Miedź Legnica w Gliwicach momentami grała bardzo dobrze, lepiej od rywali i nawet jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Jednak nie dowiozła tego do końca i przegrała na Śląsku 1:2, a duża w tym zasługa Damiana Kądziora.
W pierwszych minutach spotkania oba zespoły skupiły się przede wszystkim na sprawnej organizacji gry i walce w środkowej strefie boiska. Optyczną przewagę mieli zawodnicy gospodarzy, ale to goście jako pierwsi mogli wyjść na prowadzenie. W 9. minucie Luciano Narsingh po dobrym rajdzie przez kilkanaście metrów oddał strzał z okolicy linii pola karnego, ale w bramce czujny był Frantisek Plach. Trzy minuty później swoją szansę miał Angelo Henriquez, ale chilijski napastnik uderzył piłkę głową minimalnie niecelnie. Beniaminek Ekstraklasy w pierwszym kwadransie rywalizacji był rzadziej przy piłce, ale miał za to konkretne okazje na zdobycie bramki.
Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i goście jako pierwsi objęli prowadzenie. W 19. minucie spotkania Hubert Matynia dobrze podał z lewego skrzydła do Olafa Kobackiego, a młodzieżowiec Miedzi z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Miedź była konkretniejsza od Piasta i efektem tego był strzelony gol. Piast po straconej bramce chciał jak najszybciej doprowadzić do remisu. W 22. minucie swoją sytuację po rzucie rożnym miał Ariel Mosór, ale strzał stopera Piasta trafił w poprzeczkę. Miedź odpowiedziała na to chwilę później, ale strzał z dystansu Chuci tym razem wybronił Plach. W 31. minucie Chuca trafił do siatki, ale wcześniej znalazł się na pozycji spalonej. Goście jednak grali do tej pory znacznie lepiej od swoich rywali.
Gliwiczanie grali zbyt wolno, przewidywalnie i przez dłuższy czas pierwszej połowy mieli problem z oddaniem strzału celnego na bramkę Miedzi. Goście natomiast dobrze prezentowali się w pressingu i nie umożliwiali gospodarzom dochodzenia pod swoją bramkę. Gospodarze dopiero w 41. minucie mieli bardzo klarowną okazję bramkową. Jednak strzał Arkadiusza Pyrki wybronił Paweł Lenarcik. Natomiast chwilę później mieliśmy remis. Damian Kądzior dośrodkował z rzutu rożnego piłkę na głowę Constantina Reinera, a ten doprowadził do wyrównania. Piast przez dłuższy czas grał poniżej swoich możliwości, ale wystarczyła jedna sytuacja, aby doprowadzić jeszcze przed przerwą do wyrównania.
Od początku drugiej połowy to Piast starał się narzucać swoje warunki gry, ale wynik nie ulegał zmianie. W 52. minucie z dystansu uderzał Kądzior, ale Lenarcik nie dał się zaskoczyć i pewnie wybronił to uderzenie. Miedź starała się odpowiedzieć kilka minut później, ale strzał z dystansu Kobackiego był bardzo niecelny. Tempo spotkania w porównaniu z pierwszą częścią spotkania nam nieco spadło, a gra przeniosła się głównie do środkowej części boiska, a częściej przy piłce utrzymywali się gospodarze.
Jednak ponownie klarowniejsze okazje na zdobycie bramki mieli piłkarze Miedzi. W 65. minucie swoją szansę miał Narsingh, ale strzał skrzydłowego beniaminka Ekstraklasy był za słaby, aby zaskoczyć czujnego w bramce Placha. Niewykorzystane okazje lubią się mścić i tak się też stało minutę później. W 66. minucie Kądzior dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, a tam do piłki dopadł Jakub Czerwiński i głową skierował piłkę do bramki Lenarcika. Piast obie swoje bramki zdobył po dobrych dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry swojego lidera.
Piast w ostatnich minutach spotkania nieco cofnął się na swoją połowę, ale Miedź nie miała za bardzo pomysłu, jak to wykorzystać. W 82. minucie doszło jednak do wartego odnotowania wydarzenia. Po raz pierwszy od w ogóle półtorej roku i po trzech latach w barwach Piasta na boisku pojawił się Patryk Dziczek. Natomiast trzy minuty później Miedź mogła doprowadzić do remisu, ale strzał Nemanji Mijuskovicia był niecelny. Na to mógł odpowiedzieć Piast kilkadziesiąt sekund później, ale uderzenie Kamila Wilczka trafiło jedynie w boczną siatkę.
Miedź do samego końca spotkania walczyła o doprowadzenie do remisu, ale finalnie wynik spotkania nie uległ już zmianie. Mają czego żałować zawodnicy beniaminka Ekstraklasy, gdyż Piast nie zagrał wybitnego meczu i była szansa na zdobycie cennych punktów. A tak tylko Miedź przegrała już piąte ligowe starcie w tym sezonie.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.