonali Juventus z Didierem Deschampsem, Roberto Baggio i Gianlucą Viallim w składzie. Bianconeri nie umieli jednak zatrzymać Dino Baggio, który w dwumeczu strzelił obie bramki dla Parmy.
Zaledwie cztery lata później historia się powtórzyła. Inni byli tylko rywale – tym razem Ducali nie musieli walczyć z rodakami. Zatrzymać ich na drodze do finału nie potrafił nawet chuligan zasiadający na trybunach stadionu Wisły Kraków. Dino Baggio pobyt w stolicy Małopolski zapamiętał na całe życie – został tam trafiony nożem przez osławionego „Miśka”.
Nie zmieniło to faktu, że pomocnik zagrał w wielkim finale na Łużnikach. Tam po raz kolejny okazało się, że na Parmę nie ma mocnych. W ostatnim meczu Pucharu UEFA Hernan Crespo, Paolo Vanoli i Enrico Chiesa pozbawili złudzeń graczy Olympique’u Marsylia. 21-letni Buffon strzegący bramki włoskiej drużyny nie miał za wiele do roboty.
Od tamtego czasu minęło jednak 16 lat. Parmeńczykom nie udało się już powtórzyć tak wielkich sukcesów na arenie międzynarodowej. Nie mieli jednak problemów z utrzymywaniem się w Serie A, nie licząc sezonu 2007/2008. Wówczas po zajęciu 19. miejsca spadli na zaplecze ekstraklasy, ale po roku wrócili do elitarnego grona najlepszych włoskich drużyn. Ugruntowali sobie pozycję średniaka, który może nieco namieszać. Tak było jeszcze rok temu, gdy sezon zakończyli na szóstej pozycji. Kto by się spodziewał, że 12 miesięcy później w oczy zajrzy im widmo gry w ligach amatorskich.
Chodzi oczywiście o pieniądze. Parma pod koniec rozstrzygniętych już rozgrywek Serie A 2014/2015 nie miała pieniędzy na organizację meczów. Doszło nawet do tego, że kibice wykupili zajęte przez komornika… ławki rezerwowych, a następnie oddali je klubowi. To jednak za mało. Dziś Parmie potrzeba nie tylko poświęcenia pojedynczych fanów, ale również, i przede wszystkim, porządnego inwestora. Obecnie rządy sprawują tam specjalnie wyznaczeni komisarze, których głównym zadaniem jest znalezienie kogoś majętnego i lubiącego ryzyko. Za takie można bowiem uznać przejęcie klubu, którego dług sportowy wynosi obecnie 27 mln euro. W głównej mierze to zaległe pensje oraz zobowiązanie wobec innych klubów. Kwota byłaby jeszcze wyższa, gdyby łaskawi nie okazali się zawodnicy grupowo rezygnujący ze swoich wypłat.
Na początku czerwca pojawiła się nadzieja. Kupnem dwukrotnego zdobywcy Pucharu UEFA zainteresował się właściciel sieci multipleksów The Space Cinema – Giuseppe Corrado. Problem w tym, że jego – jeżeli możemy tutaj użyć takiego sformułowania – oferta była niezgodna z wymogami aukcji. Biznesmen w kopercie zawarł jedynie list, w którym poinformował, że chciałby zakupić klub na drodze prywatnych negocjacji.
Teraz wszystko w rękach komisji rewizyjnej i sędziego Pietro Rogato. Nie da się jednak ukryć, że sytuacja robi się wręcz fatalna. Jedyną nadzieją byłoby umożliwienie negocjacji. Oprócz Corrado, przejęciem Parmy zainteresowany jest były baseballista Michael Piazza oraz związana z przemysłem transportowym Adler Group. Pierwotnie rozstrzygnięcie miało być znane 9 czerwca, ale we Włoszech terminy bywają dość plastyczne. Jeżeli sędzia Rogato nie spojrzy przychylnie na zainteresowanie ze strony wymienionych podmiotów, piłkarzy gialloblu – jeśli jacykolwiek zostaną w drużynie – czekać będzie piekło. Takim niewątpliwie byłoby rozpoczęcie rozgrywek w Serie D.