Piast Gliwice nie miał przewagi w tym spotkaniu, jednak drużynie Waldemara Fornalika udało się wygrać 2:1. Spotkanie trwało blisko kwadrans dłużej między innymi przez długą weryfikację VAR, która trwała 8 minut!
Pierwsza połowa meczu w Gliwicach może być zapomniana. Do przerwy na murawie było bardzo spokojnie, niewielką przewagę optyczną miała Jagiellonia, jednak białostoczan nie udało się wykreować żadnej, dogodnej sytuacji strzeleckiej. Przyjezdni mogli wykończyć kilka okazji lepiej, brakowało jednak skuteczności po stronie „Pszczółek”.
Widowisko zaczęło się po przerwie. Już w 47. minucie spotkania Jakub Holubek dał prowadzenie Piastowi. Gliwiczanie przeprowadzili pierwszy, konkretny atak i zakończył się trafieniem do siatki. Konczkowski świetnie wypatrzył Holubka w polu karnym i gracz z Gliwic pewnym uderzeniem głową skierował futbolówkę do siatki.
Raptem pięć minut później Piast prowadził 2:0. Tym razem Tom Hateley świetnie dośrodkował z rzutu wolnego wprost na Jakuba Czerwińskiego i defensor podwyższył wynik.
Później to Jagiellonia nabrała wiatru w żagle w 58. minucie Wdowik trafił do siatki z bliskiej odległości, jednak VAR wykazał w tej sytuacji pozycję spaloną.
„Pszczółkom” udało się też trafić do siatki w 66. minucie po uderzeniu Bartosza Bidy. Tutaj VAR również interweniował i sprawdzanie tego trafienie przejdzie do historii, bowiem trwało blisko 8 minut! Trudno stwierdzić co było powodem tak długiej weryfikacji, jednak ostatecznie gol białostoczan był zgodny z przepisami i na tablicy pojawił się wynik 2:1.
Do końca spotkania działo się sporo na murawie w Gliwicach. Świetne okazje zmarnował Pyrka, raz z bliskiej odległości strzelił prosto w Alomerovicia, później postawił stempelek na poprzeczce. Arbiter doliczył do podstawowego czasu gry aż 12 minut. Jagiellonia również zagrała ofensywie, jednak ostatecznie trzy punkty pozostają na Śląsku.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.