W niedzielę zyska szansę zostania jednym z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w historii rozgrywek. Być może najlepszym trenerem w ich dziejach. Mimo to, Pep Guardiola nie jest zagorzałym zwolennikiem Pucharu Ligi. Jego stosunek do tych zmagań adekwatnie oddają takie epitety, jak skomplikowany, niejednoznaczny czy burzliwy.
Czy Guardiola sięgnie po Puchar Ligi po raz czwarty? (fot. Reuters)
Rozgrywki, których sponsorem tytularnym jest obecnie producent napojów energetycznych Carabao, są permanentnie wyszydzane. Traktowane po macoszemu. Wyśmiewane. Nazywane Pucharem Myszki Miki. Sens ich organizowania jest zdecydowanie częściej kwestionowany niż wspierany. Mawia się, że specyficzne trofeum z trzema uszami stanowi wartość tylko dla tych, którzy w danym sezonie po nie sięgają. Opiekun Manchesteru City dobrze odnajduje się w całej tej dyskusji na temat zasadności istnienia Pucharu Ligi. Nawet jeśli musi się pogimnastykować i zaprezentować szpagat.
NAJLEPSZY W HISTORII?
Odkąd drużyna prowadzona przez Guardiolę po raz ostatni została wyeliminowana z rywalizacji o powszechnie niepoważany laur, minęły 1642 dni. To równowartość ponad dziesięciu lotów na Marsa. 26 października 2016 roku The Citizens w mocno odmłodzonym i eksperymentalnym składzie przegrali na Old Trafford 0:1. Do dziś pozostaje to jednym z zaledwie dwóch spotkań Pucharu Ligi, które Katalończyk przegrał, i jedynym, jakie zamknęło mu drogę do finalnego triumfu. Kiedy w zeszłym sezonie Manchester City znów uległ Manchesterowi United, losy dwumeczu rozstrzygnął na swoją korzyść już w pierwszej jego części.
W minionych trzech edycjach rozgrywek ekipa z Etihad Stadium wypracowała monopol na zwyciężanie. Na Wembley pokonywała kolejno: Arsenal, Chelsea oraz Aston Villę. W niedzielę postara się ograć Tottenham. Jeśli dopnie swego, przejdzie do historii. Pep zostanie zaś nie tylko jednym z najbardziej utytułowanych szkoleniowców w dziejach niniejszych zmagań, ale też prawdopodobnie najlepszym trenerem, jaki brał w nich udział.
Na przestrzeni sześciu dekad rywalizacji o Puchar Ligi tylko jedna drużyna wznosiła trofeum w górę cztery razy z rzędu. Był nią Liverpool lat 80. ubiegłego wieku. Przez trzy edycje na ławce The Reds zasiadał legendarny Bob Paisley. Jeśli chodzi o szkoleniowców, więcej trofeów z trzema uszami od Anglika mają w dorobku jedynie Jose Mourinho, Sir Alex Ferguson i Brian Clough. Każdy z nich sięgał po nie czterokrotnie. Guardiola stoi więc przed szansą na dorównanie najczęściej dekorowanym, ale może to zrobić w sposób dotąd nieosiągalny. Triumfując w czterech kolejnych sezonach.
W czym tkwi sekret 50-latka? Jaka jest jego recepta na sukces? Odpowiedź jest jedna, w dodatku banalnie łatwa. W przeciwieństwie do wielu szkoleniowców, piłkarzy, kibiców i ekspertów, Guardiola traktuje Puchar Ligi całkowicie poważnie. Nie jak nagrodę pocieszenia, a jak pełnoprawny, cenny tytuł. – Carabao Cup to nie Premier League. Wolałbym wygrać Premier League, ale to [Puchar Ligi – przyp. MS] też są dobre rozgrywki. Pamiętam moje pierwsze spotkanie. Rywalizowaliśmy z Preston, w składzie byli Eric Garcia oraz Taylor Harwood-Bellis i graliśmy po to, by wygrać. Lubię to w moich drużynach. Nie ma ani jednego przeciwnika, który mierzył się z jedną z nich, Manchesterem City, Bayernem Monachium czy Barceloną, i może powiedzieć, że nie staraliśmy się wygrać. Dążenie do zwycięstwa za każdym razem wymaga odwagi – mówił opiekun The Citizens przed zeszłorocznym finałem.
W trakcie konferencji prasowych poprzedzających poszczególne występy The Citizens w Carabao Cup Pep lubi powtarzać, że nigdy nie odpuści żadnych rozgrywek, żadnego meczu. Że gdyby Puchar Ligi był dla niego nieistotny, jego podopieczni już dawno zostaliby wyeliminowani. Przed rywalizacją z Borussią Dortmund w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów przyznał natomiast: – Choć wydaje się bardziej wyjątkowe, w rzeczywistości to takie samo spotkanie, jak te w Carabao Cup czy Premier League.
Poważne traktowanie niniejszych rozgrywek przez Guardiolę nie objawia się wyłącznie poprzez szumne deklaracje i wyniosłe słowa. To także – a może przede wszystkim – czyny. Jeśli chodzi o zmagania o Puchar Ligi, sztukę rotowania piłkarzami Katalończyk opanował do perfekcji. Nie przegina w żadną ze stron. Do gry desygnuje zespoły na tyle silne, na ile wymaga tego sytuacja. Piecze cztery pieczenie na jednym ogniu. Nie ryzykując wpadki, daje odetchnąć największym gwiazdom, pokazać się zawodnikom z drugiego szeregu i poczuć atmosferę seniorskiego futbolu wychowankom akademii. Tych ostatnich za kadencji Pepa pojawiło się na boiskach Carabao Cup aż szesnastu.
– Sądzę, że po zobaczeniu, jak często Pep wygrywa te rozgrywki, wielu szkoleniowców pomyślało: „Dlaczego i my tak nie możemy?”. [Guardiola – przyp. MS] rozwija angielski futbol tym, jaki styl gry preferuje i jak pragnie zwyciężać we wszystkich zmaganiach – skonstatował Shaun Goater, były napastnik Manchesteru City.
WIĘCEJ JAKOŚCI, MNIEJ ILOŚCI
Profesjonalne podejście Guardioli do starć w Carabao Cup nie oznacza jednak, iż były opiekun Barcelony jest zagorzałym zwolennikiem tych rozgrywek. Że uważa je za absolutnie niezbędne. Wprost przeciwnie.
– Kiedy wygrywasz, nagroda jest dobra, ale tracisz dużo energii. Dla szkoleniowców to duża strata energii, ale zdajemy sobie z tego sprawę i nie będziemy narzekać. Skoro musimy grać, będziemy grać. Jeśli jednak zapytalibyście mnie o to, czy angielski futbol przetrwałby lub byłby nawet lepszy bez tych rozgrywek, odparłbym, że może tak. Może mielibyśmy więcej sił w zmaganiach na Starym Kontynencie – stwierdził 50-latek we wrześniu 2017 roku, po wymagającej potyczce z West Bromwich Albion Tony’ego Pulisa.
Owy pogląd nie zmienił się za sprawą upływu czasu czy seryjnego sięgania po nietypowo wyglądające trofeum. W trakcie zeszłorocznego dwumeczu z Manchesterem United Pep przyznał: – Pozbądźmy się tych rozgrywek. Mniej meczów, mniej rozgrywek, mniej drużyn. Więcej jakości, mniej ilości. Ludzie zdołają przeżyć chwilę bez futbolu. Jest go zbyt dużo. […] Piłkarze cierpią. Chcą prezentować się dobrze. Kluby są pod ogromną presją, by wygrać lub zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, a my naciskamy i naciskamy. Ciało mówi stop, ma tego dość.
Na razie Puchar Ligi nadal istnieje, a Pep Guardiola stoi w szpagacie. Z jednej strony wolałby, żeby Manchester City nie musiał tracić sił na rozgrywki, które nie stanowią dla klubu priorytetu. Z drugiej, nie potrafi z nich zrezygnować i potraktować z przymrużeniem oka. Dlatego nie nazywa ich Pucharem Myszki Miki. Dlatego już jest jednym z najlepszych trenerów w ich historii. Dlatego można być pewnym, iż The Citizens zrobią wszystko, by w niedzielę pokonać Tottenham.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.