Empoli z Łukaszem Skorupskim w bramce było bardzo bliskie szczęścia. Azzurri stracili jednak w doliczonym czasie gry drugą bramkę i przegrali z Atalantą (1:2).
Łukasz Skorupski ma prawo być wściekły
Ekipa z Bergamo jak dotąd mogła być zadowolona ze swoich dokonań. Po 17 kolejkach zajmowała szóste miejsce w tabeli, będąc tuż za Milanem, z którym zresztą przed trzema dniami zremisowała. We wtorek Atalanta na własnym terenie podejmowała będące tuż nad strefą spadkową Empoli.
Łukasz Skorupski wyszedł na boisko w podstawowym składzie gości. Polak w pierwszej połowie miał co robić, bowiem podopieczni Gian Piero Gasperiniego zaciekle atakowali. Najlepszym odzwierciedleniem premierowej części spotkania jest statystyka sytuacji bramkowych. Po stronie Empoli wymowne zero.
Atalancie nie można było odmówić ambicji, ale w jej grze brak było jakiegoś zrywu pod bramką przeciwnika. W efekcie Skorupski – gdy już musiał interweniować – z łatwością ratował swoją drużynę z opresji.
Po zmianie stron przyjezdni wreszcie oddali celny strzał na bramkę. I warto zaznaczyć, że piłka od razu wpadła do siatki. W 51. minucie dośrodkowanie Federico Dimarco przeciął Lewan Mczedlidze, a futbolówka swój lot zakończyła między słupkami.
Byłoby jednak prawdziwym cudem, gdyby Azzurrim udało się wygrać wtorkowe spotkanie. Co prawda po zmianie stron grali ciut lepiej, ale nie na tyle, by wywieźć ze Stadio Atleti Azzurri d’Italia komplet punktów.
Kwadrans przed końcem starania gospodarzy wreszcie przyniosły skutek. Obrona Empoli nie popisała się w pojedynku z Alejandro Gomezem. W końcu Argentyńczyk podał do Francka Kessiego, a ten zaskoczył Skorupskiego.
Do ostatniego gwizdka Atalanta atakowała, ale przypominało to bicie głową w mur. Jednak wreszcie Skorupski został pokonany po raz drugi. Polak mimo odważnej interwencji nie dał rady powstrzymać Marco D’Alessandro, który wykorzystał ogromne zamieszanie w polu bramkowym.